W części jednostek trwa układanka

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-04-09 20:00

Państwowa Komisja Wyborcza dosyć szybko ogłosiła kompletne wyniki wyborów samorządowych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W bardzo wielu jednostkach, zwłaszcza gminach/miastach są one jednoznaczne. Ustrój samorządu podstawowego różni się radykalnie od tego na obu wyższych szczeblach. Bezpośrednio wybierani wójtowie/burmistrzowie/prezydenci mają gigantyczną władzę, dlatego w gminach/miastach często następuje zatarcie się kompetencji między nominalnym kolegialnym organem stanowiącym a jednoosobowym wykonawczym. Wielu włodarzy wprowadziło do rad większościowe drużyny, często zresztą uciekając od dotychczasowych szyldów partyjnych i rejestrując komitety wprost pod własnym nazwiskiem. Dzięki temu uzyskali na pięć lat komfort wręcz automatycznego przetwarzania własnych projektów na uchwały, a z drugiej strony – fikcyjność pracy komisji rewizyjnych, czyli praktycznie całkowitą bezkarność. Notabene używam tego określenia absolutnie nie w kontekście kryminalnym, lecz środowiskowym, cywilizacyjnym, rozwojowym, moralnym etc.

Na poziomie powiatów i województw panuje jednak zupełnie inny ustrój, klasyczny parlamentarno-gabinetowy. Od wtorku, gdy już znana jest wszędzie konkretna liczba mandatów, rozpoczęła się druga faza wyborów samorządowych, czyli układanka lokalnych koalicji. Podam dwa przykłady akurat mnie dotyczące. W 51-osobowym sejmiku Mazowsza nominalnie najwięcej mandatów, czyli 21, zdobyło PiS, ale co z tego – KO ma (dzięki stolicy) 20, Trzecia Droga 8, Lewica 1 i Bezpartyjni Samorządowcy też 1. Z tych liczb wynika, że Adam Struzik zostanie mazowieckim marszałkiem enty raz i ustanowi regionalny absolutny rekord UE. Natomiast w moim przyklejonym do stolicy powiecie relacja w 27-osobowej radzie wynosi 14:13 na korzyść tzw. konsorcjum 15 października. PiS z innym bliskim mu komitetem aż do 6 maja nie stracą nadziei na polityczne uprowadzenie czy uwiedzenie jakiegoś radnego. Teoretycznie powtórzenie słynnego przypadku radnego Wojciecha Kałuży z sejmiku śląskiego z 2018 r. nie wchodzi w grę, ale tamta słynna wolta z KO do PiS sfinalizowała się w noc poprzedzającą inauguracyjną sesję…

Najciekawsza informacja rozeszła się po Polsce z małej gminy Wilkowice koło Bielska-Białej. Należy ona do 412 jednostek, w których zarejestrowany został tylko jeden kandydat – dotychczasowy wójt – i w 411 wybory arytmetycznie nie różniły się np. od niedawnej reelekcji Władimira Putina. Ale polska demokracja jest jednak lepsza, trafił się wyjątek. Urzędujący wójt, kandydujący w barwach komitetu Wspólna Sprawa, przegrał w głosowaniu TAK/NIE stosunkiem 2043:3095, czyli procentowo 39,76 do 60,24. Sensacyjna wieść uzupełniona została informacją na podstawie kodeksu, że wójta wybierze na pierwszej sesji rada gminy. Wspólna Sprawa objęła w niej… 15 na 15 mandatów, przy czym jeszcze ciekawsza jest inna okoliczność – otóż w 14 z 15 okręgów wyborów w ogóle nie było, ponieważ w każdym zarejestrował się wyłącznie kandydat wójta, wtedy na poziomie rady gminy mandat zdobywa się automatycznie. Głosowanie 7 kwietnia w Wilkowicach realnie przekształciło się zatem w referendum, które wójt wyraźnie przegrał. Przyczyną prestiżowej wpadki stał się projekt nowego studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego malowniczej podgórskiej gminy, w którym przewidziano wdarcie się patodeweloperki na tereny może niewiele warte rolniczo, lecz fantastyczne krajobrazowo. Wygląda na to, że stanowienie prawa miejscowego w gminie Wilkowice powinno znaleźć się pod wyjątkowo ostrą lupą wojewody śląskiego, a z drugiej strony – prokuratury, która ma również ustawowe kompetencje prewencyjne. Pytanie retoryczne – kogo wybierze 6 maja na wójta Wspólna Sprawa, pardon, rada gminy Wilkowice? Naprawdę trudno uniknąć skojarzeń nie historycznych, lecz wyłącznie językowych – otóż włoski termin „cosa nostra” to po polsku „nasza sprawa”.