W branży węglowej tyka bomba akcyzowa

Na obrót surowcem zastawiono pułapkę podatkową. Groźną dla jego dystrybutorów i końcowych klientów

Podobne problemy, jakie od kilku lat przeżywają spółki handlujące olejem opałowym, mogą spaść na ponad 10 tys. firm prowadzących tzw. składy węglowe oraz setki tysięcy ich klientów.

Aby nie płacić akcyzy, sprzedawcy węgla i koksu muszą skrupulatnie prowadzić dokumentację, w której wpisywane są dane kupujących oraz okoliczności zakupu węgla i jego wykorzystania. Jeżeli celnicy stwierdzą błędy w dokumentach, nałożą 30,5 zł akcyzy za każdą tonę węgla.

— Sytuacja jest niezwykle groźna. Regulacje dotyczące akcyzy węglowej są największym bublem podatkowym ostatnich lat — mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Obrót węglem obłożono akcyzą, lecz jednocześnie wprowadzono zwolnienie z podatku dla sprzedających oraz ich klientów takich jak np. gospodarstwa domowe, rolne, szkoły, przedszkola czy szpitale.

— Zwolnienie jest obwarowane m.in. warunkiem prowadzenia dokumentacji sprzedaży. Trzeba ją przechowywać przez pięć lat. Łatwo sobie wyobrazić, że za jakiś czas wiele składów węglowych oraz ich klientów, może mieć kłopoty w przypadku kontroli celników — tak samo jak miało to miejsce w przypadku handlu olejami opałowymi. Gdy celnicy wykryją nieprawidłowości, a nawet drobne błędy, naliczą akcyzę zarówno sprzedawcom, jak i ich klientom. Na obrót węglem zastawiono pułapkę akcyzową — dodaje prof. Modzelewski.

Powtórka z oleju

Zagrożenie wynika z obowiązujących od 2 stycznia 2012 r. przepisów akcyzowych. Z końcem ubiegłego roku skończył się Polsce wynegocjowany z UE okres zwolnienia węgla i koksu z akcyzy.

Nasz kraj został zmuszony do nałożenia tego podatku. Parlament przyjął stosowne regulacje w kuriozalnych okolicznościach: na chybcika, bez pełnej drogi legislacyjnej. Przepisy o akcyzie węglowej miały formę tzw. wrzutki poselskiej, podczas drugiego czytania tzw. ustawy deregulacyjnej bis.

Senaccy prawnicy alarmowali wtedy, że zmiany zostały przyjęte w sposób sprzeczny z konstytucją. Nie zrobiło to wrażenia ani na rządzie, ani na parlamencie, ani na prezydencie, któryustawę podpisał. Jednak nie tryb jej uchwalenia jest największym problemem. Tym jest mechanizm dokumentowania transakcji.

Jest on bardzo podobny do tego, jaki funkcjonuje w handlu olejami opałowymi. Aby korzystać z niższej akcyzy, sprzedawca oleju musi odbierać od klientów oświadczenia, że oleje są przeznaczane na cele grzewcze (a nie do napędu pojazdów). Prawdziwość oświadczeń jest sprawdzana przez celników. W ostatnich latach na wielu sprzedawców olejów nałożono wysokie kary. Za co? Na przykład za to, że klienci podali w oświadczeniach nieprawdziwe lub niepełne dane.

— Handluję olejami opałowymi oraz węglem. Celnicy naliczyli mi 400 tys. zł akcyzy za to, że sprzedawałam olej opałowy z dystrybutora zakończonego tzw. wężem z pistoletem. Uznali, że dzięki temu mogłam wlewać olej do baków pojazdów. Nie interesowało ich, że miałam oświadczenia klientów, iż oleje będą służyły do ogrzewania — mówi Anna Kubis, prowadząca skład opałowy w Wielkopolsce i bohaterka jednego z odcinków programu „Państwo w państwie” w Telewizji Polsat.

Celnicy zakwestionowali też prawdziwość danych zawartych w oświadczeniach niektórych jej klientów.

— Jako sprzedawcy nie mamy możliwości sprawdzenia, czy klienci nas nie oszukują i co robią z olejem. Państwo na nas przerzuciło swoje obowiązki. Sprzedając węgiel rolnikom czy gospodarstwom domowym, też muszę wpisywać ich dane w tzw. dokumentach dostawy. A jeżeli ktoś poda fałszywe dane? Jak mam to weryfikować? Nie jestem policją. Jeśli za pięć lat celnicy pojadą pod adres jakiegoś klienta i go tam nie zlokalizują, znowu dostanę karę? To jakiś absurd — denerwuje się Anna Kubis.

Zagrożenie potwierdza Marcin Brzezin, starszy konsultant w Accreo Taxand.

— Jest pewna analogia z sytuacją w obrocie olejami opałowymi. Zapewne będą także kontrolować handlujących węglem. Będą sprawdzać prawdziwość danych w dokumentach dostawy. Gdy już zaczną szukać, na pewno znajdą jakieś mankamenty i podstawy do nałożenia akcyzy. Trzeba uważać — mówi Marcin Brzezin.

Jak nas poinformowało Ministerstwo Finansów, celnicy jeszcze nie zaczęli kontrolować obrotu wyrobami węglowymi.

Więcej biurokracji

Sprzedawcy węgla zdają sobie sprawę z zagrożenia i narzekają na biurokratyczny obowiązek.

— Zbieram skrupulatnie dokumenty dostaw. Jednak to duże obciążenie: więcej pracy i wyższe koszty. W naszej branży mówi się, że kontrole to tylko kwestia czasu — mówi Sebastian Mateja, właściciel Carbo Biznes z Radzionkowa.

Na biurokrację narzeka też Marcin Rabczewski, szef składu węglowego Amson z Otwocka. — Zbieramy i przechowujemy mnóstwo dokumentów. To spory problem, ale musimy się zabezpieczać. Problemy jednak mogą się pojawić. Trudno się ustrzec wszystkich błędów przy tak dużej liczbie dokumentów, które ponadto trzeba przechowywać przez pięć lat — mówi Marcin Rabczewski.

Kto jest zwolniony z węglowej akcyzy

Ustawa przewiduje, że podatku akcyzowego nie muszą płacić: gospodarstwa domowe, szkoły, przedszkola, żłobki, szpitale, wojsko, organy administracji publicznej, składy węglowe, zakłady energochłonne, producenci energii elektrycznej, zakłady energetyczne, kolej, rolnicy, ogrodnicy, hodowcy ryb i leśnicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / W branży węglowej tyka bomba akcyzowa