W poszukiwaniu dobrej procedury nadmiernego deficytu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-11-15 20:00

W Polsce trwa intensywna dyskusja, w jakim stopniu nowy rząd powinien zająć się redukcją nadmiernego deficytu fiskalnego, a w jakim realizacją hojnych obietnic wyborczych. Podobna debata rozwija się w całej Unii Europejskiej, ponieważ Bruksela szykuje się do przywrócenia stosowania procedury nadmiernego deficytu, zawieszonej w czasie pandemii. Wydaje się, że podejście do redukcji deficytu będzie dużo łagodniejsze niż w przeszłości. Wciąż jednak trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie limity sobie narzucić.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Komisja Europejska opublikowała w środę swoje najnowsze prognozy makroekonomiczne, w których jasno widać, jak różne podejście mają poszczególne kraje UE do polityki fiskalnej (patrz wykres). Niemcy, jak to Niemcy, przywiązani są do trzymania deficytu jak najbliżej zera – mimo stagnacji gospodarki, niedofinansowania obrony narodowej, problemów z postępem w polityce klimatycznej. Francja, jak to Francja, niespecjalnie ma ochotę na jakąkolwiek redukcję deficytu, tłumacząc to stagnacją. Polska jest w jeszcze innej sytuacji, bo cechuje się dość wysokim wzrostem PKB (w 2024 i 2025 ma być jeden z najwyższych w UE), a jednocześnie dość dużym deficytem. A można przypuszczać, że nowy rząd w krótkim okresie doprowadzi do jego powiększenia w stosunku do wcześniejszych planów.

Komisja Europejska od 2024 r. ma wrócić do stosowania procedury nadmiernego deficytu, która od krajów mających deficyt wyższy niż 3 proc. PKB wymaga przedstawienia i stosowania planu ograniczania nierównowagi fiskalnej. Do procedury kwalifikuje się kraj, który przekracza poziom referencyjny i nie rokuje krótkookresowej nadziei na szybką zmianę tego stanu rzeczy. Nie do końca więc wiadomo, czy Polska załapie się do tej procedury, czy nie – wiele będzie zależało od tego, jakie plany fiskalne pokaże nowy rząd. Biorąc jednak pod uwagę obecne prognozy KE i prawdopodobny kierunek polityki nowego rządu, procedura może nas objąć.

Na forum UE trwa teraz intensywna dyskusja, jak procedura ma wyglądać po jej przywróceniu: w jakich dokładnie warunkach ją stosować i czego wymagać od krajów nią objętych. Polska na przykład twardo domaga się, by wykluczyć z analizy deficytu wydatki na obronę narodową. Francja i Włochy chcą łagodnego traktowania inwestycji publicznych. A Niemcy, jak to Niemcy, chcą, by wszyscy wykazali się determinacją do cięć.

Lucio Pench, analityk think-tanku Bruegel i wieloletni dyrektor w Komisji Europejskiej, napisał niedawno, że kompromis mógłby zakładać jasne przywrócenie procedury (wedle woli Niemiec), ale jednocześnie łagodną ścieżkę dostosowania deficytów w długim okresie. Olivier Blanchard, uznany profesor makroekonomii z MIT, napisał kilka dni temu, że kraje europejskie powinny znacznie łagodniej traktować deficyt niż po kryzysie z lat 2012-13, kiedy dążono do ich szybkiej redukcji kosztem wzrostu gospodarczego. Ekonomista podkreśla jednak, że reguły fiskalne powinny narzucać długookresową stabilizację ścieżki zadłużenia – w innym wypadku będą nam groziły fale wstrząsów finansowych i wyprzedaży obligacji. Oczywiście banki centralne mogą takie fale zatrzymać, ale ceną nierzadko może być podwyższona inflacja.