Wakacyjna hossa łukiem ominęła papiery Kruka

Kamil Zatoński
opublikowano: 2003-08-04 00:00

Ożywienie na GPW nie stało się udziałem akcji grupy kapitałowej W. Kruk. W lipcu spółka była jednym z giełdowych maruderów. Przez cały miesiąc jej akcje podrożały jedynie o 1,1 proc. Zainteresowanie tymi walorami jest niewielkie. Dzienna wartość obrotu tylko incydentalnie przekraczała w ubiegłym miesiącu poziom 40 tys. zł.

Szefowie spółki musieli stonować wcześniejszy optymizm. Firmie nie udało się odrobić strat z pierwszego kwartału. Dla spółki, w akcjonariacie której pierwsze skrzypce odgrywa rodzina Kruków (28 proc. głosów na WZA), miniony kwartał był lepszy, ale i tak strata netto — według prognoz zarządu — wyniosła 1,2 mln zł. Finansistom z Kruka trudno w ogóle utrafić z prognozą. Ubiegły rok zakończył się korektą oczekiwań aż o 12 proc. w dół. W tym roku prognozę sprzedaży obniżono o 7 proc., a zysku —aż o 54 proc. Powód jest ciągle ten sam — gorsze od oczekiwanych wyniki jednej ze spółek zależnych.

Spółka zadebiutowała na giełdzie w lipcu ubiegłego roku. Udało się jej sprzedać dwie trzecie z ponad miliona akcji. Zarobiła na tym prawie 21,4 mln zł. Cenę emisyjną ustalono na poziomie 35 zł, jednak już na pierwszej sesji notowania spadły o 9 proc., a do końca miesiąca akcje były warte niewiele ponad 25 zł. I to mimo wysokiej wyceny analityków. Sytuacja poprawiła się dopiero w ostatnich tygodniach 2002 r. W obecny rok wchodziły na poziomie 27,5 zł. Później jednak wszystko wróciło do „normy”, a dno zostało złapane pod koniec czerwca, kiedy papiery Kruka osiągnęły minimum na poziomie 17,3 zł.

Drugie półrocze 2002 było dla spółki dużo lepsze od pierwszego, choć i tak osiągnięty na koniec minionego roku zysk — 54 tys. zł — wrażenia nie robił. Kulą u nogi dla grupy była spółka zależna Rytosztuka, wytwarzająca biżuterię skierowaną do niższego segmentu rynku. Zamknęła ona rok stratą netto na poziomie 1,6 mln zł. Zakończona w tym roku restrukturyzacja — rezygnacja z kilku segmentów rynku — przyniosła widoczne rezultaty. W drugim kwartale osiągnięto minimalny zysk netto (24 tys. zł). Na cały rok skorygowana prognoza dla Rytosztuki mówi o 7 mln zł przychodów ze sprzedaży i 242 tys. zł zysku netto.

Zmartwień szefom Kruka w tym roku dostarcza za to inna ze spółek grupy — DCG. W ubiegłym roku została jednym z filarów grupy kapitałowej. Jej przychody stanowiły prawie jedną trzecią skonsolidowanej sprzedaży. Liczono na dalszy wzrost, tymczasem firma, która sprzedaje odzież pod marką Deni Cler, miała kiepskie pierwsze półrocze. Długa zima przedłużyła wyprzedaże i opóźniła wprowadzenie kolekcji letnich. Strat nie uda się już odrobić. Prognozę sprzedaży DCG skorygowano aż o 80 proc. w dół. To główna przyczyna zweryfikowania w dół pierwotnej prognozy zysku netto dla grupy z 2,9 do 1,3 mln zł. Dodatkowym czynnikiem pogarszającym wyniki były duże wahania kursu euro.

Szans na poprawę wyników zarząd upatruje we wprowadzeniu na rynek nowego brandu, odzieży Mia Piu. Po pół roku funkcjonowania, trzy salony sprzedaży tej marki osiągnęły dodatni wynik operacyjny. W sumie grupa ma już ponad 60 salonów sprzedaży, do końca roku powstaną kolejne trzy.

Emitent jest pierwszym przedstawicielem sektora dystrybucji wyrobów luksusowych na GPW. Brak większej konkurencji mógłby przekonać inwestorów do włączenia spółki do swoich portfeli, ale słabe prognozy wyników za pierwsze półrocze nakazują ostrożność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Rynki, na których działa firma, są bardzo rozdrobnione. W dodatku segment wyrobów luksusowych nie gwarantuje wysokiej dynamiki popytu. Spółka rozszerza jednak swój repertuar marek, rozbudowuje sieć handlową i w obliczu ożywienia gospodarczego można się spodziewać, że drugie półrocze — tradycyjnie charakteryzujące się wyższą sprzedażą — może choć w części pozwolić odrobić straty. Ale czy będzie to oznaczało realizację prognozy wyników na koniec roku? Te nawet po zweryfikowaniu wydają się bardzo ambitne. Sugeruje to, że na lipcowej korekcie się nie skończy.