W poszukiwaniu bezpiecznej przystani dla pieniędzy

Kamil Koprowicz
opublikowano: 16-09-2011, 00:00

Jesień na rynkach walut zapowiada się bardzo ciekawie. Co będzie przebojem — dolar, jen, a może szwedzkie korony?

Dolar zyskuje na sile. Dobrze wyglądają korona szwedzka i norweska. Problem mają kraje wschodzące, borykające się z coraz niższymi kursami swoich walut

Jesień na rynkach walut zapowiada się bardzo ciekawie. Co będzie przebojem — dolar, jen, a może szwedzkie korony?

Jeden ruch Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) uziemił kurs franka szwajcarskiego. Inwestorzy na foreksie będą teraz szukali innej stabilnej waluty. Lukę po franku może wypełnić kilka walut. Na razie na popularności zyskuje dolar. Chętnych mogą znaleźć również jen oraz korony norweskie i szwedzkie. Gospodarki krajów skandynawskich radzą sobie bardzo dobrze.

Krajobraz po franku

SNB zmienił rynek walut. Stabilizacja kursu względem euro ucięła spekulacje na franku. Szwajcarska waluta już wcześniej była określana przez analityków jako przewartościowana. Nie odstraszało to jednak inwestorów, którzy dalej grali na wzrost franka. Górę nad zapowiedziami SNB o regulowaniu kursu wzięła chęć szybkiego zarobku lub bezpiecznej lokaty kapitałów.

— Starania SNB i rządu szwajcarskiego zmierzające do osłabienia franka należy potraktować bardzo poważnie. Będą one skuteczne, przynajmniej o tyle, że uda się utrzymać kurs EUR/CHF w wąskim korytarzu, zbliżonym do minimum określonego przy 1,20, a może i wyżej — mówi John J. Hardy, konsultant Saxo Banku.

Eksperci są świadomi, że bank centralny Szwajcarii zrobi wszystko, by kontrolować kurs franka.

— SNB zapowiedział gotowość do skupu nieograniczonej ilości euro w celu bronienia swojej waluty przed wzrostem. Jedynym możliwym zagrożeniem mogą być ataki spekulacyjne inwestorów na franka szwajcarskiego, które mogą spowodować podwyższoną zmienność kursu — dodaje Marek Wołos, analityk TMS Brokers.

Dolar zaczyna błyszczeć

Po interwencji SNB inwestorzy poszukują waluty, która okaże się stabilna w czasach recesji lub będzie stopniowo rosnąć. Zainteresowanie poszło w kierunku dolara. Według ekspertów, amerykańska waluta może się okazać bezpieczną przystanią w najbliższym czasie.

— W obliczu pogorszającej się sytuacji fiskalnej krajów europejskich, zwiększającej ryzyko spowolnienia gospodarczego, rośnie awersja do ryzyka. Dlatego bardzo prawdopodobne jest dalsze osłabianie się euro i funta wobec dolara, który jest traktowany jako bezpieczna przystań. Inwestorzy zwracają się do amerykańskiego pieniądza podczas nasilających się napięć na rynkach finansowych. Kurs EUR/USD w IV kwartale 2011 r. może być bliski 1,35 — komentuje Marek Wołos, członek zarządu TMS Brokers.

Kurs dolara rośnie nawet wtedy, gdy pojawiają się niepokojące informacje z gospodarki USA. Gdyby Amerykanie opublikowali dane o poprawie koniunktury, indeksy na całym świecie poszłyby do góry. Zachęceni inwestorzy skierowaliby się wtedy do innych walut, co w konsekwencji osłabiłoby USD.

— Największe znaczenie będą miały losy polityki gospodarczej USA i wypowiedzi Bena Bernankego, szefa Fedu. Jeżeli Barack Obama ograniczy się do kolejnego pakietu stymulacyjnego, który zostanie ustrzelony przez Kongres, a Ben Bernanke zasygnalizuje rozpoczęcie trzeciej rundy luzowania ilościowego, to odrodzenie dolara nie będzie imponujące, a jego charakter pozostanie związany ściśle z poszukiwaniem bezpiecznej przystani — tłumaczy John J. Hardy.

Zakładnicy euro

Gdy dolar zyskuje na sile, inne waluty idą w odstawkę. Inwestorzy wycofują się z ryzykownych rynków w obawie o utratę kapitału. Waluty krajów Europy Środkowej i Wschodniej uważa się za ściśle powiązane z euro, które traci na popularności ze względu na niepewną sytuację gospodarczą najważniejszych krajów unii. Z kolei waluty rynków wschodzących tanieją względem euro. W efekcie, mimo elastycznej gospodarki Polski, złoty traci na wartości, a kredytobiorcy łapią się za głowę.

— Sytuacja na rynkach finansowych jest bardzo niepewna. Kurs złotego do najważniejszych walut przebił istotne wsparcia, co może oznaczać kontynuację osłabienia polskiej waluty. Inwestorzy dystansują się od Polski, jak i innych gospodarek wschodzących z naszego regionu. Wydają się ryzykowne, co jest powodem wycofywania kapitału z regionu i poszukiwania bezpieczniejszych aktywów — mówi Karolina Kamińska, analityk Cityndex.

Przy takim zamieszaniu na światowym rynku walutowym, niektóre waluty tracą zbyt mocno i mogą być ciekawą opcją dla inwestorów. Trzeba tylko wyczuć moment, w którym zaczną odrabiać straty.

— Dobrym przykładem jest tu lira turecka. Mimo zdrowych fundamentów gospodarki Turcji i wysokich stóp procentowych waluty, według szacunków OECD, lira jest niedowartościowana względem dolara o 78,66 proc. i ponad 100 proc. względem euro — mówi Marek Wołos.

(Za) mocne korony

Zupełnie inny trend panuje na walutach krajów uważanych za silne gospodarczo, choć jeszcze mało popularnych. Dane makroekonomiczne zachęcają do inwestycji na północy Europy. W Norwegii stopa bezrobocia nieznacznie przekracza 3 proc., inflacja konsumentów to 1,3 proc. rok do roku. Wzrost gospodarczy wynosi blisko 5 proc. Gospodarka szwedzka rośnie jeszcze szybciej. Obydwie waluty umocniły się o około 10 proc. względem dolara w ciągu ostatnich dwunasty miesięcy.

— Korona norweska i szwedzka, w przeciwieństwie do walut Europy Środkowo-Wschodniej, oferują większy rynek. Ponadto gospodarki tych krajów charakteryzują się mocnymi fundamentami — twierdzi Marek Wołos.

Warto również zwrócić uwagę na dobre notowania japońskiego jena względem euro, który stopniowo umacnia się od kwietnia. Problem w tym, że waluty skandynawskie oraz jen już zaczynają być uważane za zbyt drogie mimo dobrych danych ekonomicznych. Prawdopodobnym scenariuszem mogą być interwencje banków centralnych tych krajów.

— Korona norweska jest obecnie drugą, po franku szwajcarskim, najbardziej przewartościowaną walutą — prawie 40 proc. względem dolara i ponad 30 proc. względem euro. Kurs jena i korony szwedzkiej przewyższa parytet siły nabywczej o ponad 20 proc. względem euro i blisko 30 proc. względem dolara. W związku z tym interwencje tych krajów w celu obrony swych walut przed nadmiernym umocnieniem są jak najbardziej prawdopodobne. Japonia już w zeszłym roku przeznaczyła prawie 60 mld dolarów na sprzedaż jena — tłumaczy Marek Wołos.

Tylko złoto

John Hardy z Saxo Banku twierdzi, że w obecnej sytuacji na światowych rynkach żadna z walut nie będzie na tyle stabilna, by zapewnić inwestorom bezpieczeństwo na długo.

— Eksperyment z frankiem szwajcarskim pokazuje, że w dłuższym okresie żadna waluta nie jest bezpieczną przystanią. Gdy sytuacja zrobi się naprawdę poważna, władze zawsze mogą osłabić krajowy pieniądz. Należy więc zadać sobie pytanie, czy nie jest tak, że każda waluta padnie w końcu ofiarą konkurencyjnej dewaluacji. Wydaje się, że na razie jedynie złoto może być bezpieczne — wyjaśnia John Hardy.

Platformy foreksowe, oprócz walut, oferują także dostęp do rynku surowców. Złoto to jeden z inwestycyjnych filarów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Koprowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu