Wahania walut przeszkadzają giełdom

Piotr Kuczyński
24-09-2003, 00:00

Amerykanie w poniedziałek też nie wytrzymali nacisku giełd zagranicznych i rynku walutowego. Uważałem, że ich kliniczny optymizm i lekceważenie zagrożeń mogą wywołać podejście do problemu, które można by było podsumować zdaniem: niech inni się martwią. Tak się do końca nie stało, chociaż spadki indeksów na NYSE były zdecydowanie mniejsze niż w Europie. Zakładam jednak, że wkrótce inwestorzy zaczną znowu lekceważyć rynek walutowy, uważając, że silna gospodarka USA będzie przyciągała kapitał, a amerykańscy eksporterzy będą zarabiali więcej dzięki słabej walucie. Pierwsza część tej tezy w dłuższym okresie jest błędna, ale Amerykanie muszą się do niej przekonać na własnej skórze i trochę potrwa, zanim to do nich dotrze.

W poniedziałek mieliśmy pierwsze uderzenie podaży. „Gadające głowy” w telewizji nie zdążyły jeszcze pocieszyć inwestorów. W związku z tym pojawiły się obawy, że zagraniczne fundusze inwestycyjne zaczną sprzedawać akcje, chcąc zrealizować duże zyski z tego roku i jak najmniej stracić przy repatriacji kapitału z powodu słabnącego dolara. Niepokojono się też o to, czy zawsze skorzy do podtrzymywania dolara Japończycy będą nadal kupowali obligacje amerykańskie z taką chęcią, jak to robili dotychczas. W związku z tym spadła cena obligacji podnosząc rentowność, a to nie mogło się inwestorom podobać. Wyższe rynkowe stopy procentowe to mniejsze prawdopodobieństwo ożywienia gospodarki. W obawie o sytuację na rynku znowu wzrosła cena złota, nieubłaganie dążąc do przekroczenia poziomu 420 dolarów za uncję. Wykresy sygnalizują, że cała pięciofalowa struktura wzrostu w USA kończy się, jednak spadek nastąpił na bardzo małym wolumenie, co znacznie umniejsza jego wartość prognostyczną. Wolumen zmniejszający się wraz ze spadkiem indeksów jest wręcz „byczym” wskaźnikiem.

Wczoraj rynki walutowe nie uspokoiły się. Jen nadal się umacniał — święto w Japonii umożliwiało taki ruch. Już dzisiaj możliwa jest interwencja walutowa. Euro wahało się, a inwestorzy byli bardzo nerwowi. Sesje na giełdach Europy rozpoczęły się od odbicia, ale było ono tak słabe, że podaż szybko je zgasiła.

Uważam, że rynek walutowy wkrótce uspokoi się, a do ustalenia kierunku indeksów giełdowych potrzebne będą inne impulsy — zapewne raporty kwartalne, co pokazała wczoraj reakcja na wyniki spółek z amerykańskiego sektora finansowego (indeksy w Europie zaczęły wtedy rosnąć).

Polski rynek akcji, po początkowym spadku, rósł korzystając z bardzo małej aktywności podaży i bardzo małego obrotu. Po poniedziałkowej sesji widać już było, że do odbicia jest blisko, bo oscylator Ultimate był wyprzedany, ale nie ma żadnej pewności, że wzrost będzie dłuższy. Wyprzedanie wcale nie jest skrajne.

Najgorsze, co mogłoby się zdarzyć, to powrót indeksu pod poziom 1465 pkt i zanegowanie całego układu podwójnego dna. Dlatego też popyt nad tym poziomem po prostu musiał spróbować uderzyć, ale to może być tylko odroczenie wyroku. Widać, że nie ma w tej chwili kapitału zdolnego do poważnej walki o rynek. Gdyby był, to do takiej przeceny, jak we wrześniu, nie powinien dopuścić.

Układ techniczny sygnalizuje, że teraz można oczekiwać jedynie odbić indeksów. Można próbować polować na poszczególne spółki, ale nie będzie to takie proste, bo w czasie fali „c” mniej lub bardziej, ale jednak traci na wartości ponad 90 proc. spółek. Ryzyko straty występujące przy kupnie akcji jest nadal bardzo duże.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wahania walut przeszkadzają giełdom