Waniliowe inwestycje Rockefellerów

Lukratywne, czyli z toną lukru? Przemawiają za tym aktywa, których potencjał podnosi sam dotyk dłoni: pudrowe baleriny, nenufary, gwiazdy

Nie ma nic pewnego, oprócz gwiazd i matematyki — pisał Albert Einstein, romantycznie pomijając wątek podatków i przemijania, mimo że list nadano w Anglii w ponury przedwojenny wrzesień. W maju będzie go można licytować na internetowej aukcji, a Christie’s spodziewa się wartości w przedziale 6-9 tys. GBP (29-43 tys. zł), otwierając przy okazji furtkę polemice, czy z fizykiem i tym razem trzeba się czołobitnie zgadzać. W majowym kalendarzu domu aukcyjnego zapowiedziana jest w końcu nie tylko licytacja papierowych pamiątek po Einsteinie, ale też różnych materiałów, spośród których jedwabne podszewki przylegały do ciała Audrey Hepburn, a zamalowane płótna do ścian Rockefellerów. Czynnikiem łączącym te zbiory jest wymarzona proweniencja, czyli pochodzenie, dzięki któremu nawet w dobra niepozorne można inwestować jak w kolekcjonerskie rzadkości. Różni je natomiast teoria: dla Hepburn aksjomatem byłyby baleriny, nie prawa matematyki — baleriny w ilości dążącej do nieskończoności.

Zobacz więcej

Z RĄK DO RĄK: W przeciwieństwie do flagowego motywu Moneta zapiski czy zdjęcia Alberta Einsteina mogłyby znaleźć nabywcę na krajowym rynku. Listy wycenia się na kilka tysięcy funtów, a fotografię pięćdziesięcioletnich wtedy dłoni do ponad 70 tys. zł. Fot.Christie's

Praca fizyczna

Cząsteczki o masie i energii będą konkurowały ze sznurami pereł w tym samym czasie, bo zarówno internetowa aukcja zapisków Einsteina, jak i garderobianych skarbów Hepburn potrwa od 2 do 9 maja. Mimo oczywistej niedyskrecji pierwsze aktywa zjednują błyskawicznie — za kilka tysięcy funtów można gładzić w palcach kartki, na których człowiek stulecia, wspierając brzeg własnej dłoni, opisywał różne wątki swojej codzienności, wplatając teorię względnościtak, jakby była zwykłą pracą w urzędzie czy zdarzeniem na cudzych imieninach. W jednym z listów pisze o urodzinach Edisona, w innym cieszy się, że ma zawód sprowadzający się do czynności we własnej głowie, bo przy wyjazdach nie musi się długo pakować.

Dla inwestujących w stare druki i podobne zapiski trudno o lepszą rekomendację, jednak gdyby ktoś istotnie nie potrafił wyobrazić sobie palców Einsteina przytrzymujących pożółkły już papier, w katalogu jest też osobliwa para zdjęć — wyceniony do 15 tys. GBP (72 tys. zł) wspólny portret jego prawej i lewej dłoni. Są czarno-białe, zwrócone do widza czytelnym, nagim wnętrzem — nagim, bo rękawiczki aż po łokcie czekają na następnej aukcji, z estymacją do 1,2 tys. GBP (5,7 tys. zł), ale za pięć par. W przeciwieństwie do listów czy fotografii, które upłynnić można na aukcjach różnych antykwariatów, wachlarz białych rękawiczek — cztery pary z koźlęcej skórki, jedna z satyny — zalicza się już w pełni do memorabiliów, czyli pamiątek, których rynek jeszcze nie rozwinął się w Polsce. Oprócz wieczorowej galanterii i kliku kremowych plastikowych telefonów katalog rozpościera przed inwestorem obfitą ofertę odzieży używanej, od pełnych wyjściowych zestawów po pojedynczą walizkę usianą emblematami Louisa Vuittona. Na przykładową parę o spodziewanej wartości 3-5 tys. GBP (14-24 tys. zł) składają się dwa buty i liczący pół wieku płaszcz z gabardyny w kolorze kości słoniowej, a więc z niezbyt grubej wełny na wczesną słoneczną jesień. Poza mnóstwem czarno-białych zdjęć sporo jest też butów, a dokładnie balerin, czyli takich niewinnie płaskich, które rozgłos zawdzięczają właśnie szczupłym kostkom Audrey Hepburn. Para w odcieniu bladoróżowym ma estymację do 2,5 tys. GBP (12 tys. zł) i — co może zaskoczyć — historię wystawową, bo buty eksponowało już Museo Salvatore Ferragamo we Florencji. Całkowicie nieużywane baleriny Ferragamo kosztują natomiast około 475 EUR (2 tys. zł), więc za jedną parę od Hepburn byłoby aż sześć udających.

Siedem cyfr ceny

Gdyby dla wdzięczącej się ze zdjęcia Audrey Hepburn trzeba było znaleźć powszechnie ubóstwiany odpowiednik wśród lodów, byłyby pewnie waniliowe, a wśród obrazów? Nieśmiertelne lilie wodne — Monet, impresjonizm — stanowiące razem zbiór haseł, które machinalnie kojarzy się z czymś bezdyskusyjnie ładnym. Na okres internetowych licytacji rąk Einsteina i rękawiczek Hepburn przypada też jedna z kilku znacznie istotniejszych aukcji, bo 8 maja w Nowym Jorku pod młotek pójdzie skrawek wystawionej na sprzedaż kolekcji Peggy i Davida Rockefellerów.

Tym razem licytowana nie będzie ceramika, meble czy cenne drobiazgi, tylko malarstwo, przy czym już samo przeglądanie katalogu daje poczucie zwiedzania niewielkiego muzeum, które płaci horrendalne składki na ubezpieczenia. Nasłoneczniony egzotycznymi żółcieniami Gauguin, kolorowy jak tapeta Matisse, kanciasty Picasso, Monet, Manet, a nawet połyskujący perłową skórą Renoir — na 34 prace tylko jedna nie ma spodziewanej ceny w milionach dolarów. Dla słynnych nenufarów estymacja nie została podana, dlatego warto nadmienić, że rekord na rynku prac malarza to 72,5 mln USD (247,6 mln zł) za — dosłownie i w przenośni — kupę siana. Same wodne lilie, a właściwie migotliwe fragmenty tafli stawu pomiędzy nimi, Monet przenosił na płótno przez dwie ostatnie dekady życia, przy czym bliżej końca wprowadził efektowniejszy, choć mniej poręczny format. Jak podaje katalog, wystawiona odsłona nenufarów ma 1,8 m długości, a zachowało się zdjęcie, na którym malarz rzeczywiście stoi przed ogromnym płótnem rozpiętym przy brzegu sadzawki, osłaniając się przez słońcem białym ogrodowym parasolem.

Te późne ujęcia lilii nie były już tak dosłowne jak początkowe, były malowane zamaszyście i w pewnym sensie mniej rzetelnie, jakby sztuka w tym jednym momencie oderwała się od dotychczasowej funkcji służalczego odtwarzania istniejących widoków. W przeciwieństwie do nenufarów uładzonych małym pędzelkiem te o fioletowych liściach i jaskrawym błękicie musiały poczekać kolejne dwie dekady, żeby wykąpać się w fali zachwytów — impresjonizm jak z cukrowej waty musiał przebrzmieć, ustępując obrazom malowanym szczotkami, a później już nie malowanym, tylko rozbryzgiwanym w dziką melodię z głowy Pollocka.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waniliowe inwestycje Rockefellerów