Węgry walczą o dobre imię

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 20-02-2012, 00:00

Zarzuty Unii są bezpodstawne. Chcemy wyciągnąć kraj z kryzysu — twierdzi wiceminister gospodarki

W minionym tygodniu Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą Węgry do przestrzegania demokratycznych standardów UE. Wcześniej procedurę sanacyjną uruchomiła Komisja Europejska. Zarzuca premierowi Viktorowi Orbanowi autorytarne zapędy, zwłaszcza w polityce gospodarczej.

— Te zarzuty są bezpodstawne. Staramy się jedynie wyciągnąć kraj z kryzysu — przekonuje prof. Zoltán Scéfalvay, węgierski wiceminister gospodarki.

Sprzątanie bałaganu

1 stycznia weszły w życie przepisy dotyczące banku centralnego, ostro krytykowane przez unijne władze. Przewidują m.in. ograniczenie kompetencji prezesa banku centralnego i rozszerzenie Rady Polityki Pieniężnej, by parlament miał na nią większy wpływ. Wcześniej rząd obciął pensję prezesa o jedną czwartą i odebrał mu prawo nominowania dwóch członków rady.

— Spór dotyczy tego, czy przedstawiciele władz kraju powinni brać udział w posiedzeniach Rady Polityki Pieniężnej, czy też nie. Unia Europejska twierdzi, że to zagraża niezależności banku centralnego. Naszym zdaniem, nie ma takiego zagrożenia, a w dodatku jest to wieloletnia praktyka na Węgrzech i nie my ją zapoczątkowaliśmy — twierdzi prof. Zoltán Scéfalvay.

W ocenie węgierskiego rządu były to zmiany w pełni zgodne z prawem. — Nie naruszały unijnego traktatu ani innych przepisów. Myślę, że dojdziemy do porozumienia. Jeśli Unia uważa, że niektóre zapisy kolidują z unijnym prawem, dokonamy wspólnie odpowiednich korekt — mówi wiceminister. Kontrowersje w Europie wywołała też decyzja rządu

Węgier o nałożeniu podatku na duże firmy z branż: bankowej, teleinformatycznej, handlowej i energetycznej. Podobnie jak przerzucenie przez parlament z kredytobiorców na banki kosztu osłabienia kursu forinta przy spłacie kredytów mieszkaniowych.

— Kiedy obejmowaliśmy władzę w 2010 r., odziedziczyliśmy po poprzednim rządzie finanse publiczne w fatalnym stanie. Wiem, że każdy rząd zrzuca winę na poprzedników, ale my mamy wyjątkowo silne prawo do tego — przejęliśmy naprawdę potężny bałagan.

Poprosiliśmy więc o pomoc firmy z niektórych sektorów, zapewniając jednocześnie, że podatek jest tylko przejściowy. I słowa dotrzymamy — daniny znikną z początkiem 2013 r. — zapewnia prof. Scéfalvay. Jego zdaniem, rząd kupił w ten sposób czas na wprowadzenie programu naprawczego.

— To pozwoliło skupić się na długofalowych reformach. Wiele zmian zostało już wprowadzonych, np. do systemu emerytalnego, inne wprowadzamy. Pod względem reform jesteśmy jednym z liderów w UE i odbywa się to bez protestów na ulicach — twierdzi wiceminister.

Rząd zamierza np. obniżyć dług publiczny poniżej 50 proc. PKB i utrzymać go na tym poziomie. — Wprowadziliśmy do konstytucji analogiczny do polskiego limit zadłużenia, na poziomie 50 proc. PKB. Pracujemy też nad uelastycznieniem rynku pracy, by pracodawca mógł łatwiej zarządzać czasem pracy załogi. Ograniczamy też liczbę zawodów regulowanych czy reformujemy szkolnictwo wyższe pod kątem potrzeb biznesu — wylicza wiceminister.

Statystyką w kryzys

Kontrowersje wśród części ekonomistów wzbudziła też wprowadzona w 2010 r. ustawa likwidująca drugi, kapitałowy, filar systemu emerytalnego. — Drugi filar był z jednej strony prywatny, a drugiej — uczestnictwo w nim było obowiązkowe.

Jest w tym wyraźna sprzeczność. Taki system ma mało wspólnego z wolnym rynkiem — twierdzi wiceminister. System ten był dużym obciążeniem dla budżetu.

— Deficyt był z tego powodu wyższy o 1,3-1,5 proc. PKB rocznie, przez co dług publiczny rósł — zaznacza prof. Zoltán Scéfalvay.

Reforma ma jednak w dużej mierze charakter statystyczny — zamienia zobowiązania jawne na ukryte. W długim terminie gwarantowane wydatki państwa na rzecz emerytów pozostają dokładnie te same.

— W perspektywie wieloletniej rozwiązać problem emerytur mogą tylko dwie kwestie — wzrost gospodarczy i miejsca pracy. Jeśli skupimy się na reformach, niedobory w systemie emerytalnym będą się kurczyć. Jeśli udałoby nam się podnieść zatrudnienie o 500 tys. osób, nie będzie żadnego problemu z systemem emerytalnym — uważa węgierski wiceminister.

OKIEM EKSPERTA

Węgierski rząd poszedł za daleko

PROF. MARIAN NOGA

były członek Rady Polityki Pieniężnej

W tłumaczeniach węgierskiego ministra brzmi fałszywy ton. Faktem jest, że bank centralny w jakiejś mierze jest uzależniony od decyzji politycznych. W Polsce członkowie Rady Polityki Pieniężnej również wybierani są przez większość parlamentarną. Działania rządu węgierskiego były jednak zbyt daleko posunięte. Obecnie wpływ partii rządzącej na decyzje banku centralnego jest zdecydowanie zbyt duży, co stwarza ryzyko, że polityka pieniężna nie będzie prowadzona w odpowiedzialny sposób. Uważam też, że dużym nadużyciem było zmuszenie banków do wzięcia na siebie kosztów osłabienia forinta. Ta decyzja w praktyce spowodowała administracyjne przetransferowanie części zysków z podmiotów prywatnych do obywateli. Inna sprawa, że Polska w tej kwestii też nie jest bez grzechu – w podobny sposób, choć na mniejszą skalę, działał polski parlament, kiedy uchwalał ustawę antylichwiarską.

Kontrowersyjne decyzje rządu Węgier

  • zwiększenie wpływu rządu na działalność banku centralnego
  • nałożenie podatków na duże firmy z czterech sektorów gospodarki
  • narzucenie bankom nierynkowego kursu forinta, po którym muszą rozliczać raty kredytów mieszkaniowych
  • nacjonalizacja drugiego filara emerytalnego
  • próba osłabienia pozycji Rady Fiskalnej, dbającej o równowagę budżetową
  • wprowadzenie sankcji wobec dziennikarzy, publikujących materiały „niewyważone politycznie”
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane