W czwartki stawiaj na nieruchomości

Zapowiada się szczęśliwy dzień na inwestycje, o ile tylko dom będzie w górach. Najlepiej wykończony i jednocześnie w stanie surowym

Takie rzeczy tylko u Rafała Malczewskiego — autora „Szczęśliwego dnia” namalowanego prawdopodobnie w końcówce lat 20. Poza tym, że kompletnie dopracowane płótno przedstawia nie do końca wybudowaną chatę, ma w sobie jeszcze kilka osobliwych sprzeczności, które warto poznać przed wydaniem kilkuset tysięcy złotych — czyli właściwie do 20 października, bo unikatowa górska nieruchomość pójdzie pod młotek na aukcji w czwartek. Razem z chatą Ruszczyca, fermą Pankiewicza, domkiem Haydena i niezagospodarowanym gruntem, którym zajął się Chełmoński.

Zobacz więcej

150 TYS. ZA MKW.: Ponadmetrowe płótno „Szczęśliwy dzień” Rafała Malczewskiego wystartuje w Desie Unicum od 150 tys. zł, ale jego spodziewana wartość to 250-500 tys. zł. DESA UNICUM

Niska baza Rafała

Podstawowa niejasność dla początkującego inwestora może być taka, że obraz będzie co prawda licytowany od 150 tys. zł, ale jego spodziewana cena kończy się na 0,5 mln zł — tymczasem w katalogu wcale nie jest wymieniony znany z podręczników Jacek Malczewski, tylko jakiś zupełnie przezroczysty Rafał. Patrząc wyłącznie przez pryzmat rynku, przyznanie, że z niczym specjalnym nam się nie kojarzy Malczewski Rafał, wcale nie dowiodłoby porażającej ignorancji. Najprostszy opis wykresu aukcyjnego obrotu jego pracami stwierdzałby dwa elementy — linię tak płaską i przyklejoną do osi, jakby jej nie było, i nagły ogromny skok w 2015 r. Wniosek, że ubiegły rok był pod względem sprzedaży obrazów tego artysty rekordowy, byłby więc mało kompletny, zważywszy, że od 2010 r. obrót nie wzrósł kilkanaście procent, tylko prawie 72 razy, pokazując wręcz podręcznikowo efekt niskiej bazy. Co ciekawe, z inwestycyjnych Malczewskich w czwartkowym katalogu Desy Unicum jest też ojciec Rafała, Jacek — i to przyglądający się wszystkiemu z nieoczywistym wyrazem twarzy z autoportretu datowanego na bardzo podobny okres, bo drugą połowę lat 20. Kolejne paranormalne zjawisko do wyjaśnienia to więc cena wywoławcza, która w przypadku obrazu Jacka jest niższa o 60 tys. zł, czyli znacznie.

Pegaz pompuje stawkę

Zainteresowanie na rynku twórczością Rafała Malczewskiego rozpoczęło się kilkalat temu od zimowych akwareli, przy czym najbardziej wyróżniła się sprzedaż jednej za 50 tys. zł w połowie 2012 r. Pod koniec ubiegłego roku ten sam tatrzański krajobraz wrócił na aukcję i wylicytowano go do 120 tys. zł — czego z jednej strony nie należy brać za wiarygodny wyznacznik, ale z drugiej nie warto też traktować jako kompletny przypadek. Wszystkiemu sprzyjało to, że właśnie w tym okresie w obiegu zaczęło się pojawiać malarstwo olejne autora, o którym wcześniej myślało się raczej w kategoriach pozamykanych w muzeach eksponatów. Pociągnęło to za sobą serię wysokich wyników — jak 950 tys. zł za chatę w Zakopanem,

680 tys. zł za stok narciarski, 360 tys. zł za krajobraz z Tatrami czy 340 tys. zł za widok Podhala. Przyglądając się cenowej różnicy, jaką na rynku sztuki wyznacza malarska technika, można przyznać, że w tym przypadku jest rzeczywiście duża. Zwykle, kiedy artysta posługuje się tymi samymi środkami wyrazu, stosując akwarelę na papierze lub farbę olejną na płótnie czy sklejce, o wyższej stawce za oleje decyduje przeważnie ich trwałość i czasem również rzadkość, jeśli płócien zamalowano mniej niż kartek. Nie jest to jednak ten przypadek — akwarelowe, lekko przygaszone widoki są zdecydowanie bardziej konwencjonalnymi pejzażami niż olejne, dziwnie jaskrawo rozświetlone ujęcia,którym wtórują w dodatku sugestywne tytuły — nie „Chata na Podhalu”, tylko „Szczęśliwy dzień”. W cenie za olej Rafała Malczewskiego są więc dosyć nierzeczywisty nastrój i kadr trochę wzięty ze snu, po których rozpoznaje się zwykle to, co w jego dorobku najbardziej inwestycyjne. W twórczości Jacka Malczewskiego taką najwyższą półkę zajmują ujęcia typowo symbolistyczne — a więc też raczej pozmyślane — dlatego wystawiony autoportret licytowany będzie od 90 tys. zł. Aukcyjna historia pokazuje, że gdyby Malczewski wystąpił na nim w zbroi, z muzą z fantazji, Polonią i całkowicie nieprawdziwym pegazem, licytacja mogłaby się nawet skończyć na 2,6 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / W czwartki stawiaj na nieruchomości