Czytasz dzięki

Warto śmiało stąpać po niepewnym gruncie

opublikowano: 07-07-2015, 22:00

Rozwijaj biznes z najlepszymi: Nie otwieraj firmy w prostej branży w łatwych czasach — to jedna z rad dla przedsiębiorców od Wojciecha Sobieraja, twórcy i prezesa Alior Banku

Od niczego poza pomysłem i zapałem do dużego banku notowanego w WIG20, w którym PZU kupuje 25 proc. akcji za 1,6 mld zł. I to w mniej niż dekadę — to biznesowa ścieżka Wojciecha Sobieraja, prezesa Alior Banku.

WARIAT W MELONIKU:
WARIAT W MELONIKU:
Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku, przyznaje, że do stworzenia i rozkręcenia start-upu trzeba optymizmu i zdecydowania graniczącego z szaleństwem. Jednak kto nie ryzykuje, nie wygrywa, zwłaszcza w walce o klienta z wielkimi korporacjami.
Marek Wiśniewski

— Chyba już zawsze będę robił za start- -upowca, ale dziś Alior ze start-upem nie ma wiele wspólnego — jesteśmy właśnie na etapie przyznawania się przed samymi sobą, że te czasy się skończyły. Ostatnio miałem spotkanie z kadrą zarządzającą, na którym po raz pierwszy nie znałem absolutnie wszystkich. A przecież ja pierwszy tysiąc pracowników banku zatrudniałem osobiście — mówi Wojciech Sobieraj.

O tym, jak rozkręcić wielkie przedsięwzięcie z głową wypchaną pomysłami, ale pustawym portfelem, a także o tym, co zrobić, by nie pozostać w tyle, gdy firma już kręci się na pełnych obrotach, prezes Alior Banku opowiadał podczas konferencji „Rozwijaj biznes z najlepszymi, zorganizowanej przez „Puls Biznesu”.

Styropianowa legenda

Wojciech Sobieraj z dystansem podchodzi do etosu start-upowca.

— Ludzie uwielbiają historie o garażowych początkach, ale w firmie obchodzi to tak naprawdę tylko tych, którzy sami w tym uczestniczyli, dla reszty te sprawy są kompletnie bez znaczenia. Takie historie szybko stają się kombatanckie, łatwo popaść w tony opowieści w stylu, jak to „myśmy ze szwagrem na styropianie o wolność walczyli” — mówi Wojciech Sobieraj.

Dla niego „okres styropianowy” zaczął się w 2006 r. Odszedł wtedy z BPH, w którym przez cztery lata był wiceprezesem, odpowiedzialnym za pion bankowości detalicznej. Wcześniej współtworzył warszawskie biuro Boston Consulting Group. Przed niespełna dekadą uznał, że może stworzyć własny bank. Od zera. Dlaczego? Bo miał dość wielkich korporacji.

— Przełom nastąpił w momencie, gdy do banku przyjechał facet imieniem Gunther, żeby mierzyć grubość stolików — czy aby na pewno są zgodne ze standardem grupy. Wtedy uznałem, że już wystarczy — mówi Wojciech Sobieraj.

Jak mówi, w początkowych latach wolnej Polski wejście zagranicznych banków było błogosławieństwem, bo w kraju brakowało i know-how, i kapitału. Po blisko dwóch dekadach wolnego rynku wiedzy już jednak nie brakowało, a po kapitał — jak się zdawało — można było z łatwością sięgnąć.

— Pomysł był taki, że rozkręcimy biznes na takim rynku, na którym wszystkim rośnie i można zarobić solidne pieniądze — czyli w Polsce. Myślałem, że inwestorzy z gaci wyskoczą, żeby dać mi pieniądze, machałem szabelką, że jak nie tu, to gdzie.

I co? I przez rok odbijałem się od drzwi — wspomina Wojciech Sobieraj.

Idiota na poszukiwaniach

Były menedżer BPH z głową pełną marzeń o nowym banku jeździł po świecie i próbował przekonać potencjalnych inwestorów.

— Wątpiono w ten projekt, bo przecież „rynek jest taki zatłoczony”. No, skoro jest zatłoczony, to znaczy, że wszyscy chcą tu być, a przecież nie są idiotami. Mimo to ze 116 spotkań odchodziłem z kwitkiem — to mnie traktowano jak idiotę, może nie kompletnego, ale na pewno odrobinkę zidiociałego — mówi Wojciech Sobieraj. W maju 2007 r. już prawie rzucił ręcznik.

— Nie widziałem sensu w dalszych próbach, trzymałem już długopis w ręku i zabierałem się do podpisywania umowy z jednym z polskich banków, którym miałem zarządzać od początku lipca. Wtedy odebrałem najdziwaczniejszy telefon w moim życiu — wspomina Wojciech Sobieraj.

Dzwonił Roman Zaleski, francuski miliarder polskiego pochodzenia. Spytał Wojciecha Sobieraja, dlaczego nie zgłosił się do niego, skoro chodzi po całym świecie i szuka pieniędzy. — Bo nie wiedziałem, że on istnieje! Pierwszy raz spotkaliśmy się 12 maja, do końca miesiąca podpisaliśmy umowę. Do dziś nie wiem, co przekonało rodzinę Zaleskich. Oni usłyszeli dokładnie to, co pozostali, którzy hurtowo odmawiali. Może po prostu jako jedyni wiedzieli, co się naprawdę dzieje w Polsce — i że to nie jest Azja — mówi Wojciech Sobieraj.

Nie dla smutasów

Rodzina Zaleskich wyłożyła na start 425 mln EUR. Start-upowiec szybko musiał skompletować duży zespół.

— Ktoś musi chodzić i robić za pieprzniętego, ale start-up to jest zajęcie grupowe, od razu trzeba starannie dobierać ludzi. To oczywiście nie oznacza demokracji, nie wyobrażam sobie, żeby już od początku ktoś chciał mnie przegłosowywać. Zresztą ludzie jej na starcie nie chcą, chcą szefa, który potrafi podjąć mocne decyzje, walnąć pięścią w stół. Trzeba iść jak przecinak, bo chwila zawahania może przerodzić się w brak wiary w sukces w całej organizacji. Dopiero gdy firma dojrzeje, szef-jedynowładca staje się zawalidrogą — mówi Wojciech Sobieraj.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Według niego, warunkiem koniecznym dla start-upu jest optymizm. Nie można bać się niepowodzenia, bo tak robią korporacje — a to z nimi trzeba wygrać.

— Żaden smutas nie rozkręci biznesu. Optymizm jest też jednak głównym pogromcą przedsięwzięć. Dlatego trzeba znać swoje słabe strony i budować zespół tak, żeby ludzie cię uzupełniali. Warto znaleźć prawdziwego smutasa, który wszystko kwestionuje — i ciągle się z nim zderzać, mieć do niego szacunek. Oni się najczęściej chowają w kontrolingu, czasemw dziale prawnym — tam ich znajdziecie — radzi Wojciech Sobieraj. Przestrzega jednak przed groźną pułapką, czekającą na twórców start-upów. Ich dziecko jest bowiem wampirem.

— Gdy coś tworzysz, musisz być ciągle wsparciem dla wszystkich, klepać po plecach i mówić, że „wszystko się ułoży, na pewno się uda”. Energii nie bierze się z niczego, ja czasem nie wiedziałem, skąd czerpać paliwo. Wysysało mnie — mówi Wojciech Sobieraj.

Trudny start

Alior Bank otworzył drzwi dla klientów 17 listopada 2008 r. — dwa miesiące po upadku Lehman Brothers.

— Chyba nie ma sensu zakładać start- -upu w łatwych czasach, łatwej branży i przy słabej konkurencji. Trzeba iść tam, gdzie będą zmiany, nie tam, gdzie jest świetnie. Każdy dobry bankowy start- -up powstawał w okresie zawirowań, bo jak jest dobrze i marże są wysokie, to nikt nie wpuści na rynek nowego gracza. Ale gdy myślimy, że już jest trudno, to prawda jest taka, że będzie jeszcze trudniej, a branża będzie beznadziejna. My przed startem przepaliliśmy 75 mln EUR, przyszedł kryzys, a ja zastanawiałem się, jak spojrzę w oczy żonom ludzi, którzy dla mnie odeszli z Pekao czy BZ WBK. Ten okres trzeba przetrwać — mówi Wojciech Sobieraj.

Alior skorzystał na tym, że po wybuchu kryzysu banki zagraniczne mocno ograniczyły kredytowanie przedsiębiorstw. A on kredytować mógł — i chciał rzucić wyzwanie całej branży.

— Facet z melonikiem miał coś przekazać — przecież nie mogłem na szyldzie napisać „założono w 2008 r.”. Chodziło o powrót do korzeni, o to, że w standardzie oferowaliśmy to, co wcześniej dostępne było tylko dla nielicznych. No i mieliśmy znakomite zaplecze technologiczne, to był bank na nowe czasy. Mierzyliśmy czas, który konkurentom zajmowało dogonienie nas pod względem jakości i innowacyjności. Musieliśmy się odróżniać, bo bez sensu być takim samym, tylko mniejszym — mówi prezes Aliora.

Lekcje biznesu od najlepszych praktyków

Rozwijaj biznes z najlepszymi to cykliczna konferencja organizowana przez „Puls Biznesu”. Ikony polskiego biznesu dzielą się doświadczeniami, filozofią biznesu i opowiadają o drodze na szczyt oraz odpowiadają na pytania uczestników. W tegorocznej edycji, która odbyła się 10 czerwca na Stadionie Narodowym, wystąpili: Krzysztof Oleksowicz, twórca Inter Carsu, Piotr Voelkel, założyciel firmy Vox, Piotr Krupa, twórca Kruka, i Wojciech Sobieraj, jeden z założycieli Alior Banku. Co środę publikować będziemy relację z ich wystąpień.

Podrzyj, wyrzuć, zacznij od nowa

Dla biznesowych projektów Wojciecha Sobieraja inspiracją jest historia konstrukcji Kanału Erie w pierwszej połowie XIX w. Ta wybudowana ogromnym nakładem sił, kosztów i czasu droga wodna połączyła Wielkie Jeziora z Atlantykiem, przyczyniając się do błyskawicznego rozwoju Nowego Jorku.

— Najbardziej lubię Amerykanów za to, że po zakończeniu budowy kanału nie spoczęli na laurach, tylko uznali, że to za mało i obok zaczęli budować kolej.Zawsze trzeba być gotowym na to, by zniszczyć własny biznes, jeśli jakiś pomysł jest ewidentnie lepszy, a nie siedzieć w fotelu i zachwycać się, jaki to ja sukces osiągnąłem. Inaczej kończy się jak Kodak, który myślał, że jak jest najlepszy w kliszach, to będzie na nich spokojnie zarabiał — podkreśla Wojciech Sobieraj. Według prezesa Aliora, bankowość dziś murszeje ze względu na przeregulowanie i beznadziejne zachowania samych bankowców.

— Dzieciom bym kariery w bankowości nie polecał. Siedzimy dziś na ogromnej sieci, która w istocie jest siecią wypożyczalni kaset wideo. Ludzie przychodzą do placówek z tych samych powodów, z których przychodzą do zakładów pogrzebowych — bo muszą. Trzeba się cały czas zmieniać, dziś sądzę, że atak na branżę bankową przyjdzie z zewnątrz, ktoś po prostu będzie miał dużo lepszy pomysł, który chwyci — prognozuje Wojciech Sobieraj.

Gdyby prezes Aliora dziś miał zakładać kolejny start-up, na pewno nie próbowałby sił w rodzimej branży.

— Nie mam siły na nowy start-up, no chyba, że technologiczny — tam tylu ludzi nie potrzeba — mówi Wojciech Sobieraj.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane