W paliwach rekordy, ale LPG budzi niepokój

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2024-04-11 20:00

W konsumpcji paliw Polska bije rekordy mimo sankcji na kolejne produkty z Rosji – wynika z najnowszego raportu POPiHN. Czy równie dobrze rynek poradzi sobie z embargiem na LPG?

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • z czego wynika wzrost konsumpcji paliw w Polsce
  • jakie POPiHN ma dla niego prognozy
  • dlaczego rynek LPG budzi obawy
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kolejny rok, kolejny rekord. Taki obraz krajowego rynku paliw przynosi najnowszy raport Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN). Z danych wynika, że konsumpcja paliw ponownie wzrosła, ponownie bijąc rekord. Skoczyła o 6,5 proc. do 38 mln m sześc.

– To duży skok, biorąc pod uwagę to, co działo się na rynku w zeszłym roku – uważa Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw w POPiHN.

Minister udrożni kanały dla LPG

W zeszłym roku sektorem paliwowym wstrząsały m.in. efekty kolejnych sankcji, eliminujących najpierw rosyjską ropę, a potem rosyjskie paliwa. Jedynym produktem paliwowym ze Wschodu, który funkcjonuje wciąż na polskim rynku, jest gaz LPG, ale z końcem roku pełne sankcje obejmą również tę kategorię.

– Wolumeny LPG ze Wschodu już się jednak zmniejszyły – zauważa Krzysztof Romaniuk.

Perspektywa wejścia w życie zakazu importu rosyjskiego LPG to istotny temat dla resortu klimatu. Miłosz Motyka, wiceminister klimatu, zadeklarował przy okazji prezentacji raportu, że wspólnie z resortem przemysłu wypracowane zostaną rozwiązania ułatwiające sprowadzanie LPG z innych kierunków. W grę wchodzi m.in. budowa magazynów.

– Zdajemy sobie sprawę, że potencjalne zaburzenie dostaw LPG to zagrożenie również dla Ukrainy, która korzysta dziś z tego paliwa dzięki Polsce – mówi Miłosz Motyka.

W ślad za konsumpcją rósł też import paliw (o 22 proc.), zwłaszcza oleju napędowego. Importowaliśmy na potrzeby krajowe, ale też dla Ukrainy, pod kątem jej potrzeb wojennych.

Jesień podbiła zakupy

Do jednego z rynkowych wstrząsów POPiHN zalicza „zjawisko awarii dystrybutorów”. W ten dyplomatyczny sposób, bez wymawiania słowa Orlen, Krzysztof Romaniuk nawiązał do wydarzeń z trzeciego kwartału 2023 r., w trakcie którego odbyły się wybory parlamentarne. Orlen, czyli największy gracz na polskim rynku paliw, przez wiele tygodni utrzymywał wtedy ceny na stacjach benzynowych na sztucznie niskim poziomie, wpływając w ten sposób na ceny na całym rynku i utrudniając biznes importerom.

– Import się nie opłacał, a na stacje zajeżdżały ciężarówki, traktory, kombajny, więc paliwa szybko brakowało. Nasi południowi sąsiedzi też przyjeżdżali do nas tankować – mówi Krzysztof Romaniuk.

Ta jesienna anomalia rynkowa w połączeniu ze wzrostem polskiej gospodarki, wojną w Ukrainie i kolejnymi sankcjami miała kluczowy wpływ na stan polskiego rynku paliw.

W stacjach stabilnie

W strukturze stacji paliw w Polsce sytuacja jest stabilna. Jest ich 7915, a liderem – z siecią liczącą 1929 stacji – jest Orlen. Za nim plasuje się BP (575), a na trzecim miejscu Shell (460) lub MOL (397), jeśli doliczymy mu również stacje partnerskie Slovnaft (85).

Popyt się utrzyma

W prognozach rynkowych POPiHN nadal przewiduje, że zapotrzebowanie krajowe na paliwa płynne w 2030 r. będzie wynosić ok. 37 mln m sześc., a w kolejnej dziesięciolatce jego spadki nie będą znaczące. Transformacja tego emisyjnego sektora jest jednak nieunikniona, choć spojrzenie na nią ostatnio się zmienia.

– Nerwowe i ambitne dyrektywy klimatyczne będą niemożliwe do zrealizowania, jeśli nie biorą pod uwagę aspektów społecznych – mówi Miłosz Motyka.

Podobnego zdania jest Miłosz Karpiński z Międzynarodowej Agencji Energii, który uważa, że transformacja musi dawać ludziom namacalne korzyści. Ekspert przytacza jednak dane wskazujące, że sześć największych globalnych firm naftowych wydaje na transformację tylko 1 proc. swoich globalnych zysków.

– To bardzo mało, zwłaszcza w zderzeniu z narracją mówiącą o tym, jak wiele dla tej transformacji robią – uważa Miłosz Karpiński.