Wiara w złotego nie ginie

Kamil Zatoński
opublikowano: 03-03-2009, 00:00

Na przełom nie ma co liczyć, ale może być lżej. Zdaniem specjalistów, na koniec marca za euro zapłacimy 4,57 zł, a za franka 3,06 zł.

Ankieta "PB" Ekonomiści prognozują, że za miesiąc nasza waluta lekko zdrożeje

Na przełom nie ma co liczyć, ale może być lżej. Zdaniem specjalistów, na koniec marca za euro zapłacimy 4,57 zł, a za franka 3,06 zł.

Choć początek miesiąca nie był udany dla złotego, to większość ekonomistów ankietowanych przez "PB" uważa, że to złe miłego początki. Według średniej oczekiwań dwunastu specjalistów, na koniec miesiąca za euro trzeba będzie zapłacić 4,57 zł, za dolara 3,58 zł, a za franka szwajcarskiego 3,06 zł. Przełomu nie należy się jednak spodziewać — tylko czterech analityków obstawia rychły powrót kursu franka poniżej 3 zł. Jeden prognozuje, że kurs euro spadnie poniżej 4,50 zł.

Rządowe wsparcie

Niemal wszyscy specjaliści są jednak przekonani, że krajowa waluta najgorsze ma już za sobą. Z dwóch powodów. Pierwszym jest deklaracja rządu, a także Narodowego Banku Polskiego, które — jak się wydaje — odstraszyły część graczy, liczących na dalsze osłabienie naszej waluty. Pytanie — na jak długo? Specjaliści DM TMS Brokers uważają, że gdyby kurs euro znów doszedł do 5 zł, to w obronie złotego ponownie wystąpi rząd, a jeśli to nie wystarczy, interweniować będzie bank centralny.

— Te działania będą skutecznie broniły złotego przed deprecjacją — nie mają wątpliwości analitycy DM TMS Brokers.

Drugim kołem ratunkowym powinna być zapowiedziana pomoc międzynarodowych instytucji dla krajów regionu. Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Bank Inwestycyjny w ciągu najbliższych dwóch lat wesprą kraje Europy Środkowej i Wschodniej kwotą 25 mld USD. Pożyczki te miałyby zostać przeznaczone na pomoc bankom oraz małym i średnim firmom. I choć większość pomocy trafiłaby pewnie nie do Polski, ale do najbardziej dziś zagrożonych państw, jak Ukraina czy Łotwa, to perspektywa wzmocnienia outsiderów powinna przełożyć się na lepsze postrzeganie całego regionu i jego walut.

— Dzięki temu w pierwszej połowie marca jest szansa na głębszą korektę kursu złotego — mówi Maja Goettig, ekonomistka Banku BPH.

Niestety, na niedzielnym miniszczycie państw regionu zabrakło konkretów dotyczących pomocy, dlatego na razie zadłużeni w walutach obcych muszą uzbroić się w cierpliwość.

Szanse i zagrożenia

Ekonomiści podkreślają, że do realizacji pozytywnego scenariusza, jakim byłoby umocnienie złotego, potrzeba jednak przede wszystkim poprawy nastrojów inwestorów na rynkach akcji, co świadczyłoby o zmniejszeniu awersji do ryzyka.

— Spodziewam się jej przejściowego spadku — mówi Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE Banku.

Na rynku walutowym oznaczałoby to wzrost kursu euro do dolara, co zazwyczaj przekłada się na umocnienie złotego do obu najważniejszych walut. Na taki rozwój wypadków liczy Marcin Mrowiec, ekonomista Pekao.

— Kurs EUR/USD prawdopodobnie rozpocznie powolny marsz w górę — mówi Marcin Mrowiec.

Jego zdaniem, złoty najgorsze ma już za sobą i teraz po-winien stopniowo odrabiać straty.

— Ruch może być dość silny, bo złoty jest mocno niedowartościowany, a potem przyjdzie czas na bardziej umiarkowane zmiany — przewiduje ekonomista Pekao.

Wczoraj wydarzenia na rynku walutowym nie potoczyły się jednak po myśli większości. Dolar rósł w siłę, złoty słabł. Rośnie więc prawdopodobieństwo, że znów najbliżej prawdy będą przewidywania Marcina Mroza z Fortis Banku, lidera rankingu "PB". Pozostaje on pesymistą.

— Spodziewam się, że w krótkim terminie złoty może złapać oddech. Wciąż jednak istnieje poważne ryzyko dalszego osłabienia. Dlatego obstawiam, że za miesiąc za waluty trzeba będzie płacić więcej niż dziś — mówi Marcin Mróz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu