W USA e-spółki redukują kadry
W ślad za spadkiem notowań spółki zmniejszają koszty
W Stanach Zjednoczonych zaczynają się zwolnienia pracowników w spółkach internetowych. Badania wskazują, że to dopiero początek procesu, który potrwa przynajmniej dwa lata.
Po spadku giełdowych notowań akcji spółek internetowych przyszła kolej na zwolnienia pracownicze. Nie powinno stanowić to zaskoczenia dla zatrudnionych tam osób — specjaliści przestrzegali, iż nie wszystkie internetowe firmy przetrwają na rynku. Powodem jest postawa funduszy venture capital, które nie są już tak chętne do finansowania sieciowych przedsięwzięć.
Jeszcze do niedawna w Stanach Zjednoczonych panował prawdziwy boom na tego typu inwestycje. Ostatnie miesiące jednak odwróciły te trendy i obecnie portale internetowe w Stanach Zjednoczonych muszą obcinać koszty.
Wzrasta tempo
Badania przeprowadzone przez Challenger, Gray & Christmas, firmę doradztwa personalnego, pokazują, że od grudnia 1999 roku 59 amerykańskich e-spółek zwolniło 5,4 tys. osób. Jedna trzecia z nich regularnie zawieszała działalność, zamykając biura.
— Nie sądzę, byśmy byli bliscy końca tego procesu — powiedział dla CNN John Challenger, dyrektor generalny Challenger, Gray & Christmas.
Podkreśla on, że obecnie więcej pracowników zwalniają firmy internetowe wyspecjalizowane w usługach dla konsumentów, czyli B2C (business-to-consumer). Wkrótce powinna jednak przyjść kolej także na firmy wyspecjalizowane w usługach dla biznesu (B2B). Tempo zwolnień przybrało drastycznie na sile w dwóch ostatnich miesiącach. Rekordzistą był internetowy sklep boo.com, który posłał na bruk 400 osób.
Forrester Research, który specjalizuje się w badaniach Internetu, przewiduje, że do 2002 roku nie przetrwa nawet połowa obecnie istniejących firm internetowych. Analitycy podkreśla, że nie wystarczy dobry produkt — padają także firmy, które wygrywały różnorakie rankingi.
Lukratywne opcje
Jeszcze na początku roku tradycyjne firmy przeżywały prawdziwy exodus doświadczonych pracowników, którzy byli kuszeni przez firmy internetowe. Pod koniec lutego do jednej z takich firm odeszła Heidi Miller, dyrektor finansowa Citibanku.
E-spółki oferują bowiem pracownikom opcje na zakup swoich akcji po określonej (niższej niż w emisji) cenie. Często opcje były narzucane przez spółki jako przymusowa część wynagrodzenia. Trzy miesiące temu takie propozycje wydawały się niezwykle korzystne. Teraz jednak, gdy akcje zaczęły gwałtownie spadać, opcje okazały się pułapką. Dla pechowców pozostaje tylko nadzieja, że walory e-spółek jeszcze odbiją.