Po kosmetycznej korekcie we wrześniu amerykański rynek akcji znów święci triumfy, dzień w dzień wykręcając nowe rekordy wszech czasów w ramach covidowej hossy rozpoczętej w marcu 2020 r. Licząc od początku tego roku S&P 500 jest na przeszło 16-procentowym plusie po tym, jak zyskał ponad 7 proc. w roku ubiegłym oraz ponad 22 proc. dwa lata temu. Nasdaq w tym roku przyniósł inwestorom już 23 proc. po 43,6 proc. w 2020 r. i 35 proc. dwa lata temu. Są to wyniki więcej niż imponujące i w zasadzie porównywalne jedynie z przebiegami z końcówki XX wieku podczas „bańki internetowej”.
Wyniki napędzają hossę
Tyle że tym razem hossa napędzana jest nie tylko nadziejami na technologiczny przełom , ale też faktycznie raportowanymi wynikami finansowymi. A te kolejny kwartał z rzędu wręcz onieśmielają analityków z Wall Street. Do tej pory raporty za III kwartał pokazały już prawie wszystkie spółki wchodzące w skład indeksu S&P 500. W 82 proc. przypadków zysk na akcję (EPS) okazał się wyższy od rynkowego konsensu, a trzy czwarte emitentów pozytywnie zaskoczyło też poziomem przychodów – wynika z danych zebranych przez FactSet. EPS był niemal o 40 proc. wyższy niż rok temu, co zawdzięczamy nie tylko odreagowaniu po covidowej recesji, ale też najwyższej od 30 lat inflacji cenowej oraz potężnej stymulacji fiskalnej w USA.

Szybko rosnące zyski giełdowych korporacji to przede wszystkim efekt zdolności do przerzucenia wzrostu kosztów na finalnych klientów. Na razie przyspieszająca inflacja sprzyja wielkiemu biznesowi, ponieważ wzrost płac w Stanach Zjednoczonych jest wyraźnie niższy od wzrostu cen w sklepach. W rezultacie marża netto utrzymała się w pobliżu bardzo wysokiego poziomu 13 proc.
Podobnie jak w poprzednich dwóch kwartałach najlepiej spisały się tzw. sektory cykliczne – czyli branże, których wyniki są mocno uzależnione od koniunktury gospodarczej. 90-procentowy wzrost zysku na akcję zaraportowały spółki surowcowe. Firmy przemysłowe zarobiły prawie o 70 proc. więcej niż rok temu, a finansowe o 35 proc. więcej. Nieźle zaprezentowały się też spółki technologiczne (tu wzrost EPS-u sięgnął 37 proc.) oraz telekomunikacyjne (34 proc.) i medyczne (29 proc.).
Lepiej już było
Jednakże analitycy są dość ostrożni względem prognoz na najbliższe kwartały. Według wstępnych szacunków zyski spółek przypadające na S&P500 w poprzednim kwartale sięgnęły rekordowych 53,8 USD. To rezultat o 10 proc. lepszy niż spodziewano się jeszcze na początku października. Lecz prognozy na kolejne kwartały w zasadzie pozostały w miejscu. Rynkowy konsens zakłada, że EPS dla indeksu S&P500 przez następne trzy kwartały utrzyma się na poziomach zbliżonych do obecnych. Dopiero druga połowa przyszłego roku ma przynieść delikatny przyrost raportowanych zysków.
W rezultacie niewiele zmienia się w prognozie wynikowej na cały rok 2022. Obecnie rynkowy konsens zakłada, że firmy tworzące S&P 500 wygenerują niemal 222 USD zysku przypadającego na indeks. To raptem o 8 proc. więcej, niż oczekiwane na bieżący rok 205 USD. Realizację takiego scenariusza trudno będzie uznać za przesadny sukces.

Analitycy pozostają sceptyczni
Z tego też powodu raporty banków inwestycyjnych pozostają umiarkowanie sceptyczne wobec amerykańskiego rynku akcji. Eksperci Goldman Sachs spodziewają się, że przyszłoroczny EPS dla S&P500 wyniesie 226 USD, co daje podstawę dla formułowania prognozy o osiągnięciu przez ten indeks poziomu 5 100 pkt na koniec 2022 r. Daje to potencjał rzędu niespełna 9 proc. względem obecnego poziomu.
- Zwalniający wzrost gospodarczy, Fed zacieśniający politykę oraz rosnące realne stopy procentowe sugerują inwestorom, że powinni w przyszłym roku oczekiwać wyników skromnie niższych od średniej – napisał w notce dla klientów analityk Goldmana David Kostin.
Rok temu analitycy Goldmana w swoim raporcie założyli, że indeks S&P500 zakończy rok 2021 na poziomie 4 700 pkt. Była to wówczas jedna z najbardziej optymistycznych prognoz na Wall Street. Choć do końca roku pozostało jeszcze kilka tygodni, to na razie prognoza Davida Kostina trafia w “dziesiątkę”.
Eksperci Goldman Sachs spodziewają się, że przyszłoroczny EPS dla S&P500 wyniesie 226 USD, co daje podstawę dla formułowania prognozy o osiągnięciu przez ten indeks poziomu 5 100 pkt na koniec 2022 r.
Bardziej pesymistyczny pozostaje znany z „niedźwiedziego” podejścia do rynku zespół analityków banku Morgan Stanley. Ich przyszłoroczna prognoza zakłada spadek indeksu S&P 500 do 4 400 pkt., a więc o 6,4 proc. względem obecnych poziomów. Analitycy banku Morgan Stanley zwracają uwagę na to, że w roku 2022 wyraźnie zmaleje stymulacja monetarna ze strony Fedu, EBC i Banku Japonii, a rok później bilanse głównych banków centralnych powinny zacząć się kurczyć. Tymczasem obok rosnących zysków spółek to właśnie ekspansja monetarna była głównym motorem napędowym hossy, umożliwiającym osiągnięcie przez amerykański rynek akcji takich mnożników (czyli wycen w relacji do zysków spółek), jakich nie widziano od szczytu bańki internetowej pod koniec XX wieku.
Niedźwiedzie ostrzeżenie
Pesymizm płynący z banku Morgan Stanley to jednak nic w porównaniu z ostrzeżeniem, jakie swoim klientom niedawno wysłał John P. Hussman, szef Hussman Investment Trust. Znany ze skrajnie niedźwiedziego podejścia do obecnej hossy ekspert alarmuje, że w ostatnich dniach pojawił się wysyp sygnałów ostrzegających przed ostrą przeceną amerykańskich akcji.
- Cóż, w piątek, 19 listopada trafiliśmy na żyłę. Przez cztery dekady mojej pracy na rynkach finansowych nigdy nie zaobserwowałem tak wielu objawiających się równocześnie wskaźników historycznie sygnalizujących szczyt – napisał John P. Hussman.
Jego zdaniem przewartościowane, wykupione i nadmiernie „bycze” warunki na rynku sygnalizują nadchodzący moment przesilenia. Zaznacza, że równocześnie wystąpiły określone poziomy wycen, stanu psychiki inwestorów i zachowanie cen, które sygnalizują, że strach przed przegapieniem wzrostów stał się ekstremalny.
- Nie zamierzam tutaj ogłaszać szczytu tej bańki. Tak, moim zdaniem mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Jestem przekonany, że skończy się ona łzami. Tak, cena, jaką inwestorzy płacą za dane przyszłe przepływy finansowe, jest nierozłączna od długoterminowych zwrotów, których mogą oczekiwań. Tak, jeśli ta bańka w ogóle będzie miała szczyt, to w tym momencie byłoby doskonale racjonalnym tego właśnie oczekiwać – dodał John Hussman.
Indeks S&P500 jest obecnie wyceniany na 21,4-krotność oczekiwanych zysków spółek za następne 12 miesięcy. To prawie o 30 proc. powyżej średniej dla tego wskaźnika z poprzednich 10 lat, wynoszącej 16,5. Lecz równocześnie to mniej niż jesienią ubiegłego roku, gdy wskaźnik C/Z na bazie oczekiwanych zysków przekraczał rekordowe 23. Jeśli zestawimy oczekiwane przez analityków 222 USD prognozowanego przyszłorocznego EPS-u z bieżącym poziomem S&P500 (ok. 4700 pkt.), to otrzymamy C/Z na poziomie prawie 21,2. Ujmując rzecz odwrotnie, oczekiwana rentowność amerykańskich blue chipów wynosi obecnie 4,7 proc. To jednak nieco więcej od wciąż bardzo niskich rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. 10-letnie Treasuries płacą ledwie 1,66 proc. rocznie, a papiery 30-letnie nieco ponad 2 proc. W tym ujęciu akcje nie mają konkurencji tak długo, jak Rezerwa Federalna na serio nie zabierze się za podnoszenie stóp procentowych.