Wall Street czeka na skok

Kamil Koprowicz
opublikowano: 2012-03-21 00:00

Spada zmienność indeksu S&P500 i obroty na amerykańskiej giełdzie, tak jak przed kilkuletnią hossą rozpoczętą w 1995 r.

Indeks określany jako punkt odniesienia rynku akcji w USA w tym roku zyskiwał lub tracił przeciętnie 0,46 proc. w porównaniu z 1,04 proc. średnich odchyleń w całym 2011 r. To najniższa zmienność indeksu S&P500 od 1995 r., czyli początku kilkuletniej wzrostowej passy amerykańskiej giełdy. Na Wall Street spadły też wyceny spółek — o 40 proc. w porównaniu z grudniem 2009 r. Dodatkowo powiązanie notowań poszczególnych emitentów spadło najmocniej od trzydziestu lat.

Zapowiedź długiego rajdu

Jednocześnie mniej dzieje się na samej giełdzie. Obroty na Wall Street spadły do najniższych wartości od 13 lat. Doradcy inwestycyjni z USA o byczym nastawieniu zwracają uwagę na historię. Według optymistów, spadek obrotów i niższa zmiana dziennych notowań głównych spółek przypomina 1995 r. Wówczas po powrocie na rynek części ostrożnych inwestorów indeks S&P500 zanotował kilkuletni rajd w górę.

— Niska zmienność może okazać się dobra, w kontekście powrotu na rynek części inwestorów. Choć na Wall Street widać bycze zapędy, niektórzy gracze nadal są pełni obaw, nie mogą znieść dynamiki rynku. Mniejsza zmienność wywoła powrót zdrowego rozsądku — mówi Tim Hoyle, dyrektor pionu badawczego firmy inwestycyjnej Haverford Trust.

Mniej strachu

W ubiegłym tygodniu indeks S&P500 zyskał 2,4 proc., a Dow Jones Industrial Average osiągnął najwyższy kurs od 2007 r., mimo spadku obrotów do miesięcznego minimum. Wzrost wspomogły dobre dane o sprzedaży detalicznej z USA i nieco większy optymizm amerykańskiej Rezerwy Federalnej, dotyczący obecnej kondycji gospodarki. Indeks S&P500 zyskał już 28 proc. od zeszłorocznego minimum, zanotowanego w październiku. Ostatni kierunek amerykańskiej giełdy i dane makroekonomiczne przyciszyły obawy rynku o recesję w USA, które sprowadziły indeks mocno w dół w drugiej połowie 2011 r. Chwilowe zaleczenie greckich problemów pomocą finansową z Unii Europejskiej i druga runda operacji LTRO przeprowadzona przez Europejski Bank Centralny dodały nieco odwagi amerykańskim inwestorom. Indeks S&P500 tylko raz w tym roku spadł na jednej sesji o ponad 1 proc. (6 marca) w porównaniu z 12 takimi dniami w każdym kwartale 2011 r. To również najlepszy wynik od 1995 r. Relacja ceny do zysków spółek z indeksu S&P500 spadła do 14,5 razy z 24,2 notowanych w grudniu 2009 r. To również mocno przypomina spadek wskaźnika P/E z 26,5 do 16 przez okres 32 miesięcy, zakończony w styczniu 1995 roku. Wówczas, po przecenach, indeks S&P500 urósł o ponad 30 proc. do końca roku i podtrzymał dobrą passę w kolejnych latach.

— Nie zakładamy na 100 proc. powtórki z 1995 r., ale uważamy, że inwestorzy powinni być świadomi istotnego prawdopodobieństwa podobnego zachowania amerykańskiej giełdy obecnie — mówi Laszlo Birinyi, prezes firmy badawczo- -analitycznej Birinyi Associates i jeden z pierwszych finansistów, którzy doradzali kupno akcji w marcu 2009 r., przed prawiedwukrotnym wzrostem notowań indeksu S&P500.

Czekając na nieprzekonanych

Według amerykańskich doradców inwestycyjnych, ważny będzie moment, kiedy na rynek odważniej wejdą indywidualni inwestorzy. Z reguły ta grupa wchodzi na rynek na ostatnim etapie hossy. Do tej pory drobnych inwestorów straszyły niepewny klimat polityczno-gospodarczy na świecie, nerwowość na rynku i wysoka zmienność głównych indeksów.

— Nastawienie indywidualnych inwestorów to jeden z powodów, dla których warto teraz rozważyć kupno akcji. Posiadają oni jeszcze zapas kapitału do ulokowania na giełdzie, w momencie gdy odzyskają pewność siebie. Obecnie przypadkowo spotkana osoba na ulicy nie chce inwestować pieniędzy w akcje. Drobni gracze są zmęczeni brakiem zysków w ostatnich latach. Dla mnie to oznacza, że akcje są jeszcze relatywnie tanie — mówi Malcolm Polley, dyrektor inwestycyjny Stewart Capital Advisors.

[ŹRÓDŁO: BLOOMBERG]