W założeniach budżetu rząd zapisał podniesienie płac budżetówki o wysokość inflacji. Związki zawodowe chcą waloryzacji o 5,3 proc.
Na forum Komisji Trójstronnej trwa gorąca dyskusja na temat wysokości płac w sferze budżetowej w przyszłym roku.
Rząd chce, by waloryzacja wynagrodzeń była równa zakładanej inflacji, czyli 2,8 proc. Związki zawodowe oczekują tymczasem, że płace wzrosną o 5,3 proc.
Dwa głosy
Solidarność, OPZZ i Forum Związków Zawodowych mówią w tej sprawie jednym głosem.
— Proponujemy, żeby wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosły o wskaźnik inflacji zakładany na 2,8 proc. plus połowa wzrostu PKB, czyli 2,5 proc. Daje to wzrost wynagrodzeń o 5,3 proc. — mówi Ryszard Łepik, zastępca przewodniczącego OPZZ.
Związkowcy oczekują także wyższego od zapisanego w założeniach wzrostu płacy minimalnej. Zgodnie z nimi rośnie ona także tylko o wskaźnik inflacji — do 847,1 zł. Jest to znacznie mniej od przyrostu przeciętnego wynagrodzenia. Rząd zna już od dawna stanowisko związków, ale jest nieugięty.
— Jest to dla nas ogromne zaskoczenie, zwłaszcza obecnie, gdy po wstąpieniu do UE widoczne są dysproporcje w poziomie świadczeń i wynagrodzeń. Rząd jest jednak odporny na argumenty. Jego przedstawiciele przychodzą na spotkania bez woli negocjacyjnej — twierdzi Ryszard Łepik.
Znajdźmy kompromis
Pracodawcy — trzecia strona komisji — liczą na porozumienie.
— Sprawa płac w budżetówce jest skomplikowana. Szeregowi pracownicy, których płaca regulowana jest według wskaźnika założonego w budżecie, rzeczywiście w niewielkim stopniu korzystają ze wzrostu gospodarczego. Jest jednak grupa osób wynagradzana w systemie mnożnikowym (kierownicze stanowiska, służba cywilna, sędziowie, prokuratorzy itp.) i w ich przypadku wzrost płac sięgnął w 2003 r. 19 proc. Chcemy zatem zaproponować związkom i rządowi podniesienie wzrostu płac w pierwszej grupie, a wynagradzanym według mnożnika zamrozić wynagrodzenia — twierdzi Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club.