Wciąż brakuje przywódców
W polskich firmach pokutuje typ menedżera bohatera
MARNY LOS: Każda normalna firma powinna być dzisiaj kierowana przez przywódców wizjonerów. Jeżeli tak nie jest, to marny jej los — ostrzega Ryszard Jaskólski, prezes Rummler Brache Group Polska. fot. G. Kawecki
Kompleksowe zarządzanie jakością opiera się na menedżerach przywódcach. Tą samą zasadą rządzą się wszystkie współczesne systemy zarządzania. Przywództwo zawsze odgrywa w nich najistotniejszą rolę. Niestety, w Polsce przywódców mamy jak na lekarstwo. Szczególnie wśród średniej kadry menedżerskiej, stanowiącej bardzo ważne ogniwo w kierowaniu firmą.
Przywództwo w Total Quality Management (TQM) jest podstawą funkcjonowania tego systemu. Jakościowi specjaliści często menedżera przywódcę porównują do wojskowego oficera. Mówią, że dobry dowódca potrafi wciągnąć do walki każdego żołnierza i zwyciężyć z przeważającymi siłami przeciwnika.
W systemie i poza nim
Bez przywództwa w firmie nie ma mowy o kompleksowym zarządzaniu jakością. Inaczej jest ponoć w przypadku ISO. Tam na ten element nie kładzie się tak dużego nacisku.
Zdaniem Tomasza Tkaczyka z Consultium Gdynia, przywództwo jest po prostu stylem zarządzania, który swobodnie funkcjonuje w firmie nie posiadającej żadnego z powyższych systemów.
— Jest to temat, który ostatnio cieszy się bardzo dużą popularnością w doborze szkoleń dla polskiej kadry menedżerskiej. Krajowe firmy chcą konkretnych informacji dotyczących zarządzania zasobami ludzkimi. Mają dość ogólnych szkoleń o TQM czy ISO — informuje Tomasz Tkaczyk.
Ryszard Jaskólski, prezes Rummler Brache Group Polska (RBG), podkreśla, że współczesne przedsiębiorstwa wymagają typu menedżera przywódcy, który ma wizję, wie komu zaufać, deleguje kompetencje i odpowiedzialność.
— Posiadać wizję to również znaczy mieć możliwości, czyli środki do jej realizacji. Tymczasem wiele polskich firm ich nie ma, bo przeznacza je na walkę o byt — zauważa prezes RBG.
Braki, braki, braki
Według Ryszarda Jaskólskiego, w naszym kraju funkcjonują obecnie dwa typy menedżerów: bohatera i przywódcy.
— Ten pierwszy na wszystkim się zna, chce działać na każdym szczeblu funkcjonowania organizacji. Niestety, typ bohatera pokutuje w 80 proc. polskich przedsiębiorstw. Został wykreowany w okresie PRL-u. Wtedy szef musiał wiedzieć o każdym szczególe w firmie i mieć nad nim bezpośredni nadzór — mówi prezes Jaskólski.
Jak twierdzi Zbigniew Banaśkiewicz, dyrektor Renaissance Technology Group (RTG), największy brak przywódców obserwuje się w rodzimej, średniej kadrze kierowniczej. Jest to szczególnie zauważalne w przedsiębiorstwach powstałych przed 1989 r. Tam funkcjonują jeszcze anachroniczne systemy zarządzania.
— Kadrę średniego szczebla często stanowią tam ludzie z dużym bagażem doświadczenia. Nie mają już jednak potencjału do doskonalenia własnych umiejętności — twierdzi dyrektor RTG.
— Jest jeszcze inna grupa niedokształconych menedżerów. Pracują w firmach młodych, są specjalistami w danej branży, niewiele jednak wiedzą o zarządzaniu — dodaje Tomasz Tkaczyk.
Zbigniew Banaśkiewicz podkreśla, że przed średnią kadrą kierowniczą stoi zawsze wyzwanie: musi być dwujęzyczna. Z najwyższym kierownictwem musi rozmawiać językiem pieniędzy, z podwładnymi językiem rzeczy. W obu przypadkach nie może zapominać o przywództwie, a to jest bardzo trudne do wykonania.