Nie sprawdziły się przewidywania ubezpieczycieli należności co do liczby bankructw za cały miniony rok. Jeszcze w czerwcu KUKE szacowało, że będzie ich ponad 1150. Było znacznie bardziej pozytywnie. Na podstawie dat wydania postanowień sądów o ogłoszeniu upadłości Coface podaje, że w zeszłym roku zbankrutowały 883 podmioty, tylko o 1 proc. więcej niż rok wcześniej.

Natomiast Euler Hermes na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego informuje o upadłości 926 firm, wobec 941 w 2012 r. Ubiegłoroczni bankruci mieli obrót w wysokości 14,1 mld zł i zatrudniali 42,4 tys. osób. Natomiast w 2012 r. z rynku zniknęło 14,6 mld zł obrotu oraz 48 tys. miejsc pracy. Niewielka różnica w obrocie i zatrudnieniu bankrutów wynika z rozmiarów głównie firm budowlanych, które upadały w 2012 r. Były to głównie duże spółki budowlane i produkcyjne.
W 2013 r. spektakularnych upadłości było dużo mniej. Coface wylicza, że ok. 88 proc. bankrutów to małe i średnie firmy. Euler Hermes natomiast analizuje, że duża część ubiegłorocznych bankrutówto ciągle budowlanka, ale już głównie firmy działające lokalnie, częściej wyspecjalizowani podwykonawcy niż główni wykonawcy. Widać także problemy produkcji, przeważnie firm dostarczających na rynek wewnętrzny dobra inwestycyjne (m.in. stal), a przede wszystkim konsumpcyjne (odzież, obuwie, żywność).
Za wzrost gospodarczy w dużej mierze odpowiada eksport. W końcówce trzeciego kwartału ubiegłego roku dołączył do niego popyt wewnętrzny, a w bieżącym roku pojawi się również impuls inwestycyjny. Zdaniem Coface, reakcje banków będą spokojniejsze. Ustabilizuje się także dostęp do kredytów bankowych.
W związku z tym można się spodziewać jeszcze mniejszej liczby upadłości. KUKE szacuje, że liczba bankructw zmniejszy się do ok. 839. Niektórzy wolą jednak pozostać przy ostrożniejszych ocenach. — W tym roku spodziewamy się podobnej liczby upadłości jak w roku 2013 . Bardziej prawdopodobny wydaje się nawet wzrost ich liczby w okolicach 3 proc. niż spadek — szacuje Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections.
Tłumaczy, że zagrożeniem dla polskich firm w tym roku może być spodziewany wzrost upadłości w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (m.in. w Czechach o 10 proc. czy w Rosji o 5 proc.), czyli tam, gdzie polskie firmy w ostatnim czasie dynamicznie zwiększały swoją sprzedaż. Natomiast jeśli chodzi o inwestycje — wiele przetargów już rozstrzygnięto, ogłaszane są kolejne, ale realne rozpoczęcie prac na szerszą skalę i dopływ gotówki do branży budowlanej pojawi się późno, zapewne w drugiej połowie roku. Nadmierny optymizm hamuje również Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce.
— Pomimo następującej poprawy sytuacji finansowej wiele firm nadal będzie się borykać z zatorami płatniczymi — uważa Grzegorz Sielewicz.