Janusz Palikot
Dwa lata temu podstawą jego sukcesu była negacja politycznego układu. W obecnym Sejmie były alkoholowy biznesmen nie może się jednak odnaleźć i swoją filozofią uczynił prowokację. Poszedł na całość, podejmując próbę wymiany delegowanego przez jego klub wicemarszałka Sejmu. Hucpa rozpętana przez wodza na własne życzenie przyniosła mu jednak klęskę. Nieodwołanie ze stanowiska Wandy Nowickiej nie było przecież obroną przez Sejm cennej „marszałkini”, lecz prewencyjnym odrzuceniem jej następczyni Anny Grodzkiej! Odreagowując, Janusz Palikot publicznie wzniósł się na szczyt rankingu sejmowego chamstwa. Jako przyczynę rozkręcenia całej sprawy podaje wątek finansowy, czyli skrywane premie. Trzymając się jego konwencji biznesowej, trudno nie przypomnieć skandalu „słupów Palikota” jeszcze z kampanii wyborczej 2005. Wtedy na jego konto, jako kandydata PO, wpłynęły pieniądze od pół setki nie mających grosza przy duszy emerytów i studentów. Prokuratura śledztwo umorzyła wyłącznie z braku możliwości dowiedzenia, od kogo nadawcy przelewów dostali kasę. Dlatego podnoszenie argumentu finansowej czystości w polityce akurat przez Janusza Palikota wypada spuentować: milcz waść, wstydu oszczędź...
Władysław Serafin
Dobry znajomy „Pulsu Biznesu”, pomysłodawca słynnego nagrania, które w lipcu ub.r. wstrząsnęło Polskim Stronnictwem Ludowym i w ogóle sceną polityczną. Wzorem króla Ludwika XIV prezes Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych wyznaje zasadę „związek to ja”. Nie tylko w sensie psychologicznym, lecz także finansowym. Żonglowanie przez Władysława Serafina pieniędzmi publicznymi i prywatnymi obecnie prześwietlają Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Najwyższa Izba Kontroli. Ludowców ów wieczny kandydat na posła zaczął coraz bardziej uwierać. Dlatego jego rozstanie z PSL z powodu… prowadzenia samochodu bez prawa jazdy, co ponoć naruszyło partyjne standardy, to idealny wręcz pretekst.
