Welfare state według Kazimierza Pazgana

opublikowano: 24-02-2012, 00:00

Jak powinno być zorganizowane państwo polskie, żeby za 5 lat Polacy zarabiali średnio około 2 tys. EUR miesięcznie w przemyśle, a budżet Polski był co najmniej sześciokrotnie większy

Pewne wydarzenie z mojego życia pozwoliło mi zrozumieć, jak powinno być zorganizowane państwo, aby obywatel mógł realizować marzenia, a gospodarka była w rozkwicie.

Mózgi dla cegły

W 1982 r., parę miesięcy po powołaniu firmy Konspol — nawiasem mówiąc pierwszej w Polsce firmy założonej po II wojnie światowej na podstawie kodeksu handlowego z 1934 r.

— pojechałem na zaproszenie przyjaciół do RFN. Miałem tam okazję zwiedzić kilka fabryk. Doznałem szoku. Zobaczyłem fabryki, w których praktycznie nie ma pracowników. Ciągi technologiczne w pełni zautomatyzowane, produkcją steruje komputer, kilku serwisantów na ogromnej hali, gdzie odbywa się produkcja i kilkadziesiąt osób zajmujących się zarządzaniem i handlem. Od razu pojawiły się pytania: jakie mechanizmy spowodowały tak ogromny postęp technologiczny, co sprawiło, że w gospodarce dzieli nas tak ogromna przepaść. Zapytałem o to wiceprezesa dużego niemieckiego koncernu.

— My, Niemcy, nazywamy to cudem XX wieku.

— OK, ale na czym ten cud polega? — Ten cud to niemiecki system podatkowy. I zaczął dokładnie tłumaczyć, na czym ten system polega.

— Wyobraź sobie, że jesteś producentem cegły i produkujesz ją przez cały rok. Na koniec roku masz dochód i naliczony podatek dochodowy. Ale stoisz przed wyborem: albo ten podatek przekażesz do urzędu skarbowego, albo zainwestujesz. Co robisz? Inwestujesz — kupujesz drugą linię do produkcji cegły. W następnym roku stajesz przed tym samym wyborem i kupujesz trzecią. Ale to samo robi konkurencja i cegły na rynku jest za dużo. Co robisz? Znów masz wybór: albo zapłacisz podatek, albo coś z tymi pieniędzmi zrobisz. Co wtedy robisz? Zwracasz się do tzw. mózgów

— ?

— Mózgi to instytuty naukowe, naukowcy, którzy mają pomysły na to, jak obniżyć koszty, jak lepiej zorganizować przedsiębiorstwo, co zrobić, żeby produkt był bardziej konkurencyjny. Masz pieniądze, więc kupujesz od nich pomysły. To sprzyja innowacyjności. Tak rodzi się postęp. To samo dotyczy pracowników. Otrzymują wszystkie zarobione przez siebie pieniądze, czyli pensje brutto brutto i również mają naliczony podatek dochodowy (o ile dobrze pamiętam, wynosił wtedy około 42 proc.). W tym podatku występował jednak katalog ulg inwestycyjnych.

Można zainwestować w swoje zdrowie, emeryturę, w budowę lub remont domu itd. Natomiast każda instytucja, w której kupuje się jakiekolwiek usługi, odprowadza do budżetu podatek VAT. To samo dotyczy różnego rodzaju inwestycji, zarówno w kraju, jak i za granicą oraz zakupu usług czy technologii instytutów naukowych (od otrzymanej kwoty za usługę „mózg” płaci do budżetu podatek VAT). W ten sposób tworzy się duży budżet państwa.

Drugim ważnym wydarzeniem w moim życiu, które poszerzyło moje myślenie o gospodarce, był również pobyt w Niemczech oraz rozmowa, którą przeprowadziłem mniej więcej pięć miesięcy po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Mój rozmówca opowiedział mi niemiecki sposób na rozwiązanie problemów związanych z bezrobociem i wykorzystaniem mocy produkcyjnych.

— Wyliczyliśmy, że gdyby tak umocnić waluty w krajach nowych członków Unii Europejskiej do takiego poziomu, że np. w Polsce euro kosztowałoby około 3,5 zł (w tym czasie kosztowało 4,80 zł), to z powodzeniem będziemy konkurować z przemysłem polskim. Mamy wykorzystane wolne moce produkcyjne, które np. w branży rolno-spożywczej sięgają nawet 60 proc., mamy też tanią siłę roboczą z tych krajów i własne półki na te towary w tych krajach.

— Czy to znaczy, że chcecie zlikwidować wasze firmy w Polsce, które tu funkcjonują, a praktycznie cały polski przemysł prawie w 80 proc. pochodzi z zagranicy? Odpowiedź brzmiała: nie. Będą one jednak spełniać w Polsce inną rolę, przecież potrzebne są duże hale na magazyny, do montowania, pakowania, logistyki, dystrybucji określonych towarów itd.

Kurs dobrobytu

Ta rozmowa zainspirowała mnie do policzenia kursu równowagi w mojej produkcji, tzn. ile powinno kosztować euro, żebym mógł mój produkt wytworzyć w cenach rynkowych i być konkurencyjnym np. do produktu wytworzonego w Niemczech przy aktualnych płacach dla moich pracowników oraz przy założeniu, że zarabiają średnio około 2 tys. EUR miesięcznie. Z moich wyliczeń wynikło, że w owym czasie kurs równowagi do moich kosztów i płac wyniósł 4,20-4,30 za euro, natomiast kurs równowagi przy założeniu, że moi pracownicy będą zarabiać średnio 2 tys. EUR miesięcznie, wyniósł 6,5-7,0 zł za euro. Poprosiłem kolegów z różnych branż, aby wyliczyli, jak to wygląda u nich. Na mój wniosek Krajowa Izba Gospodarcza zwróciła się z prośbą do ludzi nauki, aby oni również spróbowali to wyliczyć. Dokonał tego zespół pod kierownictwem prof. dr. hab. Aleksandra Welfego (ekonomisty, ekonometryka). Wyliczył mianowicie, jaki powinien być kurs równowagi przy zarobku 500 EUR miesięcznie i przy zarobku 2 tys. EUR miesięcznie, by wytworzone produkty były konkurencyjne wobec produktów niemieckich.

Okazało się, że w pierwszym przypadku kurs równowagi to 4,20-4,30, a w drugim — 7,5 zł za euro. W gospodarce światowej obowiązują ceny rynkowe. Są to pewne przedziały cenowe na poszczególne produkty, przy których można znaleźć nabywcę na globalnym rynku. Oczywiście w Unii Europejskiej na niektóre produkty rolno-spożywcze mamy ceny regulowane, i tak np. minimalna cena 1 tony najwyższej jakości pszenicy wynosi 101 EUR. Rolnik przy kursie 3,5 zł za euro — przy którym, jak prognozuje Ministerstwo Finansów, mamy wejść do strefy euro — dostanie za 1 kg tej pszenicy około 35 gr, natomiast przy kursie 7 zł otrzyma około 70 gr. System podatkowy i kurs walutowy to, w wielkim skrócie, narzędzia i mechanizmy, które moim zdaniem mają decydujący wpływ na rozwój naszej gospodarki. Przedstawiony system podatkowy zmusza do ciągłego inwestowania, a tym samym tworzenia dużego budżetu i miejsc pracy, natomiast kurs waluty decyduje o konkurencyjności towarów i przychodów. Podam kilka przykładów, jak to działa. Jeżeli cena rynkowa w gospodarce światowej za 1 kg danego produktu wynosi 4 EUR, a euro obecnie kosztuje 4 zł, to za ten 1 kg mam przychodu 16 zł. Jeżeli przy tej samej cenie rynkowej euro kosztuje 3 zł, mam 12 zł. Te same koszty, te same ceny, te same płace, ale za 1 kg mam 4 zł mniej przychodu.

Natomiast przy założeniu, że euro kosztuje 7 zł za 1 kg tego produktu dostanę 28 zł. Oczywiście wzrasta koszt różnych surowców czy usług, ale o około 30-40 proc., natomiast dodatkowych przychodów uzyskamy 60-70 proc. Na przykład 1 tys. ton wytworzonego produktu miesięcznie, czyli za 1 mln kg, otrzymamy 12 mln zł przychodów miesięcznie więcej, z czego 4 mln zł przeznaczamy na wzrost kosztów surowców, około 4 mln zł możemy przeznaczyć na czterokrotną podwyżkę płac — do kwoty 14 tys. zł miesięcznie brutto brutto, tj. około 2 tys. EUR, a dla firmy zostaje jeszcze około 4 mln zł na inwestycje.

Rewolucyjny krok

Chcę jeszcze zwrócić uwagę, że w normalnie funkcjonującej i konkurencyjnej gospodarce nie da się znacząco zwiększyć płac bez osłabienia własnej waluty. Pozwolę sobie przypomnieć reformę Balcerowicza. W 1988 r. zarabialiśmy około 5 USD miesięcznie, a 1 USD w lipcu w 1989 r., po objęciu przez Balcerowicza funkcji ministra finansów, po denominacji kosztował około 8 gr, w grudniu 1989 r., gdy zarabialiśmy około 31 USD — już 65 gr, a w grudniu 1990 r., gdy zarabialiśmy około 108 USD — 95 gr, a osłabienie naszej waluty wyniosło około 1150 proc. W grudniu 2000 r. 1 USD kosztował około 4,14 zł, osłabienie naszej waluty wyniosło ponad 5000 proc., ale zarabialiśmy ponad 460 USD miesięcznie.

Jak z tego wynika, zrobiliśmy już wiele, ale musimy dokonać drugiego skoku, aby dobrze i godnie żyć. W tym celu należy dokonać reformy finansów publicznych poprzez rewolucyjne zmiany systemu podatkowego oraz doprowadzić do kursu naszej waluty 7 zł za euro. Z wyliczeń zespołu prof. Welfego wynika, że gdybyśmy jednorazowo osłabili naszą walutę z obecnego poziomu około 4,5 zł do 7 zł za euro, to inflacja wzrosłaby o około 90 proc. (tzn. jeżeli dzisiaj wynosi około 3,5 proc., to skoczyłaby w danym roku około 6,5 proc.). Tak nie powinniśmy zrobić. Trzeba do tych 7 zł za euro dochodzić w okresie 5 lat, osłabiając naszą walutę co rok o 1 zł przez 3 lata, pozostawiając sobie dwa lata przy stałym już kursie na stabilizację i dochodzenie do wyznaczonych celów: zarabiania przez Polaków średnio w przemyśle około 2 tys. EUR miesięcznie, czyli około 14 tys. zł, oraz otrzymywania przez emerytów około 7 tys. zł miesięcznie. Program dojścia do tego, co chcemy osiągnąć, należy przedstawić instytucjom finansowym, Komisji Europejskiej, ale również polskiemu tzw. ciułaczowi, aby nikt nie był zaskoczony. W celu płynnego przejścia na nowy system podatkowy należałoby też wprowadzić tzw. podatek rozwojowy w wysokości 1 proc. od przychodów wszystkich firm. Zróbmy to: Polacy zasługują na to, aby ich płace były zbliżone do płac z krajów tzw. starej Unii. Zacznijmy budować gospodarkę opartą nie na mechanizmach spekulacyjnych, lecz gospodarce realnej i konkurencyjnej, liczącej się na europejskim i światowym rynku. Mam nadzieję, że chociaż raz w dziejach my, Polacy, będziemy mądrzejsi przed, a nie po szkodzie.

Kazimierz Pazgan

Twórca i prezes grupy Konspol należy do najbogatszych Polaków („Forbes” klasyfikuje go na 64. miejscu Listy 100 2012). Grupa Konspol z Nowego Sącza to jeden z największych producentów i przetwórców drobiu w Polsce. W jej skład wchodzą fermy drobiu, dwa zakłady przetwórcze, zakład paszowy i firma transportowa. Obecnie przygotowuje się do wejścia na rynki azjatycki i południowoamerykański.

 

3763 zł Taka była przeciętna pensja w przemyśle w styczniu 2012 r., czyli

860 EUR (przy średnim kursie EUR/PLN ze stycznia 2012 r.)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane