W pracy trzeba być zawsze twardym

Wojciech Surmacz
opublikowano: 2002-01-25 00:00

Szefowa firmy Columbia Sportswear Company uważa, że najwspanialszym zjawiskiem na wolnym rynku jest konkurencja. Bycie monopolistą w branży to dla niej totalna nuda. Mimo że ma już 76 lat, uwielbia pracować w stresie. Według niej, zarządzanie firmą bez ekstremalnie trudnych sytuacji, które się jej czasami zdarzają, jest zbyt monotonne i nieciekawe.

- Jak się robi dobry biznes?

— Zawsze musisz wierzyć w siebie. Jeżeli tak nie będzie, to nikt nigdy w ciebie nie uwierzy...

- I to wszystko?

— Ależ skąd! Po prostu mi przerwałeś. Oprócz tego musisz mieć dobry produkt, pełne rozpoznanie rynku, wiedzieć, czego potrzebuje rynek i ciągle to analizować. Musisz zawsze wiedzieć, czego oczekuje od ciebie twój klient i czuć się jak klient.

- Ale tak mówią wszyscy specjaliści od marketingu. Nic od siebie mi Pani nie powie?

— A co osobistego chciałbyś o mnie wiedzieć? Co byś chciał usłyszeć?

- Na przykład biznesowe motto.

— Moje motto? Nie ma sprawy. Wcześnie iść do łóżka, wcześnie wstawać, piekielnie ciężko pracować i reklamować się.

- A jeżeli ktoś nie lubi wcześnie kłaść się spać i wcześnie wstawać?

— To go czeka wielka wyprzedaż i bankructwo.

- Czuje się Pani businesswoman?

— Ja?

- Tak, Pani.

— Codziennie pracuję, zarządzam blisko 2-tys. zespołem ludzi, tworzymy razem biznes — no to chyba jestem.

- Co oznacza w Stanach Zjednoczonych słowo businesswoman?

— Dokładnie to samo, co tutaj. Tylko, że tam poświęca mi się czasami więcej uwagi, dlatego w USA częściej mogę się poczuć jak dama biznesu. Ale tak jest tylko między 8.00 a 17.00. Potem wracam do domu i jestem babcią — zupełnie inną osobą. W pracy trzeba się mieć ciągle na baczności, trzeba być ostrożnym, precyzyjnym i przede wszystkim twardym. A w domu...

- Też trzeba być twardym.

— O nie! Nie mów, że jesteś twardy dla swojej żony.

- Nie jestem, bo jej jeszcze nie mam.

— Więc cię ostrzegam, nie bądź taki nigdy! OK?

- Da się zrobić.

— To dobrze.

- A kiedy jest Pani słynną Mamą Boyle?

— Jak rozmawiam z synem... ha, ha, ha...

- Pytam o Mamę Boyle, bo podobno w stanie Oregon to właśnie ona ustanawia prawo.

— Oczywiście, że tak.

- Dlaczego?

— Bo to jest bardzo ekscytujące.

- Po to Pani przyjechała do Polski? Ustanowić swoje prawo?

— Jasne. Zrobię to, jeżeli tylko tego zechcecie.

- A jakie jest Pani prawo?

— Jakie jest moje prawo?

- Tak.

— Przecież to bardzo proste.

- No to proszę powiedzieć.

— Nie wiem, czy mogę.

- Bardzo proszę.

— Sam tego chciałeś. Moje prawo jest jasne jak słońce, a brzmi: kupuj ciuchy Columbia Sportswear?

- Rzeczywiście jest jasne.

— Mówiłam.

- Ale w tym kraju będzie problem z jego egzekucją.

— Tak myślisz?

- Jestem tego pewien.

— Skąd ta pewność?

- Stąd, że na tym rynku jest jeszcze co najmniej kilku innych prawodawców — dużo silniejszych.

— Na przykład...

- Na przykład Alpinus. To bardzo poważny przeciwnik i też ma swoje prawa.

— Ależ kochany to jest konkurencja i nic w niej złego nie widzę. Bardzo dobrze, że jest i bardzo się z tego cieszę. Gdyby na świecie nie było konkurencji, to nikt nigdy nie musiałby robić coraz lepszych rzeczy. Ona jest motorem wszelkiego rozwoju. Nie wiedziałeś o tym?

- Wiedziałem.

— No właśnie. Bez konkurencji życie byłoby nudne. Bycie monopolistą to nic ciekawego. Wystarczy na przykład spojrzeć na japońską firmę YKK. Oni produkują zamki błyskawiczne, zdominowali większość światowych rynków i tak naprawdę nie idą z niczym do przodu. Od dłuższego czasu sprzedają ciągle ten sam produkt. Nie mają żadnych problemów. Totalna nuda.

- To pewnie dlatego Pani przyjechała do Polski, bo w USA już jest nudno.

— Bez przesady. Mamy niezłą porcję amerykańskiego rynku, ale nie jesteśmy monopolistami.

- A jaką porcję?

— Powiedzmy, że jakieś 49 proc. Ale jest to bardzo sympatyczny kawałek tortu.

- Sympatyczny kawałek?

— Najlepsi klienci, którzy potrafią nam przynieść około 750 mln USD rocznie.

- Mówi się, że to Pani jest matką sukcesu Columbii w USA.

— To jest po prostu moja firma.

- Ale czuje się Pani odpowiedzialna za jej sukces?

— O nie, nie. Zawsze powtarzam, że niczego się nie da osiągnąć w pojedynkę. Liczy się przede wszystkim zespół. Dlatego nasze wyniki są wynikami pochodzącymi bezpośrednio z pracy bardzo wielu, bardzo zdolnych ludzi.

- I Pani, jako wizytówki firmy.

— Kochany... chyba za bardzo uwierzyłeś w te wszystkie reklamy Columbii ze mną w roli głównej. Ale to bardzo dobrze. Wierz, wierz ha, ha, ha...

- Żadnej nigdy nie widziałem.

— To był oczywiście żart. Tak naprawdę rzeczywiście pracuję z wspaniałymi ludźmi i wspólnie osiągamy sukcesy. Ale zawsze jest tutaj jeden warunek.

- Jaki?

— Wszyscy w zespole muszą być przekonani o tym, że sprzedają bardzo dobry produkt. Zresztą gdybyś nie poszedł i nie kupił naszego ciuchu, to też nie mielibyśmy sukcesu.

- Ale ja tego nie robię.

— Ale ja wiem, że tak będzie.

- Skąd ta pewność.

— Oczywiście nic nie jest w życiu pewne. Skąd wiesz, że jutro też wstanie słońce?

- Teraz ostatnie pytanie...

— Jak to? Nie ma mowy! Rozmawiamy dalej.

- ...nie przeraża Pani w tym wieku praca na stanowisku, które wiąże się z ciągłym stresem?

— Moja praca to nie jest ciągły stres, tylko jedna wielka przyjemność. Poza tym życie byłoby strasznie monotonne, gdybyś raz na jakiś czas nie znalazł się w ekstremalnych warunkach.

- Podobno ma Pani tatuaż zrobiony w celach reklamowych. Czy jest prawdziwy?

— Nigdy się nie dowiesz, czy jest prawdziwy.

- Może Pani go pokazać?

— Nigdy nie pokazuję na pierwszej randce. Musisz poczekać na drugą. To co, pójdziesz teraz kupić sobie kurtkę Columbii?

- Nie.

— Nie? Hmmm... to żałuj. W takim razie będziesz musiał ubrania z mojej firmy podziwiać na innych. Nigdy ich nie poczujesz.

- Trudno.

— Nie ma nic gorszego niż być ciągle zmarzniętym i przemoczonym brrr...

- Ale ja wcale nie marznę. To, co Pani teraz mówi to zwykła firmowa propaganda.

— Ale żadna firma nie martwi się o ciebie tak, jak własna matka. A ja taka jestem. Pamiętaj, zawsze kupuj sobie najlepsze produkty, nawet jeżeli będą trochę droższe.

- Zawsze to robię.

Columbia Sportswear Company jest jednym z największym na świecie producentów odzieży outdoorowej. Roczne dochody firmy zatrudniającej ponad 1,5 tys. pracowników na całym świecie, przekraczają obecnie 700 mln USD. Za sukces w dużej mierze odpowiedzialna jest Gert Boyle, prezes firmy.

W 1984 r. Columbia Sportswear rozpoczęła prace nad nowym wizerunkiem. Pomysł, zasugerowany przez agencję Borders Perrin & Norrander był zaskakujący, ale w tym tkwiła siła. Zaproponowano wykorzystanie faktu, że Gert pracuje z synem, a spółka tego typu stanowi rzadkość w świecie biznesu. Tak narodziła się koncepcja kampanii reklamowej przedstawia-jącej srogą Mamę Boyle i zmaltretowa-nego pomysłami mamy syna Tima. Po pięciu latach Columbia czterokrotnie zwiększyła swoje dochody

i zdobyła ponad 40 nagród za brawurowe reklamy. Mama Boyle pełni rolę modelki w reklamach firmy, a jej osobowość jest utożsamiana z cechami marki.