W zamian za megafuzję BOT chce pomóc rządowi rozwiązać KDT, i to nie tylko swoich elektrowni. Jednak resort gospodarki ma podobno inny pomysł.
Choć na światło dzienne wychodzą kolejne koncepcje konsolidacji polskiej energetyki, Ministerstwo Gospodarki (MG) konsekwentnie milczy w sprawie programu dla branży. Oficjalnie wiadomo, że przewiduje utworzenie 3-5 grup energetycznych, zakłada pionową konsolidację sektora i proponuje kilka równoległych sposobów likwidacji energetycznych kontraktów długoterminowych (KDT — wieloletnich umów na sprzedaż energii między jej producentami a Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi).
Łączyć lub sprzedawać
Nie ma wątpliwości, że jednym z nich ma być konsolidacja pionowa. Wówczas zabezpieczeniem dla kredytów stałyby się aktywa firm wzbogacone o spółki dystrybucyjne. Można też wyobrazić sobie częściową cesję KDT na przyłączanych dystrybutorów.
Drugim sposobem na KDT ma być prywatyzacja, która umożliwiłaby sprzedaż firm wytwórczych inwestorom przy likwidacji KDT. Nieoficjalnie wiadomo, że MG, by zapewnić uzyskanie zadowalających wpływów ze sprzedaży elektrowni pozbawionych KDT, rozważa zaoferowanie ich akcji w pakietach z dystrybucją. To rozwiązanie chwali większość ekspertów. Zaleca jego stosowanie na szerszą skalę np. w Południowym Koncernie Energetycznym (PKE).
— Rząd powinien się zastanowić, czy branie na siebie ciężaru procesu konsolidacji PKE z dystrybutorami, a następnie restrukturyzacji grupy, to dobry pomysł. Lepszym rozwiązaniem byłoby powierzenie tego zadania inwestorowi — uważa jeden z ekspertów z branży energetycznej.
Problem w tym, że projekt resortu gospodarki przewiduje giełdową prywatyzację PKE, co oznacza, że administracyjna konsolidacja to jedyna możliwość wyposażenia koncernu w dystrybucję. Jednak zdaniem naszego rozmówcy, sprzedaż PKE na giełdzie to nie najlepszy pomysł, m.in. ze względu na potencjalnie niższe wpływy.
Czy konsolidacja pionowa i prywatyzacja rozwiążą problemy z KDT? BOT twierdzi, że tak. Według Jerzego Łaskawca, prezesa BOT, pomoc w rozwiązaniu KDT i to nie tylko tych, których stroną są elektrownie należące do koncernu, to jeden z celów megafuzji, do której BOT i PSE próbują przekonać MSP.
Szefowie obu firm nie chcą mówić o szczegółach. Nieoficjalnie wiadomo, że proponują kilka wariantów konsolidacji. W każdym z nich pojawia się Łódzki ZE i ZE Łódź-Teren i dwie lub cztery grupy dystrybucyjne: Enea i EnergiaPro lub Wschodnia Grupa Energetyczna i Energetyka Podkarpacka albo cała czwórka. Program minimum przewiduje powstanie grupy o przychodach ze sprzedaży 3 mld EUR (12 mld zł), a maksymalny — 4,5 mld EUR (18 mld zł). Takie rachunki to efekt wyeliminowania z grupy operatora krajowego systemu przesyłowego, a także dublujących się w przypadku elektrowni, PSE i dystrybucji przychodów ze sprzedaży energii.
Nowa stara opcja
Wariant maksimum ma, według Jerzego Łaskawca, umożliwiać rozwiązanie kilku KDT, które przyprawiają resort gospodarki o największy ból głowy. Chodzi o kontrakty w spółkach wytwórczych kupionych lub utworzonych przez zagranicznych inwestorów, m.in. EC Zielona Góra (grupa EDF) czy Elcho (grupa PSEG).
W większości przypadków rząd musi się liczyć, że jeśli rozwiąże kontrakty przemocą, inwestorzy zażądają słonych odszkodowań. Niestety oferta BOT też nie rokuje wielkich nadziei. Jeśli przejąłby od PSE zobowiązania kontraktowe, rząd nie uwolniłby się od zarzutu pomocy publicznej.
Poza tym, nieoficjalnie mówi się, że MG ma inny pomysł na rozwiązanie kłopotliwej puli KDT. Według naszych informatorów chce je objąć ustawą. Część rozmówców twierdzi, że chodzi o mechanizm zbliżony do zarzuconych opłat kompensacyjnych, część, że o rozwiązanie zbliżone do sekurytyzacyjnego pomysłu poprzedników, ale na mniejszą skalę.



