Warszawa warta partyjnej mszy

23-11-2017, 22:00

Francuski król Henryk IV Burbon w 1594 r. zadeklarował przejście z kalwinizmu na katolicyzm słynną maksymą „Paryż wart jest mszy”, chcąc zdobyć przychylność mieszkańców katolickiej stolicy. Zachowując wszelkie proporcje — współcześnie dla naszej klasy politycznej wcale nie mniej atrakcyjna wydaje się posada prezydenta Warszawy. Wystarczy przypomnieć wielkość budżetu stolicy — w 2017 r. dochody wyniosą ponad 15 mld zł, wydatki zaś 16,5 mld zł (deficyt pokryty zostanie z kredytów), w tym prawie 3 mld zł pójdzie na inwestycje.

Zobacz więcej

Fot. Krystian Maj FORUM

PiS od czasów Lecha Kaczyńskiego nie miało szans na prezydenturę Warszawy. Dlatego na początku roku podjęło żenującą próbę zmiany jej ustroju, pod płaszczykiem tzw. metropolii, w której o obsadzie fotela w ratuszu mieli współdecydować mieszkańcy gmin z podwarszawskiego pierścienia, bardziej sprzyjający PiS. Na szczęście projekt fatalnej metropolii w atmosferze wstydu trafił do kosza. Obecnie, przedstawiając projekt zmiany kodeksu wyborczego, który wczoraj przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie, władcy kraju dokonują skoku na gminy do 20 tys. mieszkańców, niszcząc w nich samorządność opierającą się dyktatowi partii. Jednak w upolitycznionej z definicji stolicy oraz innych metropoliach istotnych zmian nie będzie. Szansę na przejęcie wielkiej samorządowej kasy PiS widzi przede wszystkim w rozbiciu opozycji na wiele list i wielu kandydatów na prezydentów.

Do niedawna takie nadzieje były w pełni zasadne, zwłaszcza w Warszawie. Od wczoraj nagle się to zmieniło. Szefowie rywalizujących o podobny elektorat PO i Nowoczesnej, czyli Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru (do soboty jest nim na pewno), nadzwyczaj zgodnie oznajmili, że kandydatem obu partii na prezydenta będzie Rafał Trzaskowski, poseł PO i były minister, a kandydatem na wiceprezydenta — Paweł Rabiej, współzałożyciel Nowoczesnej. Od razu trzeba przypomnieć, że wójt/burmistrz/prezydent powołuje i odwołuje zastępcę zarządzeniem, zatem w kampanii wyborczej postać Pawła Rabieja formalnie w ogóle nie zaistnieje i ma wymiar wyłącznie polityczno-moralny. Naturalnie pojawia się problem dotrzymywania obietnic, bo z tym bywa u polityków różnie. Na przykład w 2015 r. kandydująca na premiera Beata Szydło publicznie oznajmiła Polakom, że ministrem obrony w jej rządzie będzie Jarosław Gowin, ale po wyborach Jarosław Kaczyński obsadził Antoniego Macierewicza. Aż tak grube kłamstwo w przypadku samorządowej umowy warszawskiej wydaje się jednak niemożliwe. Zupełnie inna kwestia, jak po ewentualnym zwycięstwie prezydent z PO będzie współpracował z nieodwoływalnym politycznie (bo prawnie w każdej chwili) ambitnym pierwszym zastępcą z Nowoczesnej.

Ekumeniczna msza partyjna w Warszawie to dopiero pierwszy sygnał. Podobne porozumienia wyborcze zawierane będą w innych metropoliach oraz na poziomie sejmików. Na niższych szczeblach samorządu Nowoczesna w ogóle nie istnieje, natomiast nieźle prezentuje się tam PSL. W każdym razie zaskakująca, w kontekście wcześniejszych oświadczeń, umowa Grzegorza Schetyny z Ryszardem Petru bezdyskusyjnie tworzy nową jakość przed wojną w 2018 r. o samorządy. I raczej nie zostanie zakłócona wynikiem sobotnich wyborów przewodniczącego Nowoczesnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Warszawa warta partyjnej mszy