Warszawa-Gdynia bez blokady

Magdalena Laskowska
14-03-2006, 00:00

Dwie firmy próbowały wrócić do gry o projekt modernizacji popularnej trasy kolejowej. Arbitrzy odrzucili ich odwołania.

W grudniu ubiegłego roku PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) ogłosiły przetarg na wykonanie dokumentacji projektowej dla modernizacji linii kolejowej E65 na odcinku Warszawa — Gdynia w Polsce. PKP PLK przewidziały na tę inwestycję 9 mln EUR. Jedynym kryterium oceny ofert była cena.

Walkę o zamówienie toczą już tylko cztery firmy z bardzo zróżnicowanymi cenami: od 4,6 mln EUR do 8,9 mln EUR. Oferty czterech pozostałych wykonawców zostały wykluczone ze względu na niespełnienie wymagań zawartych w specyfikacji. Z postępowania wypadło konsorcjum De-Consult z ofertą wartą 6,1 mln EUR oraz niemieckie konsorcjum Bunk (9,1 mln EUR). Te dwa podmioty nie protestowały i nie odwoływały się od decyzji zamawiającego. Ale to nie znaczy, że pozostali kandydaci złożyli broń. PKP PLK miały również zastrzeżenia do ofert Europrojektu Gdańsk w konsorcjum z niemieckim Schmidt Stumpf Fruhauf und Partner Ingenieurgessellschaft (8,9 mln EUR) oraz BPI Consult (5,9 mln EUR). Oba podmioty złożyły protesty do PKP PLK oraz odwołanie do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

— Oddaliliśmy protesty, gdyż ustawa wymaga, by protestujący wykazał interes prawny. W przypadku przywrócenia ich ofert do przetargu, żadna z nich nie byłaby najkorzystniejszą ze względu na wysoką cenę — tłumaczył podczas rozprawy Robert Mikulski, radca prawny PKP PLK.

Decyzją zespołu arbitrów oba odwołania odrzucono.

— Mieliśmy interes prawny w tej sprawie, gdyż zauważyliśmy nieścisłości w ofertach konkurencji. Najtańsza oferta za 4,6 mln EUR narusza prawo w kwestii tzw. rażąco niskiej ceny. To niemożliwe, żeby za połowę przewidywanej nawet przez zamawiającego ceny wykonać taki projekt. Badania geodezyjne są strasznie drogie, więc taka cena wydaje się nierealna — mówi Tomasz Kołakowski, prezes zarządu Europrojekt Gdańsk.

Wykonawca będzie miał 17 miesięcy na wykonanie projektu od dnia podpisania umowy.

— To za mało czasu na takie zadanie — mówi Tomasz Kołakowski.

Niedoszły wykonawca ma siedem dni na złożenie skargi do sądu okręgowego.

— Nie pójdziemy do sądu, bo nie jesteśmy pieniaczami — zapewnia Tomasz Kołakowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Laskowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Warszawa-Gdynia bez blokady