Może dojść do tego, że zarówno podatnicy, jak i pracownicy fiskusa zaczną uczyć się nowej VAT-owskiej rzeczywistości dopiero po akcesji.
„PB”: Do wejścia w życie ustawy o podatku VAT, zgodnej z regulacjami UE, zostało nieco ponad 4 miesiące...
Anna Bryńska, radca prawny i doradca podatkowy w Kancelarii Salans:
...i biorąc pod uwagę, jak skomplikowana jest to materia, już dawno powinniśmy mówić o gotowej ustawie. Tymczasem wciąż mamy do czynienia z projektem na etapie prac komisji sejmowych. Poza tym wiele wskazuje, że może to być akt prawny w niektórych kwestiach nie do końca zgodny z unijną VI dyrektywą. Mam nadzieję, że zostanie dopracowany. A przecież do przygotowania jest jeszcze kilkanaście rozporządzeń wykonawczych...
Niepokoi również, że tekst ustawy jest w części po prostu tłumaczeniem przepisów VI dyrektywy. A dyrektywa to specyficzny akt prawny, stanowiący dla państwa członkowskiego jedynie nakaz co do celu, jaki należy osiągnąć. Sama w sobie nie nadaje się zwykle do prostego przepisania. Innymi słowy mówi: macie osiągnąć skutek X, Y, Z, a jakimi metodami — to wasza sprawa. Wiele przepisów można „pożyczyć” z obcych systemów prawnych, ale zapożyczanie wprost z dyrektywy nie jest efektywne, ponieważ są to zazwyczaj uregulowania bardzo ogólne. W ten sposób wiele spraw może pozostać niesprecyzowanych, co powoduje później rozkwit prawa powielaczowego, utrudniającego życie i podatnikom, i organom podatkowym.
Ale o tym, że będziemy wchodzić do UE, wiedzieliśmy od dawna. Już od połowy lat 90. przystosowywaliśmy nasz VAT do unijnych regulacji.
— Przystosowywaliśmy, ale wiele pozostało do zrobienia, gdy okazało się, że Unia już puka do drzwi. Swoją drogą, odpowiednie przygotowanie projektu takiej ustawy mogłoby trwać jakieś 2-3 lata. Warto byłoby przy okazji przeanalizować przepisy VAT w innych państwach UE, zobaczyć, jakie konstrukcje okazały się najlepsze, a które trzeba było tam zmieniać. Innymi słowy — pouczyć się na cudzych błędach i szkoda, że polski ustawodawca tak rzadko to czyni.
Czyli znów wszystko na ostatnią chwilę...
— To już chyba polska tradycja. Tyle tylko, że nowe przepisy musimy przyswoić sobie przed 1 maja 2004 r., co oznacza, że vacatio legis, które — moim zdaniem — powinno trwać w przypadku tego podatku co najmniej pół roku, będzie zdecydowanie za krótkie. Może dojść do tego, że zarówno podatnicy, jak i pracownicy fiskusa zaczną uczyć się nowej VAT-owskiej rzeczywistości dopiero po akcesji. Niestety, w praktyce zasada, iż nieznajomość prawa szkodzi, dotyka głównie podatników.
No to kiedy i jak przedsiębiorcy mają przygotować się do zmian?
— Wprowadzanie nowego VAT powinno przebiegać w atmosferze współpracy między podatnikiem a fiskusem, ponieważ dla wszystkich będzie to ważna zmiana systemowa. W 1993 r. przy wdrażaniu tego podatku w Polsce mówiono o rewolucji. To, co nas czeka po 1 maja, to także rewolucja i to nawet może większa, bo wymuszająca zmianę podejścia do handlu z zagranicą, funkcji podatków, etc.
Z tego powodu Ministerstwo Finansów — lub inny w tym celu powołany organ — powinno włożyć nieco wysiłku w edukację podatników. Dotychczas, poza ogólnymi informacjami o nowym VAT, które można znaleźć na stronach resortu i izb skarbowych, podatnik nie ma dostępu do innych bezpłatnych informacji. Pozostają mu płatne szkolenia, zazwyczaj drogie, albo lektura artykułów prasowych. Ale gazety nie są w stanie wyedukować podatników, to zresztą nie jest ich funkcja. Przydałyby się akcje informacyjne, może infolinia w ministerstwie lub w izbach skarbowych.
Czeka nas więc kolejny eksperyment na żywym organizmie.
— Zapewne będzie to rodzaj eksperymentu, ale im szybciej zostanie uchwalona ustawa, tym łagodniejsze będą jego skutki. Wprawdzie to nie jest tak, że ministerstwo czy też państwo ma obowiązek nauczyć wszystkiego podatnika. Dura lex, sed lex, i to podatnicy we własnym interesie muszą się tym zająć. Ale do takiej nauki powinni dostać instrumenty, czyli gotowe przepisy, żeby je przeanalizować, pójść do prawników, poradzić się. A i specjalistom prawa podatkowego należy się trochę czasu, aby oswoili się z kompletem nowych regulacji.
A co z urzędnikami aparatu skarbowego?
— Pracownicy zajmujący się VAT powinni być już od dawna szkoleni, ponieważ nie mówimy o 10 czy 100 podatnikach, ale o dziesiątkach tysięcy, które nagle ruszą do urzędów, aby się zarejestrować jako prowadzący handel wewnątrzunijny, złożyć deklaracje... Czy mamy sprawdzony system komputerowy? Czy dostaniemy na czas numer identyfikacyjny? A na jakim etapie są prace nad systemem VIES, pozwalającym na wymianę informacji między państwami członkowskimi Unii i informującym o transakcjach wewnątrz- wspólnotowych oraz podatnikach VAT? Tego, niestety, nie wiemy.
Nie obawia się Pani, że odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi — nie?
— Trudno powiedzieć, czy na wszystkie. Jest przecież jeszcze ponad 4 miesiące, a odpowiedzialne za wprowadzenie w życie tego podatku osoby zapewniają, że do wejścia w nową VAT-owską rzeczywistość będziemy gotowi na 100 procent.
Czy po 1 maja 2004 r. może grozić nam paraliż w urzędach?
— Paraliż może nie, ale zwykle przy wprowadzaniu nowych przepisów bez zamętu i nerwowości się nie obejdzie. Oczywiście, przedsiębiorcy zdają sobie sprawę, iż wszelkie negatywne konsekwencje bałaganu poniosą jak zwykle oni sami. Np. przepisy nie stanowią wyraźnie, czy jeśli podatnik nie otrzyma przed dokonaniem pierwszej wewnątrzwspólnotowej dostawy potwierdzenia zarejestrowania jako podatnik VAT UE — bo urząd nie zdąży tego zrobić — to może zastosować stawkę 0 proc. na wysyłane towary. To będzie problem i ryzyko podatnika.
Nie wiemy, jak w praktyce będą podchodziły do pewnych niedociągnięć urzędy skarbowe. Kiedy wprowadzano VAT w 1993 r., najpierw był koszmarny fiskalizm. Obawiam się, że sytuacja może się powtórzyć. Ustawa o VAT wchodzi w życie, urzędy są bardzo fiskalne, a podatnicy poddawani eksperymentowi, ile mogą znieść. Gdy okaże się, że doszli do granicy wytrzymałości — nastąpi poluzowanie polityki.
Nasz fiskus powinien zdać sobie sprawę, że VAT odgrywa istotną rolę nie tylko w budżecie narodowym, ale i unijnym. Podatki w Unii spełniają nie tylko funkcję fiskalną, ale pomagają w kształtowaniu swobodnego funkcjonowania wolnego rynku. Nie mogą dopuszczać do dyskryminacji podmiotów gospodarczych. Przy ich uchwalaniu oraz egzekwowaniu nie można zapominać, że nie będziemy już działać wyłącznie na wewnętrznym podwórku. Organy unijne będą nas obserwować również pod tym kątem. Zarówno pracownicy skarbówki jak i podatnicy będą się nowego VAT dopiero uczyli. Tak naprawdę jest to nasze wspólne ćwiczenie.
A czy projekt ustawy uwzględnia przepisy umożliwiające tzw. miękkie przejście ze starego VAT do systemu opartego na VI dyrektywie?
— Dobre pytanie. Są pewne przepisy przejściowe, ale jest ich niewiele. Dotyczą np. tak szczegółowych spraw, jak stawki zaliczek otrzymanych przed akcesją z tytułu przyszłych dostaw (obecnie sprzedaży) lokali i budynków. Oczywiście, w przypadku braku przepisów przejściowych należy stosować prawo obowiązujące w momencie, w którym dokonujemy transakcji. Czyli po godz. 24, 1 maja 2004 r. wszystkie operacje będą podlegały rygorom nowej ustawy o VAT.
Należy też zwrócić uwagę, że część regulacji ustawy ma wejść w życie już od 1 lutego 2004 r., np. rejestracja podmiotów jako podatników VAT UE. Oznacza to, iż w niektórych obszarach jeszcze bardziej skróci się okres między publikacją ustawy a jej wejściem w życie. Trzeba więc będzie naprawdę uważać, aby niczego nie przeoczyć. O pewnych rzeczach dowiemy się jednak ostatecznie, gdy przeczytamy ustawę o VAT w Dzienniku Ustaw. I wtedy będziemy mogli bądź zacząć się denerwować, bądź uspokoić. Na razie ustawodawca trzyma nas w napięciu.