Już od jutra małe firmy będą mogły starać się o uzyskanie tzw. kredytu podatkowego, czyli odroczenia spłaty należności wobec Skarbu Państwa. Problem w tym, że warunki jego uzyskania są bardzo trudne, więc wiele firm nie skorzysta z pomocy.
W sobotę wejdzie w życie nowelizacja ustaw o podatku dochodowym od osób fizycznych, od osób prawnych i podatku ryczałtowym.
Podatnicy, którzy utworzą nowe firmy, otrzymają kredyt podatkowy pod warunkiem zachowania warunków przewidzianych w ustawie (ramka).
Odłożone w czasie obciążenie trzeba będzie zapłacić w pięciu kolejnych latach podatkowych (po roku, w którym korzystali ze zwolnienia). Przedstawiciele środowiska małych przedsiębiorców, dla których w końcu został przygotowany ten projekt, są sceptycznie nastawieni do takich rozwiązań.
— Zmiany oceniamy dobrze, jednak obwarowania pozwalające na skorzystanie z tzw. kredytu podatkowego są zbyt restrykcyjne i w praktyce może się okazać, że niewiele firm z nich skorzysta — uważa Mirosław Grabowski, prezes Naczelnej Rady Zrzeszenia Handlu i Usług.
Prawo do zwolnienia traci przedsiębiorca, który: ogłosił upadłość lub zlikwidował działalność gospodarczą, osiągnął miesięczny przychód poniżej 1 tys. EUR (4 tys. zł), zmniejszył zatrudnienie o 10 proc. lub ma zaległości z tytułu podatków, ceł lub składek na ubezpieczenie społeczne. Wówczas firma ma obowiązek złożenia deklaracji i zeznań podatkowych oraz uiszczenia zaległych zaliczek na podatek dochodowy za poszczególne miesiące.
— Przepisy zmuszają firmy do utrzymywania przez pięć lat określonego poziomu zatrudnienia i comiesięcznego wykazywania dochodów przez firmę. Może to zniechęcić małe firmy do korzystania z tej formy wsparcia ich działalności — tłumaczy Mirosław Grabowski.
Jego zdaniem, podstawą oceniania zdolności firmy do korzystania z możliwości późniejszego uregulowania podatku powinno być osiąganie dochodu w skali roku, a nie miesiąca.