Wewnętrzne sprawy banku

Wojciech Surmacz
21-02-2003, 00:00

BRE Bank stoczył trzy egzekucyjne walki w wadze kredytowej — ciężkiej. Posłał na deski Pozmeat. Zwarł się z RMF-em. Niespodziewaną kontrą zza podwójnej gardy górę wzięła Polska Grupa Interim.

4 stycznia 2002 roku BRE Bank wypowiedział trzy umowy kredytowe Polskiej Grupie Interim, właścicielowi m.in. Wydawnictwa Prasowego „Twój Styl” (wydawcy „Twojego Stylu”, „Filipinki” i „Votre Beauté”). Spółka na spłatę niemal 55 mln zł zadłużenia dostała tylko 7 dni. Na warszawskim rynku finansowym zawrzało. Jedni z dezaprobatą mówili o zachowaniu, które nie przystoi bankowi o takiej renomie! Od innych dało się jednak słyszeć wyrazy uznania: tak radykalnych kroków wobec poważnego klienta nie odważył się jeszcze w tym kraju podjąć żaden bank! Brawo!

Eksperci skomentowali zajście jednomyślne — to próba wrogiego przejęcia jednego z najsilniejszych wydawców magazynów dla kobiet. Czy BRE zaatakował w taki sposób tylko Interim? A może już wcześniej przetestował podobny mechanizm na innych organizmach? Bank nie odpowiada na te pytania, powołując się na tajemnicę bankową. Bank ma do tego prawo... Bankowe.

Wiele wskazuje na to, że metodę zbliżoną do zastosowanej w przypadku PGI wykorzystano już wcześniej. Strategia kredytowego nokautu poskutkowała, kiedy BRE Bank skorzystał z prawa do egzekucji pożyczki wobec Zakładów Mięsnych Pozmeat. Za ułamek faktycznej wartości rynkowej bank przejął nieruchomość. W „Rzeczpospolitej” z 20 marca 2002 r. czytamy, że BRE wszedł do giełdowej spółki Pozmeat SA po jej głębokiej restrukturyzacji i zakończeniu budowy nowoczesnego zakładu ubojowo-przetwórczego: firma zdobyła się na wielki wysiłek finansowy i na inwestycję wyłożyła ponad 100 mln zł (w tym 15 mln USD kredytu w BPH PBK)! Włodzimierz Nowaczyk, były przewodniczący rady nadzorczej Pozmeatu, uważał wtedy, że BRE nie jest zainteresowany firmą, lecz przejęciem po zaniżonych cenach najatrakcyjniejszych działek w centrum Poznania, zwolnionych po przeniesieniu zakładu produkcyjnego do nowej siedziby w Robakowie. Tak też się stało. Dlaczego? Ano za sprawą kredytu, którego istnieniu jeden z przedstawicieli BRE Banku stanowczo zaprzecza. Ale zanim doszło do pożyczki...

BRE gromadził akcje Pozmeatu od 1998 r. Do pierwszej dużej transakcji pakietowej (zwiększył udziały z 10 proc. do 19,8 proc.) doszło w styczniu 1999 roku. W maju ’99 pomnożył je do 24,8 proc., a w 2000 r. do blisko 30 proc. Poznańska spółka przynosiła wtedy straty — rzędu 2 mln zł kwartalnie. Zdaniem wielu analityków, bank nabywał wówczas akcje Pozmeatu, by je później drożej odsprzedać. Cytowany już przedstawiciel BRE skomentował sprawę tak: „te akcje skupowali maklerzy BRE Banku — na zasadzie normalnych inwestycji środków finansowych naszych klientów. W pewnym momencie okazało się jednak, że klienci nie chcą już Pozmeatu i musieliśmy coś z tym zrobić”.

Wychodzi na to, że BRE musiał się jakoś wywinąć z tej inwestycji. Tezę tę potwierdza Emilia Nowaczyk, aktualny członek rady nadzorczej Pozmeatu.

To była głośna sprawa. Z jej relacji wynika, że mniej więcej w roku 1998 biuro maklerskie BRE Brokers proponował klientom tzw. pakiety agresywne. Powierzone pieniądze inwestowano na GPW — m.in. w akcje Polisy, KrakChemii i Pozmeatu. Było to pudło i BRE — w ramach zadośćuczynienia — odkupił od klientów pechowe pakiety po zawyżonych cenach.

— Straty bankowcy musieli sobie zrekompensować — Emilia Nowaczyk puentuje swoją opinię.

W roku 2001 zarząd Pozmeatu poinformował, że 28 czerwca zawarł z BRE umowę „przewłaszczenia na zabezpieczenie wszystkich udziałów” w spółce Millenium Center (własność Pozmeatu). Ich wartość ewidencyjna wynosiła 100 mln zł. Porozumienie zawarto w związku z umową kredytową, podpisaną 22 maja pomiędzy Pozmeatem a BRE — po to, by zapewnić zapłatę udzielonego spółce przez BRE kredytu. Po całkowitym uiszczeniu pożyczki, udziały w Millenium Center miały powrócić do Pozmeatu. Druga umowa wyglądała identycznie — inne były jedynie nazwa spółki (Duo Center — także własność Pozmeatu) i jej wartość ewidencyjna (22,8 mln zł). W sumie Pozmeat zaciągnął w BRE ok. 1,3 mln zł kredytu i zabezpiecza go majątkiem wartym ponad 120 mln zł!

29 czerwca 2001 r. w „Emitencie” pojawiła się informacja o odwołaniu dotychczasowych: zarządu, całego składu rady nadzorczej, pełnomocnictw i prokur. BRE wprowadził do tych struktur swoich reprezentantów. Tego dnia — wspomina Emilia Nowaczyk — w siedzibie poznańskiej spółki doszło do wydarzeń, przypominających scenariusz z amerykańskiego kina klasy B. Na walne zgromadzenie akcjonariuszy przedstawiciele BRE Banku przyjechali w asyście ochrony. Emilia Nowaczyk mówi, że nigdy w życiu czegoś takiego nie widziała.

— Przed budynkiem stało kilka samochodów z ochroniarzami. Wewnątrz budynku też ich było pełno. Z sali obrad wyrzucono naszego notariusza. Nie mieliśmy nic do powiedzenia... Wszystkie decyzje podejmowano pod dyktando BRE. Demonstracja siły! — opowiada.

Od tego momentu pomiędzy grupą Nowaczyka i BRE Bankiem rozpoczyna się trwająca do dziś wojna (z prokuratorem, Komisją Papierów Wartościowych, sądami i aresztowaniem w tle).

23 lipca 2001 roku o godz. 15.45 w „Emitencie” ukazał się nowy komunikat: „19 lipca nastąpiło rozwiązanie umowy przewłaszczenia pomiędzy BRE a Pozmeatem. Udziały w Millenium wracają do Pozmeatu”. Nie minęła minuta i pojawiła się inna wiadomość: „19 lipca ZM Pozmeat SA zawarł umowę z Tel-Tech Investment sp. z o.o. sprzedaży 100 proc. udziałów w spółce Millenium Center za łączną cenę 40 mln zł”.

Dwa dni później grupa akcjonariuszy skupiona wokół Nowaczyków (łącznie około 40 proc. udziałów) wyraziła stanowczy protest. Okazało się, że Millenium sprzedano spółce, w której znaczące udziały ma BRE. Zdaniem niezadowolonych akcjonariuszy, za 40 mln zł zakupiono firmę, która zarządza nieruchomościami wartymi nawet 140 mln zł (chodziło o nieruchomość na poznańskich Garbarach). Druga z zastawionych spółek — Duo Center — wróciła do Pozmeatu dopiero 2 kwietnia 2002 r. Czyżby tylko po to, by (jak Millenium) trafić na sprzedaż? Tym razem chodzi o nieruchomość przy ul. Wilkońskich w Poznaniu.

W sierpniu 2002 r. umowę przedwstępną na jej kupno (za 3,5 mln zł) zawarł Michał Stachurski, członek obecnej rady nadzorczej i udziałowiec Pozmeatu, działający w formalnym porozumieniu z BRE Bankiem. Wpłacił 1,5 mln zł zaliczki. Mniejszościowi udziałowcy znowu stanęli okoniem. Tym razem skutecznie. Udało im się doprowadzić do odrzucenia oferty. Ale pojawiły się dwie nowe: Carrefoura (skłonnego zapłacić nawet 6 mln zł) i firmy Jakś Bud (ponad 5 mln zł). Do dziś umowy sprzedaży jednak nie podpisano. Ponoć dlatego, że hipoteka nieruchomości jest obciążona kwotą 2,5 mln zł na rzecz Stachurskiego (1,5 mln zł wpłaconej zaliczki i 1 mln tytułem odszkodowania za niedoszłą do skutku transakcję).

Gdzieś w tym zamieszaniu gubi się wątek kredytu. Nie wiadomo, czy pożyczka została spłacona, czy nie. Wiadomo natomiast, że Pozmeat znajduje się teraz w katastrofalnej sytuacji. Czyżby to efekt działań BRE Banku? Stanisław Kondracikowski, aktualny prezes zarządu spółki Pozmeat, nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.

— Sam pan rozumie... Dla mnie BRE jest bardzo ważnym akcjonariuszem, bo kontroluje spółkę i ma wpływ na wszystkie decyzje. Poza tym nie interesuje mnie przeszłość tej firmy. Interesuje mnie jej stan obecny!

— A jaki on jest?

— Niewesoły. W grudniu zeszłego roku złożyliśmy w sądzie wniosek o otwarcie postępowania układowego z wierzycielami spółki.

— Dlaczego?

— Byliśmy zmuszeni... Wciąż czekamy na decyzję sądu i mamy nadzieję, że będzie przychylna. Ale liczymy się z tym, że znajdą się wierzyciele, którzy nie pójdą na układ.

— Jacy?

— Przede wszystkim banki, które mają zabezpieczenie kredytów na nieruchomościach Pozmeatu. Na pewno nie zrezygnują z wierzytelności.

— Czy wśród tych banków znajduje się BRE?

— Postawił mnie pan w trudnej sytuacji... Odpowiadając na to pytanie, czułbym dyskomfort. Odpowiedź jest powszechnie znana i nie jest żadną tajemnicą. Ale nie chciałbym, żeby pan ją usłyszał z moich ust. Powiem tylko tyle: prasa już o tym pisała.

„W prasie” („Rzeczpospolita” z 10 stycznia 2003 r.) wyczytaliśmy, że kondycja Pozmeatu jest fatalna. Po 9 miesiącach 2002 roku spółka miała nieco ponad 70 mln wpływów ze sprzedaży i 17,5 mln zł straty netto, a jej zobowiązania, z regulowaniem których są problemy, wyliczono na prawie 82 mln zł! Pozmeat ma wielomilionowe zadłużenie w PBK BPH, BGŻ, ING BSK i... BRE Banku. Do maja tego roku dłużnik powinien spłacić prawie 5,7 mln zł należności, w roku 2004 — ponad 8 mln zł, a do 2008 r. — 39 mln zł. I dodatkowa informacja: banki te mają zabezpieczenie na majątku spółki. Na razie nie zdecydowały się na wejście do układu, bo zgodnie z prawem nie muszą.

BRE szczególnie nie kwapi się do tego kroku, bo w maju 2002 r. udzielił Pozmetowi kolejnego kredytu — 4 mln zł (tym razem pod zastaw nieruchomości na ul. Perzyckiej — tuż obok poznańskiego lotniska Łaziska).

Podobny mechanizm kredytowej agresji — ale o tej rozgrywce słyszało już niewielu, a media milczały.

— BRE zastosował wobec radiowego potentata: komercyjnej rozgłośni RMF FM. Tym razem — zdaje się — bank skruszył jednak swą kredytową kopię. Jak do tego doszło?

W 2001 roku spółka Radio Muzyka Fakty zapisała w raporcie rocznym — wśród zobowiązań krótkoterminowych — krótkoterminowe papiery dłużne banków: BRE Bank SA (weksle inwestycyjne na kwotę 15 mln zł) oraz BIG Bank Gdański SA (obligacje na sumę 13 mln zł z datą zapadalności na II kwartał 2003 r.).

BRE — wskutek umowy o emisję weksli inwestycyjnych — gwarantował do 28 lutego 2002 roku objęcie tychże weksli, wystawionych przez RMF FM. Bank nie przedłużył powyższej gwarancji. Tymczasem terminy wykupu weksli na łączną kwotę 15 mln zł przypadały na 15, 24 i 29 maja 2002 roku. Spółka — zgodnie z porozumieniem z BRE — miała możliwości emisji weksli, które objęliby bezpośrednio inwestorzy. Zapis w raporcie: „istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, iż taka emisja nie doszłaby do skutku z uwagi na wyniki finansowe spółki. Spółka prowadzi rozmowy z inwestorami, którzy byliby skłonni do objęcia weksli inwestycyjnych. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, iż w przypadku fiaska tych rozmów spółka zmuszona będzie do wykupu w maju 2002 roku weksli na łączną kwotę 15 mln zł”. A skąd weźmie te pieniądze? W sprawozdaniu czytamy, że — mając powyższe na uwadze — RMF wystąpił do Broker FM SA (swego dłużnika i jednocześnie głównego udziałowca) o spłatę należności w kwocie co najmniej 15 mln zł.

W sprawozdaniu spółki Broker FM za rok 2001 da się wyczytać, że: „w odpowiedzi na to wezwanie Broker FM wyjaśnił, iż została podjęta decyzja o dokapitalizowaniu spółki poprzez nową emisję akcji w kwocie około 60 mln zł, która zostanie objęta przez inwestora finansowego. Broker podkreśla również, że prowadzi rozmowy z potencjalnymi inwestorami, które winny zakończyć się złożeniem ofert inwestycyjnych do końca kwietnia 2002”. Na dokładkę pojawiła się jednak istotna wiadomość, że proces pozyskania inwestora najprawdopodobniej nie zakończy się do 15 maja 2002 r.

Dlatego Broker FM wystąpił do głównego banku kredytującego z wnioskiem o kredyt krótkoterminowy, z którego 15 mln zł posłuży spłacie zobowiązań RMF, a te z kolei — wykupowi weksli inwestycyjnych w BRE. Wówczas wniosek ten był w trakcie analizy bankowej. Czy został rozpatrzony pozytywnie i do kogo tak naprawdę trafił? Biorąc pod uwagę fakt, że największy kredyt Broker zaciągnął w BIG Banku Gdańskim (przeznaczenie: budowa studiów radiowo-telewizyjnych w Nieporazie, gm. Alwernia pod Krakowem; kwota kredytu — 53,1 mln zł!), być może tutaj należałoby poszukiwać źródła pochodzenia owych15 mln zł.

Z przytoczonych zapisów można by wysnuć wniosek, że RMF wyszedł z opresji obronną ręką. To wyczyn, gdyż spółka zakończyła rok obrachunkowy 2001 stratą netto 36,2 mln zł. W raporcie rocznym tłumaczy się ją m.in. utworzeniem rezerwy na finansowy majątek trwały w kwocie 18,8 mln zł (główna kwota rezerwy — 15,2 mln zł jako aktualizacja wartości księgowej spółki Interia.pl) oraz utratą przychodów z reklamy. Wielkim obciążeniem dla RMF była też słynna „kosmiczna” (to od kształtu budowli) inwestycja w Nieporazie.

— Nie skomentuję tego i nie potwierdzę panu żadnych informacji, bo... No nie da się ukryć, że wciąż jesteśmy klientami BRE Banku — powiedział pracownik RMF FM.

Jeżeli tak, widać ani BRE nie zwyciężył, ani RMF nie przegrał. Być może dlatego przedstawiciele spółki tak enigmatycznie odpowiadają na zadawane im pytania.

Marek Dworak, wiceprezes RMF FM i prezes Broker FM, zapytany o przyczyny nieprzedłużenia gwarancji weksli RMF przez BRE Bank, odpowiada: „Widocznie nie widział w tym interesu. Jedna umowa się skończyła, nie miał obowiązku podpisywać kolejnej. Jego prawo”. Podobnie lakonicznie tłumaczy też źródło sfinansowania owej 15-milionowej należności, która mogła dać BRE okazję do nokautu (w tym przypadku — jedynie nokdaunu) krakowskiej rozgłośni.

— RMF jest spółką prywatną i nie musi tłumaczyć, skąd uzyskuje środki na prowadzenie działalności. Spłata nastąpiła ze środków własnych spółki — podkreśla Dworak.

— A z jakimi inwestorami negocjował RMF, by uzyskać kwotę, która pokryłaby zobowiązania w BRE?

— Z uwagi na tajemnicę handlową — nie możemy tego ujawnić — ucina prezes Broker FM.

Za to dużo mniej tajemnicza wydaje się wspomniana na początku sprawa Interimu. Napisano o niej sporo, niemniej kulisy tego wydarzenia (ponoć tajemnica poliszynela) aż się proszą o publikację. Niektóre fakty były odmienne od tych, które ujrzały światło dzienne na gazetowych stronach.

Interim współpracował z BRE wiele lat. Rezultat: trzy kredyty o łącznej wartości około 14 mln USD (wówczas — około 55 mln zł). 4 stycznia — w piątek o godzinie 19 — BRE Bank poinformował zarząd Interimu o wypowiedzeniu wszystkich trzech kredytów. Oficjalny powód? Złożenie wniosku o upadłość spółki przez Cezarego Windorbskiego, byłego prezesa i jednego ze współwłaścicieli PGI. Taki wniosek dawał BRE prawo natychmiastowego wypowiedzenia kredytu.

Termin spłaty na papierze określono wyraźnie: 7 dni od daty wpływu — czyli czas upływał 11 stycznia. Zarząd PGI miał zatem tylko 5 dni na zdobycie pieniędzy, bo — de facto — mógł zacząć działać dopiero w poniedziałek. I dopiero tego dnia w południe do szefów firmy naprawdę dotarło, że muszą zgromadzić 14 mln USD w 5 dni! Niedotrzymanie terminu było jednoznaczne z przewłaszczeniem udziałów w spółce, na których pożyczki zostały zastawione. I tak — kosztem 14 mln USD — bank stałby się właścicielem niemal 100 proc. PGI. Tak naprawdę samo Wydawnictwo Prasowe „Twój Styl” było warte o wiele więcej — szacowano go wstępnie na 20 mln USD, sprzedano zaś za 21 mln USD.

— Dzisiaj do BRE nie mam pretensji. Ale wówczas ze strony banku nie było żadnego sygnału, że coś jest nie tak. Nagle, ni stąd ni zowąd w piątek wieczorem, przyszło zawiadomienie: macie tydzień na spłatę kredytu. Nietypowy ruch. Trzeba powiedzieć, że dawał BRE ogromne szanse na to, że dokona dzieła — wspomina Przemysław Szmyt, ówczesny prezes zarządu WPTS, należącego do Polskiej Grupy Interim.

14 stycznia 2002 r. zarząd PGI poinformował media, że sfinalizował umowę z wydawnictwem H. Bauer, które stało się wydawcą trzech tytułów, należących dotychczas do Interimu. Znalazły się szybkie pieniądze na spłatę kredytu w BRE.

— Teoretycznie mieliśmy do rozważenia trzy scenariusze. Mogliśmy zaciągnąć kredyt w innym banku. Tyle tylko, że żaden bank nie dałby nam w ciągu 4 dni 14 mln USD. Albo zdobyć pieniądze z funduszu inwestycyjnego — ale nie mieliśmy pół roku na negocjacje warunków. A najbardziej realna była sprzedaż partnerowi strategicznemu. Na to się zdecydowaliśmy — przypomina Przemysław Szmyt.

Ale i tu pojawił się dylemat. Zarząd PGI brał tym razem pod rozwagę dwa warianty. Może rozmowy z gigantami — czyli polskimi wydawnictwami należącymi do potężnych koncernów medialnych (typu Axel Springer, G+J czy Hachette)? Ale tam decyzji o zakupie tytułu nie podejmuje się z dnia na dzień — procesy decyzyjne są bardzo złożone. Innym wyjściem (i to PGI wybrało) był kontakt z poważnymi, nieco mniejszymi partnerami, ale z równie zasobnym w gotówkę portfelem (jak H. Bauer czy Marquard). Tego typu firmy są dość elastyczne i potrafią dość szybko podjąć postanowienia o strategicznym znaczeniu dla nich samych.

Do pierwszego spotkania Interimu z przedstawicielami Bauera doszło we środę (9 stycznia) po południu: zgodzili się na podjęcie rozmów. Negocjacje sprzedaży WPTS rozpoczęły się zatem w czwartek. Do stołu zasiedli reprezentanci PGI i Bauera oraz doradcy z Andersena i firmy Beata Gessel & Partners.

Pertraktacje trwały 52 godziny non stop! Nikt nie opuścił sali, nikt nie spał... włącznie z głównym szefem zarządzającym Bauera, którego na miejscu nie było, ale dzwoniono do niego często — nawet o 3 nad ranem (kiedy dochodziło do podpisywania poszczególnych umów całej transakcji).

O godzinie 14 — w sobotę, 12 stycznia 2002 roku — było po wszystkim. Trzy tytuły PGI kupił Bauer. W tym czasie w mediach trwała akcja, służąca zmyleniu przeciwnika. Informacje, których nadawcą było PGI, brzmiały dość enigmatycznie i były niepełne. Chodziło o to, aby jak najdłużej utrzymać BRE w przekonaniu, że Interim ma poważne problemy z pozyskaniem pieniędzy.

14 stycznia rano (poniedziałek) przedstawiciele obu stron pojawili się w BRE Banku, by dopełnić formalności spłaty kredytu. Relacja obserwatora: główny szef wydawnictwa Bauera na tę okoliczność przyleciał z Niemiec. I ponoć nagle ktoś z banku, wyznaczony do sfinalizowania transakcji, zaczął ignorować przybyłych. Nagle miał do wysłania faksy, do odbycia pilne rozmowy i niezaplanowane spotkania. Ignorowanie trwało podobno z kwadrans. W końcu niemiecki boss, purpurowy ze złości — relacjonuje świadek — wtargnął bez pukania do gabinetu notabla z BRE i wręcz wyryczał, że może tutaj nikt sobie nie zdaje sprawy, co to jest Bauer! Ale w Niemczech to jeden z wielkich klientów Commerzbanku (głównego udziałowcy BRE)! Tak się wkurzył, że o lekceważeniu dał znać do niemieckiej centrali Bauera, a stamtąd ktoś chyba interweniował w Commerzbanku, bo dosłownie po kilku minutach zrobiło się cacy.

Formalności dopełniono.

Tyle fakty. W przypadku każdego z trzech opisanych tutaj zachowań BRE Banku prócz oficjalnych wersji wydarzeń tworzono też teorie spiskowe — mniej lub bardziej nieprawdopodobne. W posunięciach BRE dopatrywano się głębszych — niż naturalna dla banków chęć zysku — przesłanek.

Przy okazji Pozmeatu niektórzy brali początkowo prawie za pewnik, że BRE chce zdominować tę spółkę, by sprzedać ją inwestorowi strategicznemu. Kiedy bank gromadził udziały poznańskiej spółki przez transakcje pakietowe, analitycy giełdowi spekulowali o możliwości sprzedaży Pozmeatu Animexowi; spółka ta na gwałt potrzebowała wówczas produktów o europejskiej jakości eksportowej, a Pozmeat takie wytwarzał.

Całkiem niedawno — w lipcu 2002 r. — pojawiła się plotka, że jednym z oczekujących na przejęcie Pozmeatu za niewielkie pieniądze jest Dom Inwestycyjny Kuchnia Polska z Poznania. Miesiąc później w świat poszła inna iskrówka: wydrenowany Pozmeat chcą przejąć Morliny! Poznańskiego producenta wędlin do dzisiaj jeszcze nikt jednak nie przejął... Może dlatego, że ponoć przyszły inwestor powinien dysponować kwotą co najmniej 100 mln zł (z tego jakieś 50 mln na spłatę kredytów inwestycyjnych i ponad 40 mln na kapitał obrotowy).

Co do zachowania BRE Banku wobec Interimu... Wśród analityków rynku mediów pojawiła się taka wersja spisku: bank działał ponoć w porozumieniu z byłym prezesem PGI Windorbskim. Dowód? Wniosek o upadłość spółki złożono w sądzie 4 stycznia — tego samego dnia, kiedy BRE wypowiedziało kredyty PGI. Są tacy, którzy twierdzą, że zbieżność dat nie jest przypadkowa. Mało tego. Ktoś podobno miał namówić BRE do takiej operacji. Kto? A tu były dwie wersje. Pierwsza — ponoć mniej prawdopodobna — to gracz zagraniczny. Druga — to ktoś z Polski, a konkretnie... Agora, o której się mówiło, że od dawna ma chrapkę na „Twój Styl”.

Na deser przypadek RMF. Mimo kryzysu na rynku reklamy, przejęcie RMF to łakomy kąsek. Czy 15 mln zł jest ceną rozsądną? Mówi się, że RMF FM jest dzisiaj wart na pierwszy rzut oka może i 75 mln USD. Zatem 15 mln zł to taniocha! Można spotkać medialnych ekspertów, którzy mówią tak:

— Wie pan, to — teoretycznie — możliwe. BRE jest bardzo blisko ITI i pomysł może być taki, że my — OK! — tanio chwycimy RMF i w ten sposób powiększymy i tak już bardzo ładny bukiet medialny ITI.

Taka teoria robi się ciekawsza, jeśli dołożyć do niej fragment wywiadu z Janem Wejchertem, szefem ITI Holdings („PB” z 6 grudnia 2002 roku), w którym pytany o dalszy rozwój holdingu biznesmen mówi, że ITI chce ograniczyć swą działalność do mediów cyfrowych.

— A radio?

— Rynek radiowy jest oczywiście interesujący. Jeżeli nadarzyłaby się jakaś ciekawa okazja, na pewno bliżej się z nią zapoznamy. W Polsce brakuje radia informacyjnego — odpowiada prezes Wejchert.

BRE Bank nadsyła

24 stycznia 2003 r. z redakcji „PB” do biura prasowego BRE trafiły pytania, związane z działaniami tego banku wobec Pozmeatu, PGI i RMF. Małgorzata Ciesielska-Stefańczyk, zastępca rzecznika prasowego BRE Banku — powołując się na tajemnicę bankową — oświadczyła, że jej firma nie udzieli odpowiedzi. Ale dwa dni później otrzymaliśmy z BRE taki oto e-mail:

„Zgodnie z art. 104 Prawa bankowego, banki, osoby w nich zatrudnione, a także osoby, za których pośrednictwem bank wykonuje czynności bankowe, są obowiązane zachować tajemnicę bankową. Tajemnica ta obejmuje zaś wszystkie wiadomości dotyczące czynności bankowych i osób będących stroną umowy, uzyskane zarówno w czasie negocjacji, jak i związane z zawarciem oraz wykonaniem umowy. Ponadto tajemnicą bankową objęte są również informacje dotyczące osób, które nie będąc stroną umowy z bankiem, dokonały czynności pozostających w związku z zawarciem takiej umowy. Bank ma prawo ujawnić informacje stanowiące tajemnicę bankową jedynie w ściśle określonych przez Prawo bankowe sytuacjach i jedynie wskazanym przez tę ustawę podmiotom. W świetle powyższego nie możemy więc przedstawić szczegółowych (z uzasadnieniem) odpowiedzi na zadane pytania.

Chcielibyśmy natomiast zauważyć, że nigdy nie było celem BRE Banku posługiwanie się kredytem w celu przejęcia jakiejkolwiek firmy. Takie działanie nie byłoby zgodne z filozofią finansowania w dziedzinie fuzji i przejęć (Merger & Acquisitions Finance), a także powoduje dodatkowe koszty i problemy dla banku kredytującego (np. ryzyko obniżenia wartości kredytowanej firmy i możliwości zarządzania nią, brak przejrzystości struktur prawnych dla nowych inwestorów).

Pragniemy także wyjaśnić, że banki — udzielając na rynku finansowym różnych form kredytowania obarczonych ryzykiem kredytowym (związanym ze zwrotem w określonym czasie przez kredytobiorcę przekazywanych przez bank środków) — faktycznie dysponują zawsze środkami pozyskanymi, między innymi od Klientów banku np. w formie depozytów. Dlatego też dla bezpieczeństwa i w ochronie tych depozytów, banki udzielając kredytowania są obowiązane, zgodnie z przepisami ustawy Prawo bankowe, do przyjmowania zabezpieczeń tych transakcji, aby minimalizować niebezpieczeństwo związane z ich zwrotem.

W przypadku zaś, gdy kredytobiorca nie spłaca należności banku w określonych w umowie terminach, bank przed podjęciem kroków windykacyjnych wzywa Klienta do wywiązania się z postanowień zawartych umów, a także prowadzi z Klientem negocjacje, mające na celu ułatwienie mu wywiązywania się ze swoich zobowiązań (np. poprzez ustanowienie dodatkowych zabezpieczeń spłaty czy restrukturyzację kredytu).

W przypadku, gdy wezwania do spłaty bądź negocjacje z Klientem nie przynoszą oczekiwanych skutków, bank przystępuje, również zgodnie z zawartymi w umowie postanowieniami, do windykacji swoich należności, w pierwszej kolejności z przyjętych zabezpieczeń spłaty, a następnie — przy braku możliwości zaspokojenia swoich należności z zabezpieczeń — z pozostałego majątku kredytobiorcy. W przypadku windykacji swoich należności w drodze postępowania egzekucyjnego banki mają prawo zaspokoić swoje roszczenia wyłącznie do wysokości wymagalnej wierzytelności. Wszelkie nadwyżki ponad wymagalne wierzytelności banku (jakie zostaną uzyskane np. w drodze sprzedaży nieruchomości dłużnika przez komornika w trybie egzekucji z nieruchomości, na której została ustanowiona hipoteka), są należne temu dłużnikowi. Jest to standardowa, rutynowa procedura postępowania.

Ponadto banki w zakresie dochodzonych przez siebie należności — oprócz możliwości (prawa) dochodzenia należności na podstawie bankowego tytułu egzekucyjnego po uzyskaniu klauzuli wykonalności nadawanej każdorazowo przez sąd (zgodnie z art. 96 Prawa bankowego) — stosują przepisy obowiązujące powszechnie w tym zakresie, a więc odnoszące się do wszystkich wierzycieli, dochodzących swych należności od dłużników.

Zgodnie z powyższym szczególna dbałość banków o maksymalne wyeliminowanie ryzyka związanego z akcją kredytową wynika z dbałości o bezpieczeństwo i ochronę wszystkich Klientów banku, w tym także depozytariuszy, powierzających bankom swój kapitał.

Działalność banku w zakresie kredytowania i przyjmowania zabezpieczeń spłaty kredytów, a także dochodzenia należności z zawartych umów, tak jak i wszystkie dziedziny pozostałej działalność banku podlegają kontroli dokonywanej przez Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego”.

Z poważaniem

Małgorzata Ciesielska-Stefańczyk

zastępca rzecznika prasowego BRE Banku

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Wewnętrzne sprawy banku