Obowiązujące od 1 stycznia nowe prawo geologiczne i górnicze nie uwzględnia niektórych zasad unijnej dyrektywy węglowodorowej. Wymaga ona, by koncesje dotyczące poszukiwania i wydobycia węglowodorów, m.in. gazu łupkowego, udzielane były w ramach przetargów. Tymczasem polskie przepisy dają pierwszeństwo w ubieganiu się o koncesje wydobywcze firmom, które udokumentowały zasoby złoża, a więc wcześniej poszukiwały surowców na tym obszarze. W lipcu 2011 r. prawnicy ostrzegali na łamach „Pulsu Biznesu”, że Komisja Europejska (KE) zakwestionuje niepełną implementację dyrektywy.
Rząd na widelcu
W sprawie prawa geologicznego Bruksela od dawna ma Polskę na celowniku.
— KE wszczęła już postępowanie przeciwko Polsce w 2008 r. z powodu braku implementacji prawa geologicznego i górniczego. Postępowanie się nie skończyło — przyjęliśmy wprawdzie prawo, ale wciąż nie jest ono w pełni zgodne ze wspólnotowym. Komisja wskazuje przepisy dotyczące pierwszeństwa w ubieganiu się o koncesje i zarzuca nam brak wdrożenia kryteriów przetargowych. Zdaniem KE, wszystkie koncesje powinny być udzielane w ramach przetargów. Polskie prawo, nie uwzględniając tej reguły, narusza zasady równej konkurencji i dostępu do rynku, bo faworyzuje niektóre podmioty — mówi Mikołaj G. Goss, adwokat z kancelarii Góralski & Goss Legal, reprezentującej firmy inwestujące w poszukiwania gazu w Polsce.
Zdaniem prawnika, może to zahamować prace nad wydobyciem gazu łupkowego.
— Firmy mogą obawiać się inwestowania w poszukiwania, ponieważ KE może zakwestionować przepisy zapewniające im pierwszeństwo uzyskania koncesji wydobywczych. Jeśli Bruksela podważy polskie prawo, inwestorzy, którzy ponieśli koszty poszukiwań, mogą domagać się odszkodowań od państwa. Rząd będzie więc musiał mocno zaangażować się w obronę stanowiska przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości (ETS) — podkreśla Mikołaj G. Goss. W opinii prawnika — trudno będzie je obronić. Polska musiałaby udowodnić, że prawo pierwszeństwa nie jest dyskryminujące. A trybunał, formalnie niezależny, nie jest pozbawiony wpływów politycznych.
— Wiadomo, że Niemcom, Francji i Rosji nie zależy na tym, by w Polsce wydobycie gazu z łupków się rozwinęło — mówi Mikołaj G. Goss. Rozstrzygnięcie sporu przed ETS może potrwać nawet 2-3 lata. Zagraniczni inwestorzy, poszukujący gazu łupkowego, podzielają obawy prawnika.
— Prawo pierwszeństwa zapewnia firmom, które poszukiwały gazu, możliwość korzystania ze złóż, w których odkrycie zainwestowały. Ewentualne zakwestionowanie przez KE prawa pierwszeństwa i wprowadzenie przetargów na koncesje jest zagrożeniem dla prowadzonych obecnie prac poszukiwawczych. Firmy zaczną się wycofywać z polskiego rynku — mówi Witold Weil, country manager w San Leon. Podobnego zdania jest Tom Maj, dyrektor zarządzający Talisman Energy Polska.
— Likwidacja takiego mechanizmu [zasady pierwszeństwa — red.] oznaczałaby otwarcie drzwi dla firm, dla których rachunek polityczny jest ważniejszy od ekonomicznego. Usunięcie go z pewnością spowoduje wycofanie się zagranicznych inwestorów z Polski. Nie będzie biznesowego uzasadnienia dla inwestycji w poszukiwania. Wszyscy będą czekali, aż ktoś inny udokumentuje złoże, skoro można potem stanąć z nim do przetargu jak równy z równym. To mogłoby spowodować całkowite zahamowanie prac poszukiwawczych — mówi Tom Maj.
Problem z interpretacją
Organizacja Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego (OPPPW), zrzeszająca firmy poszukujące gazu łupkowego w Polsce, nie widzi jednak powodu do obaw.
— W opinii organizacji prawo geologiczne i górnicze nie narusza zapisów dyrektywy unijnej w tym zakresie. Artykuł 15 ustawy mówi, że przedsiębiorca, który rozpoznał i udokumentował złoże (…) oraz spełnił określone ustawą wymagania, może żądać ustanowienia na jego rzecz użytkowania górniczego z pierwszeństwem nad innymi. Nie ma tu mowy o obowiązku udzielenia takiego pierwszeństwa — twierdzi Marcin Zięba, dyrektor generalny OPPPW. Mikołaj G. Goss nie zgadza się z taką interpretacją.
— Nie do pomyślenia jest przyjęcie, że ustawodawca chciał stworzyć tak szerokie pole do uznaniowości, przewidując, że podmiot posiadający koncesję poszukiwawczą może próbować żądać przyznania koncesji wydobywczej, ale organ koncesyjny wnioskiem tym nie jest związany i może go uwzględnić albo nie — twierdzi prawnik.