Unia żąda drastycznych cięć stoczniowych mocy

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 05-02-2007, 00:00

Polskie stocznie raczej nie będą zwracały pomocy. Bruksela może natomiast aż o połowę ograniczyć ich moce. Co wtedy z rentownością?

Polskie stocznie raczej nie będą zwracały pomocy. Bruksela może natomiast aż o połowę ograniczyć ich moce. Co wtedy z rentownością?

Do końca lutego powinno być jasne, czy Komisja Europejska (KE) zaakceptuje plany restrukturyzacyjne polskich stoczni i udzieloną im pomoc publiczną. Są spore szanse na to, że wsparcie państwa zostanie przez Brukselę uznane za legalne. Ale nic za darmo.

— Otrzymaliśmy sygnały, że Komisja Europejska chce, żeby stocznie ograniczyły zdolności produkcyjne do poziomu 500 CGT rocznie (jednostka produktywności liczona stosunkiem wielkości produkcji do zatrudnienia — przyp. red.) — mówi Sławomir Urbaniak, wiceminister skarbu.

Miesiąc negocjacji

Polskie stocznie musiałyby więc ograniczyć moce niemal o połowę.

— Komisja Europejska, argumentując swoje stanowisko, podkreśla, że powinniśmy przeanalizować wysokość produkcji sektora w ostatnich pięciu latach, wyliczyć średnią i w ten sposób oszacować wielkość koniecznej redukcji mocy. My natomiast podkreślamy, że w ostatnich latach polskie stocznie miały problemy finansowe i trudno ten okres uznać za reprezentatywny dla oceny wielkości koniecznej produkcji — dodaje Sławomir Urbaniak.

Ministerstwo Gospodarki, które odpowiada za restrukturyzację stoczni, do końca lutego ma negocjować z KE kwestię redukcji stoczniowych zdolności produkcyjnych.

— Sprawa jest dla nas istotna, bo skala wysokości mocy wpływa na rentowność firm — podkreśla wiceminister Urbaniak.

Przedstawiciele branży liczą jednak, że w negocjacjach problem zostanie rozwiązany.

— Nic jeszcze ostatecznie nie jest postanowione. Techniczne zdolności produkcyjne Stoczni Gdynia sięgają 540 CGT, ale faktycznie wykorzystujemy około 260 tys. Cały sektor wykorzystywał moce na poziomie 550 CGT. Po oddzieleniu od Stoczni Gdynia Stoczni Gdańsk ten poziom mamy zbyt niski, by osiągnąć rentowność. Trzeba jednak poczekać na podział mocy między stoczniami — mówi Arkadiusz Aszyk, wiceprezes Stoczni Gdynia.

Konstrukcje, nie statki

Z KE trzeba jeszcze ustalić, czy redukcja mocy będzie jednoznaczna z zakazem zwiększenia samej produkcji. Stocznie mają pomysł na to, jak zadowolić Unię, a jednocześnie zwiększyć rentowną produkcję. I wcale nie chodzi o produkcję statków.

— W ramach redukcji zdolności jesteśmy gotowi czasowo wyłączyć jeden dok. Prawo mówi jednak, że nie możemy w nim budować statków czy kadłubów. Planujemy w doku, który wyłączymy z produkcji stoczniowej, rozpocząć budowę konstrukcji stalowych do farm wiatrakowych, czyli swego rodzaju morskich elektrowni wiatrowych — dodaje Arkadiusz Aszyk.

Nie wiadomo jednak, czy KE uzna, że budowa konstrukcji stalowych zamiast statków jest zgodna z definicją redukcji stoczniowych mocy. To znacznie pomogłoby polskim stoczniom. Wchodzący do Stoczni Gdańsk Donbas zamierza bowiem rozwinąć produkcję konstrukcji stalowych. Już dziś zresztą stanowią one połowę jej portfela zamówień.

Podobnie w Stoczni Szczecińskiej Nowa konstrukcje mogą być istotnym źródłem dochodów. Gdyby Unia zgodziła się, by stocznie rozwinęły produkcję w innych niż statki obszarach działalności, łatwiej znalazłyby inwestorów i osiągnęły rentowność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane