Powtarzane często przepowiednie, że Stany Zjednoczone są drugą Grecją, to stek nonsensów, uważa felietonista portalu SmartMoney.com Jack Hough. Tak, to prawda, oba kraje łączą olbrzymie deficyty budżetowe i szybko rosnące zadłużenie. Na tym jednak wszelkie podobieństwa się kończą, twierdzi.
Wystarczy przyjrzeć się szczegółom. Ogromna dziura w budżecie Aten powstała pomimo, że rząd zbiera w postaci podatków aż 39 proc. wytwarzanego przez gospodarkę produktu. Nikt nie wie, jak to możliwe, ale greccy politycy znaleźli sposób, by wydawać jeszcze więcej – równowartość połowy PKB, zauważa Jack Hough. Wszelkie próby ograniczenia wydatków napotykają sprzeciw społeczny. Nie inaczej jest, gdy rząd rozgląda się za możliwościami zwiększenia wpływów do swojej kasy.
Tymczasem deficyt USA to zupełnie inna historia. Wydatki rządowe sięgają 25 proc. PKB, podczas gdy budżet federalny zbiera w postaci podatków… jedyne 15 proc. produktu. Daniny publiczne są najniższe od… 60 lat! Dodatkowo coraz więcej wskazuje na to, że amerykańscy politycy wreszcie wezmą się za zasypywanie wyrwy w budżecie. Wyborcy mają dość rozdawnictwa funduszy publicznych (zwanego programami stymulacyjnymi).
Ograniczenie deficytu amerykańskiego nawet w części nie jest tak karkołomnym zadaniem, jak to, które stoi przed Grekami. Na zwiększone wydatki składają się dwie podstawowe pozycje: koszty prowadzonych wojen oraz niezreformowaną służbę zdrowia. W przyszłym roku wygasają ulgi podatkowe. Ograniczenie deficytu nie wyprowadzi Amerykanów na ulice. Przywróci za to normalność, ocenia Jack Hough.
MWIE, SmartMoney.com