W Motoroli zatrudnił ponad 800 Polaków

Kamil Kosiński
opublikowano: 05-04-2006, 00:00

Gdy Bill Gates ogłosił, że stworzy 15-40-osobowe centrum oprogramowania, pokazały to telewizje. Nasz bohater zatrudnił 770 osób i telewizji nie zainteresował.

Ryszard Łada. Czy z takim nazwiskiem można nie mówić po polsku? A jednak!

— Pierwszy raz przyjechałem do Polski w 1978 r. na prośbę ojca. Byłem typowym Amerykaninem, nie wiedzącym nic o Polsce. Miałem polskich przodków, ale urodziłem się w Kanadzie, a wychowałem w Stanach Zjednoczonych. Mówiłem płynnie po włosku, lecz ani słowa po polsku, bo w domu nie używaliśmy tego języka — wyjaśnia Ryszard Łada, wiceprezes Motoroli na Europę Środkową i Wschodnią.

Pierwszy jego pobyt w Polsce trwał dwa tygodnie i zaowocował następnymi. W latach 1979-80 był stypendystą Fundacji Kościuszkowskiej. W latach 1982-84 korzystał z Programu Fulbrighta.

Powrót w biznesie

Na stałe przyjechał do Polski w 1990 r. Do nowo otwieranego biura przysłała go tu firma Apple Computer, dla której pracował za oceanem. Rozstał się jednak z nią dość szybko, gdy Apple stwierdziło, że nie chce mieć w Polsce własnego biura, a tylko dystrybutora.

— Miałem zajmować się regionem obejmującym Polskę z Paryża. Byłem jednak takim wariatem, który wolał zostać w Warszawie — podkreśla Ryszard Łada.

Był rok 1992. Motorola szukała akurat szefa zakładanego właśnie lokalnego przedstawicielstwa. Został przyjęty.

— Od samego początku miałem nadzieję, że uda mi się przekonać koncern, iż należy nie tylko zajmować się sprzedażą, ale i produkować coś na miejscu — zapewnia Ryszard Łada.

Początki warszawskiej spółki Motorola Polska były jednak bardziej przyziemne. Trzeba było nawiązać kontakty z potencjalnymi klientami, rządem, zadbać o homologacje dla sprzedawanego sprzętu. Na realizację marzeń przyszedł czas dopiero w roku 1998. Wtedy to koncern, produkujący telefony komórkowe, stacje bazowe dla różnych systemów łączności bezprzewodowej, systemy łączności dla służb mundurowych, modemy dla operatorów telewizji kablowych i elementy elektroniki wykorzystywane w samochodach, zdecydował o otwarciu w Polsce drugiej spółki. Powstała Motorola Polska Electronics w Krakowie. Opracowuje się tam oprogramowanie dla stacji bazowych telefonii komórkowej i systemów radiokomunikacyjnych dla służb ratowniczych.

Do inwestycji w Krakowie skłoniło Motorolę utworzenie specjalnej strefy ekonomicznej i dobre lotnisko. Koncern uwierzył też w to, że polskie wyższe uczelnie są w stanie dostarczyć tylu dobrze przygotowanych fachowców, aby centrum oprogramowania mogło się rozwijać. Pomoc Uniwersytetu Jagiellońskiego miała zresztą i bardziej przyziemny charakter.

— Przyjechał z naszej centrali człowiek odpowiedzialny za ostateczną decyzję. Władze Krakowa starały się być bardzo pomocne. Oglądaliśmy m.in. różne budynki, w których moglibyśmy ulokować nasze centrum. Ale pamiętajmy, że działo się to w połowie lat 90. XX wieku, więc z reguły były to postsocjalistyczne, niezbyt interesujące obiekty. I gdy tak siedzieliśmy w kawiarni i rozmawialiśmy o tym problemie, nasz gość mówi: „potrzebujemy czegoś takiego jak ten budynek”. Okazało się, że należy on do Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zwróciłem się do rektora o jego wynajęcie — wspomina Ryszard Łada.

W ten oto sposób Motorola trafiła do zamku w Przegorzałach. Traf chciał, że spółce kierowanej przez człowieka, który mówić po polsku nauczył się jako dorosły, ustąpił miejsca Instytut Polonijny, który od 1990 r. kształcił na zamku studentów obcokrajowców w zakresie nauki języka i kultury polskiej.

Zamek szybko stał się jednak za mały dla krakowskiej Motoroli. Wynajęła również pomieszczenia w innym budynku. W 2002 r. przeprowadziła się z obu do własnego biurowca. Obecnie i ten jest za mały. Firma podnajmuje pomieszczenia na mieście. Zatrudnienie w centrum oprogramowania zwiększyło się z 12 osób w 1998 r. do 770 obecnie. Do tego dochodzi 60 pracowników warszawskiej Motoroli.

Mogłoby ich być jeszcze więcej, gdyby koncern otworzył w Polsce fabrykę jakichś bardziej namacalnych produktów niż oprogramowanie. Takie plany dotyczące półprzewodników były, ale po zmianie koniunktury Motorola sprzedała ten dział.

— Typowa produkcja jest super, ale centrum rozwoju oprogramowania to prawdziwa perła. Produkcję łatwo przenieść, a każdy z pracowników centrum oprogramowania ma w swojej głowie unikatową wiedzę stanowiącą dla firmy wartość dodaną — komentuje Ryszard Łada.

Szczęśliwa czternastka

Kieruje polskimi spółkami Motoroli od 14 lat. Od 2001 r. odpowiada też za cały region rozciągający się od republik nadbałtyckich, przez Ukrainę, Czechy, Słowację, Węgry po kraje bałkańskie, z Grecją i Turcją włącznie. Poza nim, 14 innych Polaków zatrudnionych w Motoroli objęło różne funkcje regionalne. Zapewnia jednak, że nie ma mowy o żadnym kumoterstwie.

— Polska kadra jest dobrze postrzegana, ale każda z tych osób musiała się w swoim pionie wybić, by przejąć odpowiedzialność za strukturę regionalną — podkreśla Ryszard Łada.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu