W łapciach idzie się dłużej

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-07-06 00:00

Królestwo Niderlandów — potocznie zwane po polsku wciąż Holandią — zainaugurowało swoją prezydencję Unii Europejskiej od przyjrzenia się deficytom finansów publicznych nowych krajów członkowskich. Okazało się, że na razie jesteśmy oceniani łagodniej niż państwa już należące do strefy euro. I jest to zrozumiałe, chociaż automatycznie nasuwa się pytanie — czemuż to unijne instytucje tak pryncypialnie grożą nam palcem, a jednocześnie są tak bezsilne wobec potentatów, Niemiec i Francji, bezkarnie łamiących ostrożnościowe kryteria, ustalone przez... siebie.

Bez względu na dualizm Brukseli, warunkiem koniecznym zamiany złotego na euro — powiedzmy od roku 2009 — pozostaje oczywiście rozpoczęcie wdrażania przez Polskę programu oszczędnościowego. Nieważne, czy będzie on sygnowany przez Jerzego Hausnera, kogoś innego czy pozostanie dziełem anonimowym — wystartować musi NATYCHMIAST. Tymczasem z ostatniej Konwencji Sojuszu Lewicy Demokratycznej powiały dla budżetowego zaciskania pasa niedobre wiatry, ponieważ zapowiedziano ostry zwrot ku lewicowości. Partyjne kwity nie zasługiwałyby na zainteresowanie psa z kulawą nogą, gdyby nie drobiazg — otóż wypadkiem SLD nadal sprawuje w Polsce rządy i przygotuje projekt budżetu na rok 2005, a jeśli polityka okaże się wyjątkowym prześmiewcą, to nawet na rok 2006!

Dokopywanie się do ideałów lewicy w lewicy jako żywo przypomina słynne badania nad zawartością cukru w cukrze z filmu Stanisława Barei. Cokolwiek jednak by odkopano — rokuje to jak najgorzej przyszłorocznemu deficytowi budżetowemu. Podczas Konwencji SLD towarzysze wzywali samych siebie: „Rozstańmy się z salonami, a lakierki zamieńmy na sandały misjonarzy lewicy”. W tak siermiężnym obuwiu polski marsz do euro może się tylko wydłużyć.