Unijny komisarz Guenter Verheugen nie wystąpił podczas wizyty w Warszawie w obronie inwestycji Eureko w PZU. Uznał, że nie będzie zajmował się sprawami prywatnej spółki. Tymczasem wewnątrz polskiego towarzystwa rysuje się rywalizacja nowych zarządów o wpływy w grupie.
Guenter Verheugen, unijny komisarz ds. rozszerzenia, nie rozmawiał z polskim rządem na temat inwestycji paneuropejskiego holdingu Eureko w PZU.
— Jestem komisarzem odpowiedzialnym za rozszerzenie UE, a nie reprezentantem prywatnej firmy — twierdzi Guenter Verheugen.
Eureko skierowało niedawno do Komisji Europejskiej list, w którym twierdziło, że rząd polski nie wywiązuje się z umów dających mu prawo do kupna większościowego pakietu polskiego towarzystwa. Według nieoficjalnych informacji, inwestorzy liczyli, że sprawa ta zostanie podniesiona przez Guentera Verheugena, co skłoni Wiesława Kaczmarka, ministra skarbu, do ustępstw.
Słowa europejskiego komisarza wskazują, że KE postanowiła nie mieszać się do sporu. Oznacza to, że nie powtórzy się sytuacja sprzed roku, kiedy międzynarodowe naciski spowodowały, że premier Jerzy Buzek odwołał wojującego z Eureko Andrzeja Chronowskiego, ministra skarbu, a na jego miejsce powołał Aldonę Kamelę-Sowińska, która dążyła do zgody z paneuropejskim inwestorem. Zapowiada się więc długi spór Eureko z resortem skarbu. Minister jednoznacznie deklaruje bowiem, że nie odda inwestorowi kontroli nad spółką przez pięć lat, ponieważ jej potencjał jest niezbędny do realizowania interesów Skarbu Państwa. Zgadza się równocześnie na sprzedanie Eureko większościowego pakietu, ale z ograniczeniem praw do wykonywania głosów. Holenderski inwestor domaga się tymczasem realizacji podpisanych z poprzednim rządem umów i rozważa skierowanie sprawy do trybunału arbitrażowego w Sztokholmie. Równocześnie zapowiada obronę swoich interesów na drodze dyplomatycznej.
— Inwestor powinien zdecydować, czy sytuacja, w której umowa jest źle postrzegana przez polski rząd, mu odpowiada. Ruch należy do Eureko — twierdzi Wiesław Kaczmarek.
Tymczasem w samym PZU trwają porządki personalne, czynione przez powołanych niedawno Ireneusza Nawrockiego, prezesa PZU Życie, i Zdzisława Montkiewicza, szefa majątkowego PZU. Przy ich okazji tradycyjnie już na jaw wychodzą napięcia między władzami dwóch najsilniejszych spółek w grupie. Areną pierwszej konfrontacji stała się firma PZU NFI Management, zarządzająca trzema narodowymi funduszami inwestycyjnymi. W środę wieczorem niespodziewanie odwołano Jacka Czeladko, jej prezesa, oraz członków zarządu: Piotra Osieckiego i Edwarda Jastrzębskiego.
Wczorajsza RN firmy zarządzającej nie zdołała wyłonić nowego menedżmentu. W jej skład wchodzą dwie osoby wyznaczane przez PZU, dwie przez PZU Życie i jedna z Eureko. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Ireneusz Nawrocki forsował do składu zarządu PZU NFI Management menedżerów z kierowanego do niedawna przez siebie Jupiter NFI, czemu zdecydowanie sprzeciwił się Zdzisław Montkiewicz.
— Mamy teraz w grupie okres silnych napięć — mówi jeden z wysokich menedżerów z grupy PZU.