W górę: Sebastian Mikosz
Odejście ze stanowiska prezesa którejś ze sztandarowych polskich firm standardowo odnotowujemy strzałką w dół. Przypadek Sebastiana Mikosza, kierującego Polskimi Liniami Lotniczymi Lot najpierw w latach 2009-10, a ponownie od 2013 r., jest jednak w polskich realiach biznesowych wyjątkiem — rezygnację złożył naprawdę sam, zaskakując resort skarbu państwa. Taka niespotykana okoliczność niewątpliwie zasługuje na strzałkę w górę. Powodem rezygnacji stało się wstrzymanie przez państwowego nadzorcę pozyskiwania przez PLL Lot strategicznego inwestora. Prezes był już po słowie z chętnym na dokapitalizowanie narodowego przewoźnika amerykańskim funduszem Indigo Partners, gwarantującym utrzymanie nazwy linii oraz warszawskiej siedziby. Potencjalny nabywca pakietu akcji oczekiwał jednak podpisania umowy do końca września. Takiego tempa wystraszyło się ministerstwo skarbu, które postawiło kilka warunków zdecydowanie opóźniających ewentualną transakcję. Dość oczywisty jest kontekst wyborczy i obawa przed podniesieniem się politycznego krzyku o pozbywanie się kolejnych rodowych sreber. Sebastian Mikosz miał komfort wybrania terminu swojego formalnego odejścia — 17 września. Wygląda na to, że o dalszych losach PLL Lot decydował będzie już nowy rząd, który obsadzi nowy zarząd. © Ⓟ
Waldemar Frąckowiak
65-letni profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu przez wiele lat był prawą ręką i przyjacielem swojego rówieśnika Jana Kulczyka, dyskretnie pozostającym w jego cieniu. Po niespodziewanej śmierci twórcy biznesowego imperium w naturalny sposób objął przewodnictwo rady nadzorczej Kulczyk Investments (KI). Jego zadaniem jest przygotowanie Dominiki Kulczyk, córki zmarłego najbogatszego Polaka, do stopniowego przejmowania nadzorczego steru rodzinnej grupy. Waldemar Frąckowiak przez lata aktywnie uczestniczył w wyznaczaniu strategicznych kierunków rozwoju KI. Jest absolwentem Harvard University Business School, specjalistą w dziedzinie finansów i rynków kapitałowych, współtwórcą grupy firm doradczych F5 Konsulting. © Ⓟ
W dół: Jerzy Szymański
Prezes i największy akcjonariusz znanego stołecznego dewelopera Włodarzewska długo utrzymywał, że spółka znajduje się w dobrej kondycji. I w związku z tym sprzedaje mieszkania w nieukończonych lub nawet nierozpoczętych inwestycjach bez ryzyka dla klientów. Opublikowany w sierpniu, czyli znacznie po ustawowym terminie, skonsolidowany raport Włodarzewskiej obnażył jednak prawdę. Zarząd przyznał, że dla dalszej działalności dewelopera istnieje ryzyko związane z koniecznością refinansowania kredytu w BOŚ Banku, zapadającego już niedługo — 30 września. Rokowania na szczęście są dobre, ponieważ bank ze względu na własny interes jest zainteresowany porozumieniem. Deweloper nie może jednak dłużej udawać, że problemu niespłacalnego obecnie kredytu nie ma. Podobnie jak tematu przymusowych hipotek, ustanowionych na nieruchomościach Włodarzewskiej z powodu zaległości wobec fiskusa (ostatnio zostały spłacone) oraz ZUS. © Ⓟ
Wincenty Elsner
Uchwalanie szkodliwych przepisów politycy zwykle zrzucają na bezosobowego „ustawodawcę”. Ale poseł Wincenty Elsner, który został wybrany w 2011 r. z Ruchu Palikota, ale w 2014 r. uszedł do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wręcz szczyci się autorstwem poprawki, która może załamać system bankowy w Polsce. Ustawa z 5 sierpnia „o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej” od projektu posłów PO do sprawozdania komisji przewidywała, że tzw. frankowiczom „bank umarza 1/2 kwoty”. Podczas drugiego czytania klub SLD wniósł poprawkę zmieniającą skalę umorzenia na „9/10” i w głosowaniu stanowiącym element kampanii wyborczej została ona przyjęta 243:179. Oprócz SLD za opowiedziała się prawicowa opozycja PiS, ZP i RP oraz współrządzące PSL, a przeciwko była PO. Opanowany przez tę partię Senat przywróci wersję „1/2”, ale później populistyczna większość w Sejmie zapewne powtórzy głosowanie z 5 sierpnia. © Ⓟ
