W poszukiwaniu złotego runa

Karolina Guzińska
opublikowano: 2005-07-22 00:00

Chorwacja w pigułce: morze i góry, lasy i winnice, mityczni Argonauci, rzymskie budowle, bizantyjskie freski, katolickie relikwie...

Adriatyk oblewający Istrię wygląda jak turkusowa plama. Jego przejrzystość aż razi w oczy. Małe i duże zatoki, skaliste lub żwirowe wybrzeże — cały półwysep to właściwie jedna wielka plaża. Idyllicznego pejzażu dopełniają romantyczne porty rybackie, śródziemnomorska roślinność, cieniste lasy sosnowe oraz — skryte w głębi lądu — tętniące artystycznym życiem średniowieczne miasteczka i wyciosane z kamienia wioski, w których zatrzymał się czas...

Mała Toskania

Przez ćwierć wieku — od 1918 r. — Istria należała do Włoch. Większość tutejszych mieszkańców mówi po włosku, a restauracje proponują spaghetti.

— Wewnętrzną część półwyspu nazywa się Małą Toskanią ze względu na wino, oliwki, trufle. A także krajobrazy — małe miasteczka rozrzucone na porośniętych winoroślą wzgórzach, zielone doliny... Miło odkrywa się uroki Istrii jadąc rowerem. Wytyczono tu 60 szlaków rowerowych: przez sielskie okolice wiedzie 1,5 tys. km oznaczonych tras dobrej jakości i o różnym stopniu trudności. A mnóstwo innych ścieżek, oplatających półwysep niczym pajęcza sieć, czeka na oznaczenie — zachęca Monika Marcinkiewicz, konsultant Narodowego Ośrodka Informacji Turystycznej Republiki Chorwacji.

Trzeba się zapuścić w głąb Istrii, by posmakować jej specyficznego klimatu — podczas wędrówek przez półwysep spotyka się mnóstwo atrakcji. Choćby każuny: kamienne pasterskie domy liczące nawet 250 lat. Wyrosły na symbol Istrii — widnieją na pocztówkach, zdobią koszulki i inne turystyczne gadżety.

— Góry strzelają niemalże z morza — warto podjechać wiodącymi przez nie wąskimi, wyboistymi dróżkami, choć samochód ledwie to wytrzymuje... Bo dopiero w głębi lądu czuć prawdziwe Bałkany. Górskie wioski zachwycają starymi domami zbudowanymi z niegładzonego kamienia. Przy nich stoją obórki z grubego muru. Tutejsze kobiety noszą na co dzień ludowe stroje — szerokie spódnice, zapaski... Kilkanaście lat temu powszechnym obrazkiem były wracające z pól wieśniaczki, niosące na głowach wypełnione kosze. Prowadziły za sobą objuczone pakunkami osiołki... Dziś te swojskie widoki to rzadkość. Coraz więcej ludzi żyje z turystyki. Ale wciąż hodują sporo zwierząt: kóz, owiec i osłów, które ryczą co rano, budząc swych gospodarzy i śpiących w hotelach turystów — wspomina swoje pobyty na Istrii Mirella Machnikowska, lekarka ze szpitala miejskiego w Świdniku.

Arena gwiazd

Większość cudzoziemców woli jednak smażyć się na plażach, niż przemierzać istryjski interior. Jeśli już zwiedzają, ograniczają się z reguły do nadmorskich miast — to skupiska zabytków najwyższej klasy. Jak pochodząca z VI w. bazylika św. Eufrazjusza w Poreću, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, czy wybudowany w Puli w I w. n.e. przez cesarza Wespazjana amfiteatr — zachowany lepiej niż rzymskie Koloseum.

— Chorwaci wypoczywają inaczej. Wynajmują apartamenty w głębi lądu. Spędzają czas w nastrojowych miasteczkach — jak Motovun, Groźnjan czy Buje — a gdy chcą się wykąpać, jadą na plaże. Niedaleko — z Buje do nadmorskiego Umag mają zaledwie 14 km, zaś Groźnjan leży 25 km od wybrzeża — opowiada Monika Marcinkiewicz.

Najciekawsze wśród zawieszonych na wzgórzach miasteczek: Groźnjan i Motovun, przypominają klimatem nasz Kazimierz nad Wisłą. Kwitnie w nich bowiem życie artystyczne. I to nie tylko latem.

— Groźnjan to miasto galerii. Swoje pracownie i warsztaty mają tu artyści chorwaccy, ale też plastycy z innych krajów. Ich prace można oglądać i kupić. Motovun zaś stał się ważny dla miłośników kina niezależnego. Raz w roku — w tym sezonie między 26 a 30 lipca — ma tu miejsce festiwal filmów offowych. Impreza przyciąga rzesze. Projekcje odbywają się na świeżym powietrzu, a wśród twórców spotyka się Polaków — dodaje Monika Marcinkiewicz.

To nie jedyne wydarzenie artystyczne na Istrii. Przez połowę lata — od 2 lipca do 13 sierpnia — w nadmorskiej Puli trwa Histria Festival. Gwiazdy — m.in. Anastacia, Jamiroquai, Andrea Bocelli, balet rosyjski i orkiestry symfoniczne z kilku krajów — występują w niezwykłej scenerii: na arenie rzymskiego amfiteatru, w katedrze, czy w pobliskim Parku Narodowym Brijuni. Warto doń zawitać — na tworzących park 14 wyspach u zachodnich wybrzeży Istrii zachowała się oryginalna roślinność śródziemnomorska. Można też zobaczyć ogród zoologiczny na łonie natury oraz liczne wykopaliska archeologiczne. W tym — jedynym w tej części Chorwacji — parku narodowym żyje też wiele gatunków ptaków oraz duże zwierzęta: jelenie, muflony... No i stoi tu stara letnia rezydencja Josipa Broz Tito.

Stopa św. Barbary

— Kto skusi się na zwiedzanie półwyspu, nie może pominąć doliny rzeki Mirna. Leży tu Hum — najmniejsze miasto świata. Ma zaledwie 20 mieszkańców — poleca wycieczkę Monika Marcinkiewicz.

Legenda głosi, że olbrzymy, które budowały w tej okolicy większe miasta, wzniosły Hum z resztek kamieni, jakie im pozostały. Otoczone murami miasteczko wciąż mieści się w granicach wytyczonych w XI w. Całe jego centrum to ledwie dwie ulice z kilkoma domami, kościołem parafialnym z 1802 r., gospodą i muzeum oraz XII-wiecznym kościołem św. Jeronima. Zachowały się w nim wyjątkowe freski — choć namalowano je w zachodnim stylu romańskim, widać wpływ malarstwa bizantyjskiego. Cóż, Istria to miejsce przenikania się kultur...

— Warto też skręcić do miasteczka Vodnjan, by zobaczyć miejsce, o którym przewodniki milczą. Magiczne miejsce — barokowy kościół św. Błażeja skrywający niezwykłe zbiory: 370 relikwii 287 świętych. Proboszcz twierdzi, że jest ich tyle samo — albo nawet więcej — ile w całym Rzymie. Bo poza relikwiami są tu także mumie kilkorga świętych oraz zmumifikowane części ich ciał, np. stopa św. Barbary. Wytwarzają one bardzo silną aurę. Podczas zwiedzania kościoła zdarzają się omdlenia, cudowne uzdrowienia... — opowiada Monika Marcinkiewicz.

Kościół przechowuje m.in. drzazgi z krzyża Chrystusa, fragment szaty Matki Boskiej, relikwie 12 apostołów. Drogocenne oprawy — wprost z pracowni weneckich złotników — nadają im rangę dzieł sztuki. Bezcenny zbiór trafił do istryjskiej świątyni podczas pożogi rewolucji francuskiej. Kiedy plądrujące kościoły rewolucyjne wojska dotarły do Wenecji, malarz Gaetano Gresler wyniósł część relikwii z tamtejszych kościołów i ukrył je w swym pałacu. Gdy wojenna zawierucha ucichła, przewiózł je na Istrię.

Rejs z delfinami

Vodnjan leży tylko 10 km od nadmorskiej Puli i kilkadziesiąt kilometrów od kurortu Rovinj, zwanego chorwackim Saint-Tropez. Odwiedzenie kościoła św. Błażeja i pozostałych atrakcji miasteczka, pamiętającego czasy Cesarstwa Rzymskiego, nie powinno przysporzyć trudności najzagorzalszym nawet plażowiczom. Dadzą radę przyjechać do Vodnjanu po porannej kąpieli w morzu, zwiedzić wszystko, a po południu znów rozłożyć się na plaży... Nie ma jednak wątpliwości: to szmaragdowy bezmiar ciepłego Adriatyku, przyjemny klimat i urozmaicone wybrzeża przyciągają gości na Istrię.

— Infrastruktura turystyczna jest bardzo rozbudowana: pełno tu hoteli, pensjonatów, pokoi do wynajęcia. Większość hoteli nie zachwyca urodą: ot, taki późny socjalizm, beton i szkło. Jednak wewnątrz czeka nas miła niespodzianka — dobry standard. Fajne i tanie są też prywatne kwatery — uważa Mirella Machnikowska.

Samochód to zdecydowanie najlepszy sposób dotarcia na Istrię. Daje pełną niezależność i przedsmak tego, co czeka turystę u celu podróży...

— Ze Słowenii wiedzie na półwysep urzekająca droga. Wąska, wijąca się wśród skał. Im bliżej Istrii, tym bardziej zmienia się krajobraz. Pojawiają się cisy, karłowate sosny, agawy i rododendrony obsypane kwiatami. Powietrze staje się suche i ciepłe. Powoli wyrasta charakterystyczna zabudowa niskich domków. Okoliczni mieszkańcy sprzedają przy drodze rakiję i oliwę własnej produkcji albo arbuzy, melony, winogrona i figi ze swych upraw — opisuje Mirella Machnikowska.

Tą drogą dojedzie się do Puli, miasta z 3000-letnią historią, opiewanego już w poematach starożytnych Greków. Wysławiały one 50 śmiałków, którzy na statku Argo dotarli na Istrię w poszukiwaniu złotego runa...

— Starożytne zabytki Puli — pozwalające poczuć się jak w czasach cezara — sąsiadują z kilometrami malowniczych plaż. Dzikich i skalistych. Przyjemnie się tu nurkuje — kamieniste wybrzeże obiecuje, że pod wodą wiele się zobaczy, np. ośmiornice. Przygodę można też przeżyć płynąc łódką. Naszą otoczyło kiedyś stado delfinów. Towarzyszyły nam, wyskakując i wskakując do wody. Wspaniały spektakl! W porcie w Puli stoją piękne, prywatne jachty z całego świata. Zatrzymują się tu w przelocie, płynąc dokądś... — wspomina Mirella Machnikowska.

O jednym trzeba pamiętać wypoczywając w Chorwacji: chodzenie po kamienistych plażach — jak i kąpiel w morzu — wymagają noszenia specjalnego obuwia. Nie tylko ze względu na ostre kamienie, ale i jeżowce, których kolce boleśnie wbijają się w stopy...