Węglowa luka kusi i straszy

Australijczycy prognozują deficyt węgla w Polsce, Niemczech i w Czechach. Ich kopalnia ma szanse na zyski, ale sama luki nie wypełni. Polsce potrzebne są decyzje rządu

„Luka węglowa” to temat, o którym mówi się w Polsce nieśmiało. Są jednak tacy, którzy planują już pod tym kątem biznes. I mają szanse na zyski.

Ben Stoikovich, prezes Prairie
Zobacz więcej

Ben Stoikovich, prezes Prairie Marek Wiśniewski

Węgiel za węgiel

O luce węglowej słyszymy wtedy, gdy mowa o prognozach produkcji węgla kamiennego i brunatnego w Polsce w okolicach 2030 r. i później. Dla energetyki to czas nieodległy, skoro analiza, przygotowanie i realizacja inwestycji w tym sektorze zajmuje nawet ponad 10 lat.

Z niedawnego raportu Forum Analiz Energetycznych (FAE) wynika, że do 2030 r. udział węgla z eksploatowanych dziś kopalni w miksie energetycznym Polski może spaść z 85 proc. do nawet poniżej 30 proc. Ten scenariusz bierze pod uwagę zarówno sczerpywanie się dzisiejszych kopalni, jak i pogorszenie ich ekonomiki (konieczność eksploatacji coraz głębszych i droższych pokładów).

Malejący udział dzisiejszych kopalni zostawi w miksie lukę, o której zapełnieniu — zdaniem FAE — należy myśleć już teraz. Trudno tę lukę oszacować, ale można z grubsza mówić o deficycie 20 mln ton węgla kamiennego i niewiele mniejszym deficycie węgla brunatnego.

Poza FAE przed luką węglową ostrzegała już w 2013 r. Górnicza Izba Przemysłowo- -Handlowa. Z jej wyliczeń wynikało, że luka wystąpi przy scenariuszu „Status quo”, który nie przewiduje żadnych inwestycji w nowe moce wydobywcze w górnictwie węglowym. Tymczasem przedstawiciele rządu o luce nie mówią prawie nic, a o przemyślanych sposobach na jej wypełnienie — zupełnie nic.

Luka nie będzie problemem, jeśli nowe inwestycje w energetyce pozwolą ją zapełnić. FAE wskazuje jednak, że musi to być decyzja polityczna. Lukę można bowiem wypełnić energetyką jądrową, gazową, odnawialną lub rozproszoną, ale można też ją wypełnić… węglem.

Taniej niż w Bogdance

Energetyczna strategia polskiego rządu, podobnie jak poprzedniego, nie jest jednak klarowna i opiera się na frazie: „węgiel jest kluczowy”. Dlatego koncepcja zastępowania starych kopalni nowymi może znaleźć uznanie, choć i tak będzie wymagała systemowych decyzji. W takim scenariuszu potrzebnych będzie — jak wylicza FAE — co najmniej 10 nowych kopalni (lub 30 mln ton węgla z importu, na który rząd patrzy niechętnie). Prywatni inwestorzy nie czekają i już dziś stawiają na budowę nowych kopalni. I też mówią o luce, na dodatek regionalnej.

— Szacujemy, że po 2020 r. popyt na węgiel w Polsce, Niemczech i w Czechach będzie przekraczał 100 mln ton rocznie,a produkcja wyniesie tylko 52 mln ton rocznie. Ceny węgla wzrosną zaś do 75 USD za tonę [dziś ok. 50 USD za tonę — red.] — tłumaczy Ben Stoikovich, prezes australijskiej firmy Prairie Mining, która chce w 2018 r. ruszyć z budową nowoczesnej kopalni na Lubelszczyźnie.

Wczoraj Prairie przedstawiło liczby ze wstępnego studium wykonalności. Roczna EBITDA kopalni ma sięgać 348 mln USD, a średni koszt wydobycia 6 mln ton węgla rocznie ma wynosić 25 USD na tonę. Te szacunki silnie kontrastują z danymi dzisiejszych „starych” kopalni, które mają straty (1,9 mld zł za 2015 r. dla całego sektora), a koszt wydobycia np. w Kompanii Węglowej to 260 zł na tonę. Nawet lubelska Bogdanka, sąsiad kopalni Australijczyków, wydobywa drożej, bo za ok. 146 zł na tonę.

— Sięgniemy po najnowocześniejsze rozwiązania, zaplanujemy mniej szybów i mniej wyrobisk. Dzięki temu zatrudnienie będzie mniejsze niż u konkurentów — tłumaczy Mirosław Taras, doradca Prairie i były wieloletni prezes Bogdanki.

„Za”, a nawet „przeciw”

Takich projektów jak ten Prairie jest jednak w Polsce za mało, by samodzielnie wypełniły przyszłą lukę węglową. O nowej kopalni myśli przecież tylko polski Kopex (projekt w Przeciszowie), niemiecki HMS Bergbau (w Orzeszu) i australijska Balamara (Nowa Ruda). Będą wymagały wielu miliardów złotych, skoro Prairie swoje nakłady na jedną tylko kopalnię oszacowało na 632 mln USD. Będą też wymagały czasu, skoro Prairie uruchomienie produkcji przewiduje na 2023-24 r. (a wiele projektów ma opóźnienia).

— Cieszymy się, że w planie rozwojowym ministra Mateusza Morawieckiego jest mowa o surowcach i wydobyciu — podkreśla jednak Artur Kluczny, wiceprezes Prairie. Nastawienie rządu jest jednak zagadką. Z jednej strony główny geolog kraju Mariusz Orion Jędrysek niechętnie patrzyna zagraniczny kapitał w surowcach, z drugiej strony — lepszych pomysłów na zapełnienie węglowej luki rząd nie ma.

Znaki zapytania znikną, gdy rząd zatwierdzi „Politykę Energetyczną Polski do 2050 r.” (PEP 2050) i określi nastawienie do programu budowy pierwszej elektrowni atomowej (program jest opóźniony i, jak wskazuje się nieoficjalnie, na razie zamrożony), a także do OZE (nowe przepisy o OZE też są opóźnione i chwilowo zamrożone). Nie wiadomo jednak, kiedy rząd do PEP 2050 zasiądzie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu