Usiądź, rozluźnij się, odpuść sobie

opublikowano: 04-02-2018, 22:00

Nie wymyślaj niczego na siłę. Inspirację znajdziesz na spacerze, pod prysznicem lub podziwiając widok za oknem

Z kuchni dobiega kobiecy głos: „Co robisz, kochanie?”. „Siedzę” — odpowiada facet w salonie. „Oglądasz telewizję?”. „Nie, siedzę”. „Czytasz gazetę?”. „Nie, siedzę”. „Nie chcesz wyjść z psem?”. „Nie, chcę sobie tutaj posiedzieć”. Kabaretowy dialog ciągnie się dłużej, wywołując śmiech — przynajmniej męskiej części publiczności. Nikt już nie ma wątpliwości, na czym polega jeden z głównych występków współczesności. Można zajmować się czymś głupim. Bezmyślnie przełączać programy telewizyjne. Czytać plotkarskie pisemka. Nawet najmniej wyrozumiała żona to zrozumie. Ale żeby tak sobie siedzieć i nic nie robić — nie, to jest nie do pomyślenia. Od dziecka słyszymy, że bez pracy nie ma kołaczy. Próżnowania powinniśmy się wystrzegać, a leni traktować jak wyrzutków i poddawać resocjalizacji. Starożytni Grecy myśleli o tym zupełnie inaczej. Zachwalali nicnierobienie, a z pracowitości i pośpiechu kazali się tłumaczyć. To prawda, ich gloryfikujący lenistwo system mógł istnieć tylko dzięki wysiłkowi rzeszy niewolników. W kulcie nicnierobienia może być jednak coś ożywczego.

TWÓRCZY LUZ: Szefowie, którzy poganiają pracowników, są zabójcami innowacyjności i kreatywności. Chwile samotności, wyciszenia i odprężenia są po to, by otworzyć się na niespodziewane, odblokować przepływ inspiracji i pomysłów — mówi Adam Bodziak, zarządzający Green Light Public Relations.
Zobacz więcej

TWÓRCZY LUZ: Szefowie, którzy poganiają pracowników, są zabójcami innowacyjności i kreatywności. Chwile samotności, wyciszenia i odprężenia są po to, by otworzyć się na niespodziewane, odblokować przepływ inspiracji i pomysłów — mówi Adam Bodziak, zarządzający Green Light Public Relations. Fot. Tomasz Pikuła

Owocne nicnierobienie

„O czym ty myślisz? O niebieskich migdałach?” — strofuje nauczyciel ucznia, który na moment utknął w świecie swoich wyobrażeń, marzeń i fantazji. Od tej pory młokos będzie walczył ze swoją skłonnością do bujania w obłokach.

„Nieprzytomny, rozkojarzony, leniwy” — ocenia szef pracownika, który niekiedy wyłącza się niczym przestarzały komputer. Śnienie na jawie, wewnętrzne dialogi, trudny do zatrzymania ciąg swobodnych skojarzeń — czy to nie marnowanie czasu, grzech przeciwko produktywności? A może jest to warunek twórczego działania?

— Pracujemy nad koncentracją. Próbujemy wyplenić nawyk błądzenia myślami. Dlaczego więc najlepsze pomysły wpadają nam do głowy pod prysznicem, na spacerze lub gdy wpatrujemy się w okno? — pyta Adam Bodziak, zarządzający Green Light Public Relations. Mentalne wędrówki i odloty pochłaniają średnio 47 proc. czasu człowieka, kiedy nie śpi — szacuje grupa psychologów z Harvardu, którzy przekonują, że to naturalny i pożyteczny odruch. Nie zgodziłby się z tym pracowity i ambitny menedżer, o którym opowiada Adam Bodziak. Został zatrudniony, by zrewolucjonizować działanie firmy. Zrobił to. Ale jakim kosztem? Wyśrubował normy. Rozliczał ludzi z każdej minuty. Sam również świecił przykładem — pracował po kilkanaście godzin dziennie. Sprawy prywatne, emocje odsunął na boczny tor. Typowy korporacyjny cyborg.

— Z zacięciem brutalnego kaprala wprowadzał zasadę „albo jest miło, albo ma się wyniki”. Wszystko zdawało się potwierdzać słuszność jego strategii — wzrost sprzedaży, nowe kierunki ekspansji, udana premiera marki, za którą odpowiadał. Ale szybko zaczęli wykruszać się ludzie. Ci, którzy zostali, coraz głośniej narzekali i siali defetyzm. Po półrocznym paśmie sukcesów kierowana przez menedżera-kaprala spółka pogrążyła się w stagnacji — mówi szef Green Light.

Jego zdaniem, pracownicy są najbardziej pomysłowi, gdy mogą się zrelaksować i odpocząć. Stres, presja czasu i nadmierna eksploatacja nie wspierają kreatywności.

— Weźmy firmowe burze mózgów — uczestnicy próbują wycisnąć z siebie rozwiązanie problemu, ale nic odkrywczego nie przychodzi im do głowy. A może nawet przychodzi, tyle że lęk przed oceną sprawia, że nietuzinkowe pomysły zachowują dla siebie — tłumaczy Adam Bodziak.

Z powodu konformizmu decyzje grupowe czasem bywają gorsze od indywidualnych — to natomiast pogląd Sławomira Jarmuża, psychologa, trenera i współwłaściciela firmy szkoleniowej Moderator. Co z tego, że pracownicy reprezentują różne punkty widzenia, jeśli nie mają odwagi ich bronić?

— Swobodną wymianę zdań utrudnia dominujący szef, który toleruje wszystkie stanowiska i opinie, pod warunkiem że są zgodne z jego przekonaniami — uśmiecha się Sławomir Jarmuż.

Patent Woody’ego Allena

W niektórych firmach wyczuwa się trudne do opisania napięcie. W nich ludzie zawsze są na baczność. Nie pozwalają sobie na chwilę beztroski i zapomnienia. Dłuższa przerwa na papierosa? Niezobowiązująca rozmowa przy automacie z przekąskami? Ośmieszanie korporacyjnych bzdur? To nie pasuje do wizerunku człowieka sukcesu. Tymczasem jak rośliny więdną bez wody i światła, tak kre≠atywność marnieje bez humoru, dystansu i luzu.

— Najlepiej, jeśli relaksacja i nicnierobienie idą w parze z możliwością choćby chwilowego wyłączenia się, izolacji. Pisarze, graficy, architekci uwielbiają pracować w samotności i ciszy. Wtedy ich umysły są najbardziej płodne. To, co sprawdza się w przypadku wielkich umysłów, z pewnością zda egzamin także u zwykłych pracowników korporacji — wskazuje Adam Bodziak. A co z marketingiem, sprzedażą, produkcją i innymi branżami, których istotą są kontakty z rynkiem i praca zespołowa?

— Nawet przedstawiciele dziedzin opartych na społecznych interakcjach powinni, przynajmniej na pewnych etapach, przebywać sam na sam ze swoimi myślami. Ćwiczy to skupienie, wytrwałość i powściągliwość. Sprzyja wydobywaniu z siebie tego, co najcenniejsze, czyli twórczego potencjału — odpowiada Adam Bodziak.

W popularnej za oceanem książce „Kreatywni” Scott Barry Kaufman i Carolyn Gregoire wspominają m.in. Woody’ego Allena, który regularnie chodzi pod prysznic w poszukiwaniu inspiracji. Niekiedy prawie godzinę stoi w strumieniach wody, by wprowadzić swoje twórcze tryby w ruch. „Następuje zmiana scenerii, uwolnienie się od prób wymyślenia czegoś na siłę” — zachwalał swoją metodę w jednym z wywiadów amerykański reżyser. Śnienie na jawie — dowodzą autorzy bestsellera — to docieranie do tego, co w nas nieuświadomione. I pozwolenie na to, by nasze pomysły dojrzewały niespiesznie.

Życie na fali

Grzegorz Wierchowiec, twórca start- -upów, właściciel firmy doradczej i trener, fascynuje się wschodnimi sztukami walki.

Niektóre ich elementy przenosi do swojego biznesu i szkoleń. Przykładem jest podejście do zasobów fizycznych i mentalnych.

— Lepiej korzystać z energii przeciwnika niż z własnej. Zamiast blokować jego cios, można zrobić unik, w następstwie czego rywal straci równowagę i stanie się łatwym celem — obrazowo tłumaczy Grzegorz Wierchowiec. Jego zdaniem, w pracy najgroźniejszym naszym przeciwnikiem jest stres. Prawie wszyscy starają się go uniknąć, zdusić w zarodku lub przezwyciężyć, gdy narasta. Wysiłki te przypominają jednak gaszenie ognia benzyną — nie wiadomo, kiedy małe płomienie zmieniają się w wielki pożar.

— W stresie jest energia, siła, impet, z którymi nie warto walczyć. Pokochajmy te żywioły, a zaczną nam służyć — radzi Grzegorz Wierchowiec.

Siła w spokoju

Bliska jest mu taoistyczna filozofia wu wei, czyli w dosłownym tłumaczeniu nicnierobienie, bezczynność. Nie wierzy w rozwiązania siłowe. Wierzy w sztukę odpuszczania sobie. W spokojne przyglądanie się fali możliwości, którą niesie z sobą życie. A potem płynięcie z prądem.

— Nie ma nic złego w planowaniu, listach rzeczy do zrobienia, wyznaczaniu sobie celów. Byle to, co zaplanowane, nie zamykało nam oczu na niespodziewane okazje, szanse i nowatorskie metody radzenia sobie z problemami. Szczęśliwy umysł to umysł otwarty — argumentuje Grzegorz Wierchowiec. Cytowany w „Kreatywnych” psycholog Ester Bucholtz opisuje samotność jako znaczący czas ze sobą. Taki czas nawet w niesprzyjających z pozoru okolicznościach umiał znaleźć Bruce Lee w kultowym filmie „Wejście smoka”. Gdy wpadł w pułapkę, nie szamotał się, nie panikował, nie szukał na gwałt sposobu ucieczki. Siedział spokojnie, bez ruchu. To z tego — a nie tylko z nadzwyczajnej sprawności — brała się jego siła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Usiądź, rozluźnij się, odpuść sobie