W pasji jest jedno "ale"

opublikowano: 28-01-2016, 22:00

MOJE INWESTYCJE: Ludzie leją łzy wzruszenia nad burakami z porzeczką w restauracji Tomasza Czudowskiego. A on idzie za ciosem i – nie rezygnując z kariery w Google'u – otwiera kolejny kulinarny przybytek.

Gotuję na winie. Czasem nawet dodaję do tego jedzenie — te słowa amerykańskiego komedianta W.C. Fieldsa mogłyby posłużyć jako synteza dotychczasowych dokonań Tomasza Czudowskiego i spółki na polu kulinarnym. W środowisku warszawskich winiarzy Tomasz Czudowski jest jak wyjęty z kontekstu. Nie pasuje do towarzystwa prowadzącego wywody o taninowych finiszach, czasem nudne nawet dla największych entuzjastów winnych trunków. Nie snuje łzawych opowieści o ojcu, który w niedzielne popołudnia, ubrany w odświętny garnitur, otwierał butelkę klasowego bordeaux, ciesząc się obiadem z kolegami z towarzystwa ziemiańskiego. A ten wąs? To chęć nagłośnienia światowej akcji społecznej profilaktyki raka jąder i prostaty, a nie nostalgia za dziedzictwem przodków. Wróćmy jednak do kuchni Ale Wino, gdzie latem — owszem — można skosztować nawet masła z raków.

Zobacz więcej

Tomasz Czudowski

MW

— Zaczęło się od tego, że gdzieś w 2010 r., po latach harówy w korporacjach, miałem szczerze dość i wpadłem na pomysł, co robić, gdy dojdę do ściany w szklanych biurowcach — mówi Tomasz Czudowski, oprowadzając po zaułkach knajpki na tyłach budynku przy modnej warszawskiej ulicy Mokotowskiej. Adres Mokotowska 48 rządzi się swoimi prawami, ale wystrój i ceny wpasowanej w podwórko restauracji nie noszą śladów napuszenia. Co nie znaczy, że knajpka nie ma ambicji. To i owszem. Tej Tomaszowi Czudowskiemu — byłemu specjaliście od marketingu m.in. w Orange i mBanku — nie brakuje. Dość powiedzieć, że jego znużenie korporacją nie trwało długo. Starczyło go na odpalenie e-sklepu z winami i rzucenie się w wir... korporacji. Dziś współtwórca Ale Wino to jeden z kluczowych polskich menedżerów Google'a. Na swoim sprzedażowym odcinku nadzoruje wiele rynków w regionie.

— To oznaczało nową sytuację — zarządzanie start-upem i zaangażowanie w czasochłonne projekty w Google’u. Z żadnej z tych ścieżek nie chciałem rezygnować — tłumaczy Tomasz Czudowski.

Cios za apetyt

Początkowo pomysł na wino, jak na speca od marketingu przystało, był prosty: sprzedaż internetowa trunków z całego świata. Prawo wymaga jednak powiązania sprzedaży wina przez sieć ze sklepem stacjonarnym. Padło na ciasny lokalik przy Mokotowskiej niepodal mieszkania menedżera i jego żony Katarzyny Błońskiej. Szło nawet nieźle, choć intensywnie. Plan na dzień to powrót z Google'a, kolacja z rodziną, a potem narady z Rafałem, ówczesnym wspólnikiem w Ale Wino. Żeby nie było — Tomasz Czudowski na winach się zna, smakuje je od lat, zjeżdżając świat wzdłuż i wszerz. Gdy się okazało, że trudno budować skalę jedynie ze sklepu internetowego, dzięki swojej pasji nie miał wątpliwości — jakoś trzeba pójść za ciosem.

— Skoro mieliśmy wino, to przy degustacjach na miejscu przygotowywaliśmy proste przekąski. Powstał niewielki tapas bar uzupełniony o 250 etykiet z całego świata. Wyróżniało nas to, że butelkowe za konsumpcję wina w Ale Wino było minimalne. Szybko się okazało, że klientów jest tak wielu, że wino z przekąskami nie wystarczy. Nasz wspólny apetyt rósł w miarę jedzenia i zamarzyło się nam coś więcej niż klimat barcelońskich tapas barów — opowiada menedżer Google'a.

Klimat Rygalika

Tomasz Czudowski stanął przed kilkoma dylematami: po pierwsze, czy znowu inwestować poważne sumy w wynajem i urządzenie kolejnych pomieszczeń i wyposażenie kuchni? Po drugie kadry: oczywiste było, że duża gastronomia wymaga fachowego kucharza, a do tego zdecydowanie intensywniejszego nadzoru. W końcu ponad 60 gości w trzech salach to już nie kilkoro pasjonatów zgromadzonych przy serze, oliwkach i butelczynie amarone. Wspólnik miał wątpliwości co do takiego scenariusza. Katarzyna Błońska — wręcz przeciwnie, była motorem zmian. Zostawiła pracę w korporacji, rzucając się w wir projektu gastronomicznego, nad którym dziś z zachwytem cmoka całe miasto.

— Chcieliśmy stworzyć miejsce nie tylko z doskonałym jedzeniem, ale także z klimatem, przytulne, bez stroszenia piór. Takie, w którym sami chcielibyśmy siedzieć godzinami — przyznaje Katarzyna Błońska. Ciepłe wnętrza to w dużym stopniu efekt jej pracy. Swoje dołożył też sąsiad i przyjaciel właścicieli Ale Wino — projektant Tomasz Rygalik. To z jego studia wyszły meble, które stoją przy Mokotowskiej 48 i stały się wzorami przemysłowymi sprzedawanymi za krocie przez renomowane zachodnie firmy.

Generał z chochlą

Koniec końców nie można zapomnieć o najważniejszym — oprócz wina — składniku Ale Wino. Zatem kuchnia. Sam właściciel przyznaje, że uwielbia, gdy potrawy można dopasować do wina, a nie na odwrót. Da się to zrobić w Ale Wino, odkąd gastronomią zawiaduje Sebastian Wełpa. Pozornie to nazwisko niespecjalnie znane na kulinarnej mapie Warszawy. Przy bliższym poznaniu okazuje się jednak, że to specjalista w swoim fachu: spędził lata u boku Pawła Oszczyka, początkowo w restauracji Polskiego Klubu Biznesu, a następnie w La Rotisserie, restauracji hotelu Le Regina. Od kilku kwartałów Sebastian Wełpa — rzucony na pierwszą linię kulinarnego frontu — święci triumfy. Serwisy internetowe pełne są ochów i achów w skali pięciostopniowej — Ale Wino lokuje się zwykle bliżej 5 niż 4, co jak na polską gastronomię jest znakomitym rezultatem. Dość powiedzieć, że w końcu zeszłego roku przybytek Tomasza Czudowskiego znalazł się w ścisłym finale plebiscytu Knajpa Roku i zdobył tytuł wine baru roku.

Pokora bzu

Próbki recenzji blogujących smakoszy? Voila: „Sałatka jest świeża i lekka, a nad kozim creme brulee można naprawdę zapłakać ze szczęścia” — unosi się Kukbuk. Przebija go Nakarmiona Starecka, głosząca, że „dla buraków z czarną porzeczką otoczonych meduzami czarnego bzu (syrop z tych kwiatów zagęszczony agar-agar) i kawałkami koziego crème brûlée (25 zł) warto wykrzesać z siebie odrobinę pokory. Dawno się tak nie wzruszyłam nad talerzem”. Tyle wzruszeń w przedziale cenowym 40-60 zł (plus wino oczywiście). Dla menedżera z Google'a Ale Wino to masa kulinarnych odkryć i emocji, ale też harówka. Zwykle po pracy w firmie do nocy sprawuje obowiązki gospodarza lokalu, zmieniając w tej roli partnerkę. Pod sobą mają kilkunastoosobowy zaprawiony w bojach zespół, z którym nadal chcą zdobywać kulinarne szczyty stolicy — już snują plany otwarcia kolejnej klimatycznej restauracji. &

W prostocie siła. Wino, stoły, cegła i znakomita kuchnia. Ot, prosty przepis na sukces ludzi z korporacji w świecie gastronomii.

Nowy projekt. Mamy z żoną pomysł na kolejną klimatyczną restaurację. Chce nam się. Bo zmęczenie po robieniu czegoś z pasji to zupełnie inne emocje niż uczucie wyssania przez korporacyjny młyn — mówi Tomasz Czudowski, wspówłaściciel restauracj Ale Wino.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy