Szefowa firmy Columbia Sportswear Company uważa, że najwspanialszym zjawiskiem na wolnym rynku jest konkurencja. Bycie monopolistą w branży to dla niej totalna nuda. Mimo że ma już 76 lat, uwielbia pracować w stresie. Według niej, zarządzanie firmą bez ekstremalnie trudnych sytuacji, które się jej czasami zdarzają, jest zbyt monotonne i nieciekawe.
- Jak się robi dobry biznes?
— Zawsze musisz wierzyć w siebie. Jeżeli tak nie będzie, to nikt nigdy w ciebie nie uwierzy...
- I to wszystko?
— Ależ skąd! Po prostu mi przerwałeś. Oprócz tego musisz mieć dobry produkt, pełne rozpoznanie rynku, wiedzieć, czego potrzebuje rynek i ciągle to analizować. Musisz zawsze wiedzieć, czego oczekuje od ciebie twój klient i czuć się jak klient.
- Ale tak mówią wszyscy specjaliści od marketingu. Nic od siebie mi Pani nie powie?
— A co osobistego chciałbyś o mnie wiedzieć? Co byś chciał usłyszeć?
- Na przykład biznesowe motto.
— Moje motto? Nie ma sprawy. Wcześnie iść do łóżka, wcześnie wstawać, piekielnie ciężko pracować i reklamować się.
- A jeżeli ktoś nie lubi wcześnie kłaść się spać i wcześnie wstawać?
— To go czeka wielka wyprzedaż i bankructwo.
- Czuje się Pani businesswoman?
— Ja?
- Tak, Pani.
— Codziennie pracuję, zarządzam blisko 2-tys. zespołem ludzi, tworzymy razem biznes — no to chyba jestem.
- Co oznacza w Stanach Zjednoczonych słowo businesswoman?
— Dokładnie to samo, co tutaj. Tylko, że tam poświęca mi się czasami więcej uwagi, dlatego w USA częściej mogę się poczuć jak dama biznesu. Ale tak jest tylko między 8.00 a 17.00. Potem wracam do domu i jestem babcią — zupełnie inną osobą. W pracy trzeba się mieć ciągle na baczności, trzeba być ostrożnym, precyzyjnym i przede wszystkim twardym. A w domu...
- Też trzeba być twardym.
— O nie! Nie mów, że jesteś twardy dla swojej żony.
- Nie jestem, bo jej jeszcze nie mam.
— Więc cię ostrzegam, nie bądź taki nigdy! OK?
- Da się zrobić.
— To dobrze.
- A kiedy jest Pani słynną Mamą Boyle?
— Jak rozmawiam z synem... ha, ha, ha...
- Pytam o Mamę Boyle, bo podobno w stanie Oregon to właśnie ona ustanawia prawo.
— Oczywiście, że tak.
- Dlaczego?
— Bo to jest bardzo ekscytujące.
- Po to Pani przyjechała do Polski? Ustanowić swoje prawo?
— Jasne. Zrobię to, jeżeli tylko tego zechcecie.
- A jakie jest Pani prawo?
— Jakie jest moje prawo?
- Tak.
— Przecież to bardzo proste.
- No to proszę powiedzieć.
— Nie wiem, czy mogę.
- Bardzo proszę.
— Sam tego chciałeś. Moje prawo jest jasne jak słońce, a brzmi: kupuj ciuchy Columbia Sportswear?
- Rzeczywiście jest jasne.
— Mówiłam.
- Ale w tym kraju będzie problem z jego egzekucją.
— Tak myślisz?
- Jestem tego pewien.
— Skąd ta pewność?
- Stąd, że na tym rynku jest jeszcze co najmniej kilku innych prawodawców — dużo silniejszych.
— Na przykład...
- Na przykład Alpinus. To bardzo poważny przeciwnik i też ma swoje prawa.
— Ależ kochany to jest konkurencja i nic w niej złego nie widzę. Bardzo dobrze, że jest i bardzo się z tego cieszę. Gdyby na świecie nie było konkurencji, to nikt nigdy nie musiałby robić coraz lepszych rzeczy. Ona jest motorem wszelkiego rozwoju. Nie wiedziałeś o tym?
- Wiedziałem.
— No właśnie. Bez konkurencji życie byłoby nudne. Bycie monopolistą to nic ciekawego. Wystarczy na przykład spojrzeć na japońską firmę YKK. Oni produkują zamki błyskawiczne, zdominowali większość światowych rynków i tak naprawdę nie idą z niczym do przodu. Od dłuższego czasu sprzedają ciągle ten sam produkt. Nie mają żadnych problemów. Totalna nuda.
- To pewnie dlatego Pani przyjechała do Polski, bo w USA już jest nudno.
— Bez przesady. Mamy niezłą porcję amerykańskiego rynku, ale nie jesteśmy monopolistami.
- A jaką porcję?
— Powiedzmy, że jakieś 49 proc. Ale jest to bardzo sympatyczny kawałek tortu.
- Sympatyczny kawałek?
— Najlepsi klienci, którzy potrafią nam przynieść około 750 mln USD rocznie.
- Mówi się, że to Pani jest matką sukcesu Columbii w USA.
— To jest po prostu moja firma.
- Ale czuje się Pani odpowiedzialna za jej sukces?
— O nie, nie. Zawsze powtarzam, że niczego się nie da osiągnąć w pojedynkę. Liczy się przede wszystkim zespół. Dlatego nasze wyniki są wynikami pochodzącymi bezpośrednio z pracy bardzo wielu, bardzo zdolnych ludzi.
- I Pani, jako wizytówki firmy.
— Kochany... chyba za bardzo uwierzyłeś w te wszystkie reklamy Columbii ze mną w roli głównej. Ale to bardzo dobrze. Wierz, wierz ha, ha, ha...
- Żadnej nigdy nie widziałem.
— To był oczywiście żart. Tak naprawdę rzeczywiście pracuję z wspaniałymi ludźmi i wspólnie osiągamy sukcesy. Ale zawsze jest tutaj jeden warunek.
- Jaki?
— Wszyscy w zespole muszą być przekonani o tym, że sprzedają bardzo dobry produkt. Zresztą gdybyś nie poszedł i nie kupił naszego ciuchu, to też nie mielibyśmy sukcesu.
- Ale ja tego nie robię.
— Ale ja wiem, że tak będzie.
- Skąd ta pewność.
— Oczywiście nic nie jest w życiu pewne. Skąd wiesz, że jutro też wstanie słońce?
- Teraz ostatnie pytanie...
— Jak to? Nie ma mowy! Rozmawiamy dalej.
- ...nie przeraża Pani w tym wieku praca na stanowisku, które wiąże się z ciągłym stresem?
— Moja praca to nie jest ciągły stres, tylko jedna wielka przyjemność. Poza tym życie byłoby strasznie monotonne, gdybyś raz na jakiś czas nie znalazł się w ekstremalnych warunkach.
- Podobno ma Pani tatuaż zrobiony w celach reklamowych. Czy jest prawdziwy?
— Nigdy się nie dowiesz, czy jest prawdziwy.
- Może Pani go pokazać?
— Nigdy nie pokazuję na pierwszej randce. Musisz poczekać na drugą. To co, pójdziesz teraz kupić sobie kurtkę Columbii?
- Nie.
— Nie? Hmmm... to żałuj. W takim razie będziesz musiał ubrania z mojej firmy podziwiać na innych. Nigdy ich nie poczujesz.
- Trudno.
— Nie ma nic gorszego niż być ciągle zmarzniętym i przemoczonym brrr...
- Ale ja wcale nie marznę. To, co Pani teraz mówi to zwykła firmowa propaganda.
— Ale żadna firma nie martwi się o ciebie tak, jak własna matka. A ja taka jestem. Pamiętaj, zawsze kupuj sobie najlepsze produkty, nawet jeżeli będą trochę droższe.
- Zawsze to robię.
Columbia Sportswear Company jest jednym z największym na świecie producentów odzieży outdoorowej. Roczne dochody firmy zatrudniającej ponad 1,5 tys. pracowników na całym świecie, przekraczają obecnie 700 mln USD. Za sukces w dużej mierze odpowiedzialna jest Gert Boyle, prezes firmy.
W 1984 r. Columbia Sportswear rozpoczęła prace nad nowym wizerunkiem. Pomysł, zasugerowany przez agencję Borders Perrin & Norrander był zaskakujący, ale w tym tkwiła siła. Zaproponowano wykorzystanie faktu, że Gert pracuje z synem, a spółka tego typu stanowi rzadkość w świecie biznesu. Tak narodziła się koncepcja kampanii reklamowej przedstawia-jącej srogą Mamę Boyle i zmaltretowa-nego pomysłami mamy syna Tima. Po pięciu latach Columbia czterokrotnie zwiększyła swoje dochody
i zdobyła ponad 40 nagród za brawurowe reklamy. Mama Boyle pełni rolę modelki w reklamach firmy, a jej osobowość jest utożsamiana z cechami marki.
