W pierwszym kroku prezes upublicznił namaszczoną elitę 41 tzw. jedynek, czyli rozpoznawalnych kandydatów otwierających partyjne listy w każdym wielomandatowym okręgu do Sejmu. Przez weekend ogłoszone zostaną w terenie listy już kompletne oraz pełna drużyna kandydująca w barwach PiS do Senatu w 100 okręgach jednomandatowych.
Opierając się na rozkazie prezesa oraz kalendarium parlamentu, postawiłem trzy dni temu tezę, że od 31 sierpnia parlamentarzyści mają już labę. Dość niespodziewanie okazało się jednak, że wcale nie – obie izby po razie jeszcze zbiorą się we wrześniu. Marszałek Tomasz Grodzki z tylko sobie znanych powodów zdecydował, że Senat na praktycznie pustym posiedzeniu 29-30 sierpnia nie rozpatrzył całego pakietu ostatnich ustaw przekazanych z Sejmu. Niektóre zakwalifikował, ale kilka z tej samej przesyłki… odłożył na dodatkowe posiedzenie 13-14 września. Taka zagrywka automatycznie wymusza zebranie się później Sejmu, choćby tylko na godzinę, w celu odrzucenia uchwał Senatu o odrzuceniu ustaw. Absurdalność sytuacji polegała na tym, że marszałek Tomasz Grodzki ogłosił dodatkowy termin w środę przed południem, natomiast marszałek Elżbieta Witek tegoż dnia wieczorem na posiedzeniu Sejmu do końca podtrzymywała fikcję, że izba obraduje już ostatni raz i posłowie z takim przekonaniem się żegnali. To naprawdę paranoja, że druga osoba w państwie nie wie – lub może nie chce przyjąć do wiadomości – co siedem godzin wcześniej w innej części tego samego kompleksu gmachów przy Wiejskiej ogłosiła osoba trzecia.
W ostatnim pakiecie kadencji utknęły w Senacie trzy ustawy, w tym jedna o znaczeniu strategicznym. PiS rzutem na taśmę przepchnęło w Sejmie 17 sierpnia ustawę o zasadach udzielania przez Skarb Państwa gwarancji za zobowiązania Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). Dojrzewała ona w wielkich bólach długie miesiące i już się wydawało, że w kończącej się kadencji PiS odpuściło – ale jednak nie. Minister Jacek Sasin przekonał najwyższego partyjnego pana oraz premiera Mateusza Morawieckiego, że jeśli NABE w ogóle ma zaistnieć, to tylko pod warunkiem utrzymywania przez PiS pewnej większości w Sejmie. Bo jak będzie po wyborach – nikt przecież nie wie…
Kolejna już koncepcja ratowania energetyki węglowej polega na wydzieleniu wytwórczości prądu zasilanej węglem do NABE. Nowa agencja ma być jednoosobową spółką Skarbu Państwa, jej teoretyczna rola to „dostosowanie harmonogramu odstawień poszczególnych bloków węglowych do potrzeb krajowego systemu elektroenergetycznego (KSE), przy jednoczesnym uwzględnieniu uwarunkowań ekonomicznych tych bloków, aby nie nastąpiła sytuacja deficytów mocy”. Według rządu PiS, zapewnienie takiej elastyczności krajowego systemu nie jest możliwe w obecnej strukturze właścicielskiej elektrowni węglowych, gdy stanowią one jedynie części zintegrowanych, giełdowych koncernów energetycznych. Podobno utworzenie bardzo kontrowersyjnej NABE umożliwi szybsze dostosowanie krajowej gospodarki do regulacji unijnych oraz realizację przez Polskę celów wynikających z przyjętych zobowiązań międzynarodowych. Wobec takiej rangi ustawy dla PiS szokuje, że w środę wieczorem marszałek Elżbieta Witek w ogóle nie odniosła się do braku uchwały Senatu dotyczącej NABE, a przy okazji jeszcze dwóch innych ustaw. Bezwzględnie powinna zapowiedzieć posłom „jeszcze nie mamy wakacji, jeszcze musimy się raz spotkać”, ale do takich przyziemności nikt już nie ma głowy – liczy się tylko górnolotność daty 15 października.

