W biurze jak na wakacjach all inclusive

Anna GołasaAnna Gołasa
opublikowano: 2023-01-30 12:40

O liście życzeń najemców, dzieleniu biurek i owocowych czwartkach mówi Karol Grejbus, dyrektor ds. powierzchni biurowych w Savillsie.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jaki odsetek pracowników powrócił do biur po pandemii
  • jak zmieniły się ich oczekiwania wobec miejsca pracy
  • czy atrakcje typu wtorkowe pizze albo owocowe czwartki mają sens
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

PB: Jeszcze kilka lat temu biuro było wyłącznie miejscem pracy. Jak jest obecnie?

Karol Grejbus: Jesteśmy w trakcie dużej, arcyciekawej zmiany roli biura, ale też podejścia do jego aranżacji. Dzieje się to nawet w najbardziej konserwatywnych firmach, które coraz chętniej modyfikują kulturę organizacyjną.

Często rozmawiam z klientami, którzy chcą zmienić biuro. Podczas pierwszego spotkania zazwyczaj proszę ich o wskazanie cech wymarzonej powierzchni. Klienci wymieniają jednym tchem, że budynek powinien mieć mniej niż 10 lat, być atrakcyjnie położony, najlepiej w okolicach centrum albo na linii metra. Ważny jest także łatwy dojazd do pracy zarówno komunikacją miejską, jak rowerem. Poza tym budynek powinien być bezpieczny, ekologiczny i wyposażony w nowoczesne technologie.

Popularność zyskują biurowce, którymi można zarządzać za pomocą aplikacji. Za jej pośrednictwem rezerwuje się np. biurka, sale konferencyjne czy miejsca parkingowe.

Oczywiście w wymarzonym biurowcu muszą być: siłownia, centrum konferencyjne, prysznice, a na zewnątrz parking dla rowerów oraz ładowarki dla aut elektrycznych. Idealnie byłoby, gdyby w budynku albo jego najbliższej okolicy znajdowały się żłobek, przedszkole oraz sklep spożywczy.

Lista wymagań rzeczywiście jest imponująca. Co się znajdowało na niej przed pandemią?

Podczas rozmów z klientami koncentrowaliśmy się wtedy na metrach kwadratowych potrzebnych firmie obecnie i w przypadku ewentualnej ekspansji. Jeśli zaś chodzi o lokalizację, to bardzo istotna była bliskość metra, i to w zasadzie się nie zmieniło.

Czy Savills próbował oszacować, jaki odsetek pracowników wrócił do biur po pandemii?

Próbowaliśmy nie tylko my, ale też wiele innych firm doradczych. Nie było to łatwe, dlatego będę się opierał na moich obserwacjach ze spotkań z klientami z różnych branż.

Są firmy — najczęściej doradcze, w których frekwencja wynosi około 80 proc., ale są też przedsiębiorstwa, w których jest to zaledwie 10 proc.

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że ponad połowa firm w Polsce wprowadziła politykę pracy hybrydowej. Konkretne modele są jednak różne. Niektóre przedsiębiorstwa pracują cztery dni z biura, a jeden z domu. Inne przyjęły, że z biura działają dwa razy w tygodniu, a pozostałe dni poświęcają na home office.

Wspomniał pan o biurach, w których pojawia się zaledwie jeden na dziesięciu pracowników. Aby zwiększyć ten odsetek, przestrzeń powinna zaoferować użytkownikom coś ekstra. To kuszenie odbywa się na różne sposoby. W niektórych firmach pojawiają się np. masażyści, trenerzy jogi czy manikiurzyści. Czy stosowanie takich wabików staje się standardem?

To się jak najbardziej zdarza. Sam — będąc u klienta — miałem okazję zobaczyć obrazek przypominający trochę wakacje all inclusive. Zawodowi kucharze serwowali w biurze różnego rodzaju potrawy, a pracownicy ustawiali się po nie w kolejce.

Coraz częściej słyszy się, że w biurach organizuje się np. owocowe czwartki, wtorkowe pizze czy piątkowe zajęcia jogi. W poniedziałki zaś w biurze pojawia się rehabilitant i można zaczynać nowy tydzień pracy. Takie rzeczy się zdarzają.

Firmy, które chcą przyciągnąć i zatrzymać najlepszych pracowników, stawiają jednak przede wszystkim na jakość biura, atrakcyjną lokalizację i wygodę. Odchodzą od stylistyki korporacyjnej. W tym celu redukują liczbę biurek, zapewniając jednocześnie więcej przestrzeni do kreatywnego myślenia i wspólnego spędzania czasu.

Obserwujemy też trend polegający na rezygnacji z powierzchni typu open space. Popularny staje się natomiast tzw. desk sharing, polegający na tym, że biurko nie jest przypisane do konkretnego pracownika.

Zainteresowanie zyskują również tzw. budki telefoniczne, a więc niewielkie pomieszczenia służące krótkim spotkaniom albo rozmowom telefonicznym.

Poza tym w biurach pojawia się więcej światła i zieleni. Częściej widuje się również coffee pointy, ale nie w takiej formie, do jakiej byliśmy przyzwyczajeni. Nie są to już miejsca, w których możemy sobie tylko zrobić kawę, ale duże przestrzenie, na których po godzinach w większym gronie można obejrzeć wspólnie mecz czy uczcić urodziny koleżanki z pracy.

Znaczącą przemianę przeszły w ostatnich miesiącach także biura firmy Savills. Mamy aplikację do zarządzania miejscami pracy, szafki dla pracowników. Wprowadziliśmy politykę czystych biurek. Wspólnie jadamy śniadania. Możemy też korzystać z bogatej oferty programów typu well-being. Ich częścią jest system Savills Holiday Office, który jest odpowiedzią na nowe czasy. W okresie wakacyjnym firma oferuje pracownikom możliwość pracy zdalnej, np. znad morza. W ubiegłym roku mieliśmy do dyspozycji dwa apartamenty w Gdańsku.

Rynkowa niepewność skłania do ostrożnych zachowań. Na jakie okresy podpisuje się dziś umowy najmu?

Firmy, które decydują się na relokację, podpisują umowy nawet na siedem czy 10 lat. To nowe zjawisko, gdyż dotychczasowy standard rynkowy wynosił pięć lat. Dłuższe kontrakty mają swoje uzasadnienie. Pozwalają zredukować wydatki na aranżację nowej przestrzeni, ponieważ ten koszt bierze wtedy na siebie wynajmujący.

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji

w tym tygodniu: „Co dalej z pracą zdalną?”

goście: Karol Grejbus — Savills, Karolina Białowarczuk — Hays Poland, Jarosław Zagórski — Ghelamco Poland, Agnieszka Krawczyk-Rogowska — Skanska.