Warto podążać za zarządzającym

Jagoda Fryc
opublikowano: 2012-10-26 00:00

Podkupywanie gwiazd od konkurencji to metoda TFI na poprawę wyników funduszy. Przeważnie skuteczna

Trzęsienie ziemi przeżyło w marcu TFI Allianz. Ipopema podkupiła dwóch zarządzających: Jerzego Kasprzaka i Pawła Jackowskiego, a do odejścia do Open Finance TFI szykował się szef zespołu Marek Mikuć. Prezes Jarosław Skorulski musiał szybko reagować, bo wyniki funduszy, które przez lata należały do czołówki, przestały zadowalać klientów. Ściągnął Pawła Małyskę, który w latach 2010-11 pracował w Opera TFI, a z Pioneer Pekao TFI — Huberta Kmiecika. Mniej więcej w tym samym czasie jeszcze większe problemy przeżywała Idea TFI, która poniosła ogromne straty przez bankructwa kilku budowlanych spółek. Po kilku miesiącach walki o uratowanie portfeli się poddała i zawiesiła odkupywanie jednostek. Poddali się również zarządzający, którzy wyczerpani walką o uratowanie, w szczególności flagowego Idea Premium, rozpoczęli ewakuację. Wojciech Górny powrócił na „stare śmieci” do Millennium TFI, Leszek Milczarek zajął puste biurko w Allianzie, a Michał Ferenc udał się pomnażać pieniądze przyszłych emerytów w Generali OFE. Niedługo później Marek Mikuć do Opena z Allianza Cezarego Markiewicza, a BPH TFI przyjęło na pokład Pawła Gołębiewskiego z Millennium TFI oraz Jarosława Lisa z Union Investment TFI.

Zmiana dla wyników

A to tylko najgłośniejsze transfery w 2012 r. Ten rok nie jest wyjątkiem — według wyliczeń Analiz Online w 2011 r. w zespołach zarządzających doszło do ponad 400 zmian, a dotyczyły funduszy o aktywach przekraczających 50 mld zł. Skąd ta kadrowa karuzela? Kapryśny rynek skłania TFI do walki o najlepszych specjalistów z nadzieją, że podkupione gwiazdy będą powtarzać sukcesy w nowym miejscu pracy. Poprawa wyników ma przyciągnąć klientów. Kuszą więc zarządzających wyższymi wynagrodzeniami i perspektywą awansu.

— W Polsce jest bardzo duże ciśnienie dotyczące krótkoterminowych stóp zwrotu i miejsca w rankingach. To może powodować nerwowe decyzje zarządów TFI. Sam sposób wynagradzania zarządzających jest bardzo podobny do zachodniego — pensja plus bonus zależny od wyników — tłumaczy zarządzający, który chce pozostać anonimowy.

Wiara w powtarzalność

Stopy zwrotu są głównym czynnikiem, który decyduje o sukcesie lub klapie sprzedażowej funduszu. Każdy transfer osobowy z założenia ma poprawić wyniki. Historia pokazuje, że wielu zarządzającym udaje się powtórzyć sukces w nowym miejscu pracy. Znamiennym przykładem jest Witold Chuść, który jako wicedyrektor departamentu zarządzania w BPH TFI potrafił zdziałać cuda z portfelami obligacji. Po przejściu do Altusa przejął stery w Altus Absolutnej Stopy Zwrotu FIZ Obligacji 1 i wypracował w ciągu ostatniego roku 11,2 proc., podczas gdy średnia rynkowa to niespełna 7 proc. Konrad Łapiński po odejściu ze Skarbca założył autorski fundusz Total FIZ i potrafi zarabiać bez względu na warunki rynkowe — w 2011 r. powiększył portfele klientów o ponad 38 proc., podczas gdy WIG w tym czasie stracił 20 proc. Udanego transferu dokonało także TFI PZU. Wraz z nominacją pod koniec 2010 r. Tomasza Stadnika na szefa departamentu dłużnego fundusze dłużne przeszły prawdziwą metamorfozę. W 2011 r. PZU Papierów Dłużnych Polonez zarobił ponad 12 proc. i był to najlepszy wynik w grupie. Ludmiła Falak-Cyniak, która przez lata skutecznie kierowała zespołem zarządzania w KBC TFI, w ubiegłym roku zasiliła szeregi Skarbca TFI. Zabrała też ze sobą Fryderyka Krawczyka, który w KBC TFI pomnażał pieniądze w jednym z lepszych funduszy gotówkowych na rynku. I Skarbiec zdecydowanie poprawił wyniki, większość funduszy plasuje się teraz w czołówce.

Jerzy Kasprzak — była gwiazda Allianza — na nowym pokładzie już się zadomowił. Kierowany przez niego fundusz Ipopema Agresywny w ciągu sześciu miesięcy zarobił 9,3 proc., przy średniej w grupie 5,0 proc. Jednak nie wszystkie transfery okazują się wartościowe. W ubiegłym roku prawdziwą rewolucję przeprowadził Pioneer Peako TFI. Ze stanowiskiem pożegnał się Sebastian Bogusławski, a do naprawy fatalnych wyników ściągnięci zostali: Peter Bodis i Adam Jenkins. Jednak dotychczas efektów nie widać.

Bez gwarancji

Być może wkrótce powody do zadowolenia będą mieli klienci Generali OFE i BPH TFI, gdzie trafili Michał Ferenc i Paweł Gołębiewski. Za ich czasów Millennium Depozytowy przeszedł prawdziwą metamorfozęi z przeciętnego funduszu stał się jednym z lepszych. To, czy powtórzą sukces w nowym miejscu, zależy od kilku czynników. Każdy zarządzający musi „posprzątać” po poprzedniku i ustawić fundusz pod swój styl i prognozę dla rynku. W zależności od wielkości portfela ten proces może trwać trzy do sześciu miesięcy. Niestety nie ma też pewności, że operacja się powiedzie. Kluczowe jest środowisko pracy. Niektóre TFI dają pełną swobodę w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, a inne preferują zarządzanie zespołowe. Od predyspozycji pracownika zależy, czy odnajdzie się w nowych warunkach. Jednak bez względu na to, czy się uda, czy nie, przegranym zawsze pozostaje klient.

— Każda karuzela transferowa jest korzystna dla pracowników. Z punktu widzenia firmy i klientów zbyt częste zmiany działają niekorzystnie, ponieważ tworzą się okresy przejściowe i pojawia się zamęt w obszarze marketingowo-sprzedażowym oraz w koncepcji i stylu zarządzania — uważa zarządzający, który prosi o anonimowość.

OKIEM EKSPERTA

Zarządzający to tylko ludzie

BERNARD WASZCZYK

analityk Open Finance

Tak samo jak nie ma gwarancji, że dobre wyniki osiągane przez fundusz będą się powtarzały w kolejnych latach, tak nie można nigdy być pewnym, że wędrowanie za sprawdzonym zarządzającym sprawi, że zawsze będziemy zyskiwać więcej niż u konkurencji. Zarządzający to tylko ludzie, nie maszyny. Choć korzystają w pracy ze wsparcia programów informatycznych, ostateczne decyzje podejmują oni. A przecież nie ma ludzi nieomylnych. Każdemu zdarzają się więc okresy lepsze i gorsze. W pracy zarządzającego spore znaczenie ma środowisko, w jakim się pracuje. Jedna firma pozwala rozwinąć skrzydła, w innej co i rusz człowieka sprowadzają na ziemię. Jestem jednak przekonany, że ludzie wchodzący w skład tak elitarnej grupy, jaką tworzą zarządzający funduszami, są wysoko opłacanymi profesjonalistami i w każdych warunkach wykonują pracę tak dobrze, jak tylko potrafią. Przy wyborze funduszu z pewnością warto zwracać uwagę na to, kto zarządza i czy w ostatnim czasie nie zaszły pod tym względem zmiany. Jeśli ktoś jest wnikliwy, to może nawet prześledzić ścieżkę kariery zawodowej zarządzającego (takie informacje można znaleźć w prospektach informacyjnych). Trzeba mieć zaufanie do osoby, której powierza się własne pieniądze, ale nie może to być zaufanie bezgraniczne. Prędzej czy później każdemu może powinąć się noga.