Węgla w Polsce mamy na 200 lat

opublikowano: 25-07-2022, 20:00
Obserwuj w MójPB:
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Parlament planuje zakończenie działalności 5 sierpnia – rozpatrzeniem przez Sejm poprawek Senatu do kilku ustaw – i potem robi sobie przerwę prawie do połowy września.

W pakiecie znajduje się m.in. ustawa o dodatku węglowym, czyli jednorazowym zasiłku 3 tys. zł wyłącznie dla kopciuchów, z pominięciem wykorzystujących do ogrzewania paliwa nieco mniej szkodliwe dla atmosfery i środowiska. Jeśli nawet druga izba uczciwie wyrówna szanse polskich gospodarstw domowych na uzyskanie drożyźnianego dofinansowania, to pierwsza znowu wszystkich naiwnych – którzy przestawili piece choćby na olej opałowy czy pelet drzewny – uzna za gorszy sort. To żadne odkrycie, dlatego od weekendu pierwotna wersja sejmowa (która zapewne bez zmiany choćby przecinka znajdzie się w Dzienniku Ustaw) już jest analizowana pod kątem znalezienia w niej furtek i obejść do wyciągnięcia z budżetu jak największych pieniędzy poza teoretycznym przydziałem. I już wiadomo, że kilka takich istnieje.

Wakacje będzie formalnie miał tylko parlament, w kręgach rządowych narasta coraz większa nerwówka. Do zimy niby daleko, w związku z ogólnym ociepleniem klimatu być może znowu nie będzie ciężka, ale widmo braku węgla ciężko krąży przede wszystkim nad jego odbiorcami, lecz także nad władcami. Notabene jeszcze w 2018 r. podczas klimatycznego szczytu COP24 w Katowicach prezydent Andrzej Duda oznajmił – podpierając się ekspertyzami – że węgla w Polsce wystarczy na 200 lat, zatem trudno, byśmy z naszego strategicznego surowca zrezygnowali. Obecnie wygląda na to, że raczej on zrezygnował z nas. W każdym razie nie będzie dziwiło rozpoczęcie wkrótce transmisji TVP z przypływania ze świata kolejnych statków z węglem, analogiczne relacje z docierania gazowców do Świnoujścia goszczą na ekranie przecież już stale. Trudno przypuszczać, by opowiadanie decydentów o pełnej dostępności węgla przekładało się na poprawę sytuacji w pustych składach. Nawet wypłata dodatku 3 tys zł nie spowoduje, że pod strzechami upowszechni się okrzyk, który zacytuję za narodową klasyką „Wyngiel je we wiosce!”.

Opowiadanie władców o pełnej dostępności węgla (ilustracyjne zdjęcie hałdy jest archiwalne) i zaklinanie rzeczywistości nie przekłada się na poprawę sytuacji w składach węgla, pustych obecnie w całym kraju.
Adobe Stock

Nerwówka węglowa powoduje już poszukiwanie winnych zaopatrzeniowej zapaści. W minionym tygodniu zaskakująco wyrzucony został sekretarz stanu Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. O przyczynach samo środowisko władzy mówi raczej dyskretnie, koncentrując się na konflikcie w sprawie fuzji Orlenu z Lotosem. Pomijany jest całkowicie wątek, czemu np. od kilku lat rząd doktrynalnie spłycił temat infrastruktury krytycznej do gazowej. Teraz władcy sami nie ukrywają szoku, że nawet spółki skarbu państwa całkowicie zaniedbały problem nieposiadania dostępu do przeładunkowych pirsów węglowych.

Generalnie sytuacja na rynku węgla na pewno nie jest tak dramatyczna z powodów jedynie wojennych. Problem z energetyką węglową przecież ma w Polsce charakter strukturalny. Nasze górnictwo nie jest rentowne od lat, rodzimego czarnego paliwa po prostu nie opłaca się wydobywać. Wynika to przede wszystkim z niskiej jakości krajowego węgla oraz z bardzo ciężkich i kosztochłonnych warunków jego wydobywania z ogromnych głębokości. Górnictwo było systematycznie podtrzymywane z pominięciem rynkowych realiów, dlatego dzisiaj zaklęcia polityczne, aby gwałtowny kryzys szybko rozwiązać zwiększeniem wydobycia krajowego, są absolutnie niewykonalne. Pozostaje liczyć na lekką zimę. Niemcy będą to robić w kontekście przede wszystkim gazowym, a my – głównie węglowym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane