Ostatecznie indeks Dow Jones stracił aż 5,11 proc., S&P500 opadł o 5,7 proc. (po raz pierwszy od pięciu lat poniżej 1000 pkt), zaś Nasdaq o 5,8 proc.
Wall Street stała się obecnie miejscem dla inwestorów o stalowych nerwach. Indeksy mocno falują, a wszystko to odbywa się w silnym trendzie spadkowym. Każdy negatywny dla parkietów impuls jest z miejsca dyskontowany, zaś informacje mające oddźwięk raczej pro popytowy są coraz częściej ignorowane.
Nie inaczej było we wtorek. Sygnał do gwałtownego spadku dał Bank of America. Finansowy gigant publikując słabe wyniki kwartalne zapowiedział redukcję dywidendy i plan pozyskania dodatkowych kapitałów. Chce zebrać z rynku co najmniej 10 mld USD. Wszystko po to by się bronić przed wzbierającą recesją. Szef banku stwierdził bowiem, że nie widzi szans na szybką poprawę koniunktury w gospodarce.
A tą chce coraz mocniej wspomagać Fed. Władze monetarne - co jest dosyć zaskakujące, że tak nagle, tak szybko, i akurat teraz - stwierdziły, iż spada zagrożenie ze strony inflacji. To – zdaniem Bena Bernanke, szefa Fed – pozwala na przyjęcie opcji obniżenia stóp procentowych. Biorąc pod uwagę to, że spowolnienie gospodarcze, nie mówiąc nawet o recesji charakteryzuje się spadkiem popytu, co przekłada się automatycznie na zmniejszenie presji inflacyjnej, to obecne słowa Bernanke, mogą budzić jedynie uśmiech politowania. Czy to było nie do przewidzenia już kilka miesięcy wcześniej? Po co w tym wypadku Fed szedł w zaparte, strasząc utratą kontroli nad cenami i mamiąc stabilnym wzrostem amerykańskiej gospodarki.
O powadze obecnej sytuacji przekonywać może też, inna wtorkowa decyzja Fed, znów bardzo desperacka – o odblokowaniu rynku pieniężnego i powołaniu agencji, która będzie kupować papiery komercyjne. Ruchy władz monetarnych wydają się ostatnio bardzo chaotyczne - to szukanie na oślep ratunku.
Stawce najmocniej przecenianych blue chipów przewodziły walory BofA (spadek momentami przekraczał 20 proc.). Mocno oberwały także Citigroup i JP Morgan. Na wartości traciły również spółki reprezentujące sektory produkcyjne i medialne z Boeingiem, General Motors i Walt Disney na czele.
W odmiennych humorach upływał za to dzień posiadaczom papierów koncernów paliwowych, wśród nich szczególnie akcjonariuszom Exxon Mobil. Ale i one na finiszu zaświeciły się na czerwono.
Relatywnie dobrze na tle spadającego rynku zachowywały się też prze długi czas akcje American Express (lidera wśród wydawców kart kredytowych) oraz AMD, producenta mikroprocesorów, który poinformował o nowym partnerze kapitałowo-biznesowym.
Od początku roku S&P 500 stracił 32 proc., a Dow Jones 29 proc. O tej porze roku, oba indeksy więcej traciły ostatni raz w 1937 r.