W biznesie nic nie ginie

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-04-26 00:00

Przy zakładzie przetwórstwa drobiu w Dżakarcie Kazimierz Pazgan założy farmę… złowrogich gadów. To dobra droga do ekstra zysków.

Nic w przyrodzie nie ginie — mawiają. Kazimierz Pazgan, właściciel Konspolu, największego producenta drobiu w Polsce, proponuje, by trawestować te słowa na „nic w biznesie nie ginie”. No, w kulturze też nie, bo tu te dwa pojęcia idą ramię w ramię. Dlaczego? Niech to wyjaśni niezapomniany Papkin z „Zemsty” Aleksandra Fredry:

Dawniej młoda panieneczka/Mile rzekła kochankowi:/Daj mi, luby, kanareczka,/A dziś każda swemu powie: „Jeśli nie chcesz mojej zguby, Krrrokodyla daj mi, luby”.

Kazimierz Pazgan, budując zakład przetwórstwa drobiu w Dżakarcie, stolicy Indonezji, myślał tylko o tym, jak najszybciej nakarmić 250-milionową klientelę. Do końca 2014 r. ta inwestycja pochłonie nawet 100 mln zł. A pochłonęłaby kolejne 40 milionów, gdyby nie krokodyle i ułańska fantazja prezesa Konspolu.

— Nie dałoby się resztek z produkcji inaczej utylizować niż w zakładzie, na który musimy wydać 40 mln złotych? — zapytał wspólnika, Indonezyjczyka. — Dałoby się. W brzuchach krokodyli — odpowiedział partner.

Paszcze w cenie

Od słowa do słowa i okazało się, że nie trzeba wozić odpadów do krokodyli, bo krokodyle można mieć… w farmach za zakładem. Kupili więc 20 hektarów gruntów ze stawami, które łatwo będzie przerobić na farmy dla największych gadów żyjących na Ziemi.

— Trzeba wiedzieć, że to jest czysta ekonomia, a nie zachcianka milionera. Będziemy produkować 12 tys. sztuk kurczaków na godzinę, a odpady to nawet 25 proc. masy pojedynczego ptaka. Zwykle budowało się zakład utylizacji i z tych resztek wychodziła mączka kostna wykorzystywana w produkcji karmy dla psów lub norek — tłumaczy prezes Pazgan.

Farma krokodyli koło Dżakarty, gdzie roczna temperatura to średnio 25-30 stopni, da dziesięciokrotne oszczędności. Jej budowa kosztuje nie więcej niż 1 mln euro. Ale oszczędności to jedno.

Drugie — najważniejsze — to fakt, że krokodyle są w cenie. Po 4-5 latach ważą po 40 kilogramów i ponoć każdemu wystarczy niewiele ponad metr kwadratowy powierzchni do dobrego samopoczucia. które kończy się jednak wraz z początkiem biznesu — Europejczycy wręcz się zabijają o krokodyle skóry. Ceny na giełdach dobijają do 15 EUR za centymetr kwadratowy, skórę z jednego gada wycenia się na 300-400 EUR. Jeszcze więcej można zarobić, sprzedając zwierzęta w całości — wówczas cena 500 EUR nie jest wyjątkiem.

— Azjaci cenią krokodyle mięso. Miałem okazję go próbować, jest słodkawe, delikatne, trochę jak łosoś. A do tego panuje przekonanie, że niektóre części krokodyla mają niemal magiczne właściwości — mówi właściciel Konspolu.

Suszone libido

Japończycy płacą nawet kilka tysięcy dolarów za kilogram suszonych krokodylich penisów, uznając je za niezwykły afrodyzjak, zresztą stosowany już w starożytnym Egipcie.

— W cenie jest też niewielki kawałek mięsa wycinany z konkretnego fragmentu grzbietu. On też ma pobudzać libido. W restauracji 100 gram takiego mięsa sprzedaje się za 300 dolarów — opowiada biznesmen. Do tego krokodyle steki nie zawierają cholesterolu i — podobnie jak z kurczaków — da się z nich zrobić firmowy produkt Konspolu, czyli kabanosy.

Nic dziwnego, że biznesplan farmy krokodyli w Dżakarcie zakłada wysoką rentowność już po kilku latach od uruchomienia. Nowosądecki inwestor zapewnia, że osobiście będzie doglądał rozwoju nietypowej hodowli, w końcu to ledwie 12 godzin lotu z Polski. A że ludzie na Sądecczyźnie — i nie tylko tam — pukają się w głowę, kiedy o groźnych gadach rozprawia? Niech się pukają. Kiedy krokodyle zaczną w końcu jeść kurczaki, to sprowadzi do Dżakarty media z Polski, niech zobaczą na własne oczy i się dziwują. Ale to dopiero, kiedy już gady nabiorą apetytu, bo na razie wciąż są głównie w planach.

— Może i krokodyle kabanosy nad Wisłę sprowadzić? — zastanawia się Kazimierz Pazgan i do końca nie wiadomo, czy żartuje, czy po prostu ma aż taki apetyt na biznes. Czy plan wypali? Pewnie tak, jak większość szalonych pomysłów polskiego przedsiębiorcy. Cóż z tego, że indonezyjskie przysłowie ostrzega „nie myśl, że w spokojnej wodzie nie ma krokodyli”. Kazimierz Pazgan dopowiada: „krokodyle są, a i zysk z nich niezły”. &