Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju przestawiło projekt rozporządzenia dotyczący — czwartego już — rozszerzenia systemu viaToll. To uruchomiony w połowie 2011 r. system opłat za drogi krajowe.

„Czwarte rozszerzenie elektronicznego systemu poboru opłat obejmuje 264 km dróg” — czytamy w projekcie. Dzięki temu e-myto będzie obowiązywało na 2,92 tys. km dróg krajowych. System zostanie wdrożony m.in. na odcinku autostrady A1 od Czerniewic do Kowala i z Gorzyczek do Świerklan, a także na A4 na Rzeszowszczyźnie i odcinkach ekspresówki S8. Koszt rozbudowy systemu to niespełna 40 mln zł. 6-9 mln zł będzie kosztować rocznie utrzymanie bramek na włączanych trasach. Wydatek szybko się zwróci, bo roczne wpływy z rozszerzenia systemu szacowane są na około 100 mln zł rocznie. W ubiegłym roku przychody z całego systemu przekroczyły 1,1 mld zł.
Wpływy z systemu viaToll to potężny zastrzyk gotówki dla Krajowego Funduszu Drogowego, z którego finansowane są inwestycje w szybkie trasy. Pozyskanie pieniędzy na budowę i modernizację dróg to niejedyny efekt wdrożenia e-myta. Autorzy projektu rozporządzenia zwracają także uwagę na to, że zróżnicowanie stawek opłat w zależności od emisyjności auta zachęca kierowców do ekologii.
„Zastosowanie zróżnicowanej wysokości stawek opłaty elektronicznej ze względu na klasę emisji spalin EURO ma pozytywny wpływ na zjawisko wymiany taboru transportowego na bardziej nowoczesny i przyjazny środowisku” — napisano w ocenie skutków regulacji rozporządzenia. Kiedy system ruszał, zarejestrowało się w nim 300 tys. użytkowników, ale w kilka miesięcy ich liczba się podwoiła. 33 proc. stanowili wówczas przewoźnicy mający auta z normą spalania EURO III i płacący za przejazd po autostradach i drogach ekspresowych 35 albo 46 gr/km w zależności od masy auta. Obecnie w systemie zarejestrowanych jest 765 tys. użytkowników, a ich liczba z autami EURO III spadła do 6,3 proc., ponad jedną trzecią stanowią przewoźnicy z autami EURO V i płacący 20 i 27 gr/km.
— Wprowadzenie systemu viaToll jest jednym z bodźców zachęcających do użytkowania aut o wyższej klasie emisji spalin. Drugi czynnik to wymogi stawiane przewoźnikom przez klientów, którzy duży nacisk kładą na to, by flota była nowoczesna. Dzięki temu mają większą pewność, że auto się nie zepsuje i towar zostanie dostarczony na czas — komentuje Maciej Bachman, prezes Pekaesu. Przewoźnicy wolą zainwestować w nowe auta, zamiast płacić drożej na przejazd albo kary za niewykonanie zlecenia w terminie, np. z powodu awarii auta.