Urzędy już rzadko są miejscem łowów

Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 1999-06-18 00:00

Urzędy już rzadko są miejscem łowów

Eks-urzędnicy nie kuszą większości pracodowców

Z deklaracji przedstawicieli firm doradztwa personalnego wynika, że w instytucjach publicznych wyjątkowo rzadko szukają oni kandydatów do pracy w firmach. Okazjonalnie w urzędach poszukiwani są ludzie, którzy mają odpowiednie kontakty i mogą w przyszłości ułatwić załatwienie różnych spraw. Wówczas jednak to same zainteresowane firmy — raczej bez pośrednictwa doradców personalnych — ściągają pracowników z instytucji publicznych.

Kilka lat temu sytuacja była nieco inna. Obiektem szczególnego zainteresowania zarówno doradców personalnych jak i firm były instytucje rządowe, znajdujące się „najbliżej rynku”. Do takich zaliczane były (i czasem jeszcze są) Ministerstwo Finansów czy Główny Urząd Ceł. Jak tłumaczy Piotr Wielgomas, prezes BIGRAM Personnel Consulting, szczególnie poszukiwane były osoby, które mogłyby pracować na rzecz różnego typu firm doradczych. Najchętniej drenowały szeregi tych instytucji firmy konsultingowe z ówczesnej Wielkiej Szóstki, kancelarie prawne czy też banki. Jak mówi Piotr Wielgomas, pracownicy ministerstw mieli wówczas dobre przygotowanie merytoryczne do pracy w charakterze doradcy. Na dodatek na rynku nie było wielu dobrych fachowców, na przykład w tak skomplikowanej materii podatkowej. Francois Nail, prezes Naj International, dodaje, że jeszcze kilka lat temu nie było wielkich różnic w kulturze zaczynających działalność w Polsce firm i samych instytucji publicznych. Z biegiem czasu jednak to zaczęło się zmieniać.

Dwa światy

— Między firmami a urzędami w tej chwili panuje spora różnica kulturowa. Używając porównania, nawet jeśli ktoś jest dobrym sportowcem i biegaczem, to nie znaczy, że się sprawdzi w dyscyplinach pływackich. I nie chodzi o to, że osoby z urzędów są słabiej merytorycznie przygotowane czy nie potrafią ciężko pracować. Uważam, że raczej nie są w stanie zrozumieć dzisiejszej specyfiki pracy w firmie — uważa Francois Nail.

— Osoba, która z urzędu trafi do pracy w firmie, musi pasować nie tylko pod względem merytorycznym, ale i osobowościowym. Tymczasem praca w ministerstwie i praca w firmie to są jednak dwa odmienne światy. Dawna kadra urzędnicza wciąż jest przyzwyczajona do dawnego sposobu działania — dodaje Piotr Wielgomas.

Spirytus, tytoń i koncesje

Jak mówi jeden z anonimowych doradców personalnych, w tej chwili pozyskanie pracownika z ministerstwa to swego rodzaju decyzja strategiczna, zwłaszcza gdy chodzi o załatwienie różnych kwestii branżowych lub lobbowanie.

— Tak się dzieje w branżach, które znajdują się „blisko polityki”. Żartobliwie mówiąc, producent wody mineralnej nie potrzebuje zatrudniać wysokiego urzędnika ministerialnego. Zupełnie inaczej jest w przypadku sektora tytoniowego czy spirytusowego. Wreszcie pozyskaniem takiego człowieka mogą być zainteresowanie firmy, szukające drogi do uzyskania jakichś koncesji — tłumaczy.

Dodaje, że w takich wypadkach doradcy personalni nie są zapraszani do współpracy. W łowców głów przemieniają się same firmy i załatwiają te kwestie bez udziałów pośredników.

PRZEPAŚĆ: We Francji przepaść pomiędzy biznesem i instytucjami publicznymi nie jest tak duża jak w Polsce. Istnieją szkoły administracji, po których absolwenci zajmują w firmach wysokie stanowiska menedżerskie — podsumowuje Francois Nail z Naj International. fot. BS