
W tym roku biznesmen sprzedał za ponad 250 mln zł pakiet kontrolny spółki biotechnologicznej Blirt, a wcześniej wyszedł z akcjonariatu innej giełdowej firmy – Mercor. Marian Popinigis sukces obu firm cierpliwie budował latami, ale teraz podejście do inwestycji ma już inne – woli angażować się raczej w te z perspektywą szybkiego zwrotu. Z kitesurfingiem, na który przesiadł się po ponad dwóch dekadach uprawiania windsurfingu, było podobnie – nagroda za wysiłek przyszła szybko. Nie zmienia się jedno – grafik zawodowy i rodzinny wciąż często ustawiają prognoza pogody i siła wiatru.
Jazda na falach

– Gdy zaczynałem przygodę z kitesurfingiem, byłem już po pięćdziesiątce. Miałem obiekcje, czy to akurat dobry wybór, ale okazało się, że tak. Pływanie z latawcem wymaga zdecydowanie mniej sił i trudu niż windsurfing, który uprawiałem od końca lat osiemdziesiątych, czyli niemal od samego początku istnienia tej dyscypliny w Polsce. Jednocześnie można dość szybko zdobyć niezłe umiejętności. To zdecydowanie moja druga wielka miłość – mówi Marian Popinigis.
Kitesurfing uprawia od 2011 r. i stale, jak mówi, robi postępy. Obecnie koncentruje się na jeździe na falach, szukając w tym zakresie wciąż nowych wyzwań.
– Istotą windsurfingu jest pływanie w ślizgu, płynne wykonywanie zwrotów i ewolucji. Oczywiście można stanąć na desce i siłowo walczyć o utrzymanie się na wodzie, ale nie o to chodzi. Jak w każdym sporcie trzeba przeznaczyć odpowiedni czas na trening i naukę wysiłku, ale w kitesurfingu z pewnością jest o to łatwiej niż w windsurfingu lub surfingu. Przełomowym momentem dla wszystkich tych sportów jest wejście w ślizg i poczucie, że można gładko sunąć po tafli wody, w pełnej synergii ze sprzętem i bez wkładania siły. Później pozostają manewry i skoki, ale z latawcem jest o nie łatwiej niż z żaglem. Kiedy czujesz równowagę na wodzie i wiatr, możesz dość szybko przesiąść się z twin tipa – czyli deski, od jakiej wszyscy zaczynają, na której pływa się w obie strony – na deskę kierunkową. Przypomina deskę surfingową, która ma dziób i narzucony kierunek ruchu. Służy głównie do pływania na falach – opowiada Marian Popinigis.
Sport, który wiele wybacza

Jego zdaniem większość tych, którzy są już zaawansowani w kitesurfingu, wywodzi się ze środowiska windsurfingowego. Wyczucie wiatru, nadchodzących szkwałów, równowaga – to umiejętności, które pomagają szybko się uczyć. Ale nie tylko sporty wodne mogą być pomocne w pływaniu z latawcem.
– Najbardziej zbliżony do kitesurfingu pod względem ruchu jest snowboard. Również narty zjazdowe – z krawędziowaniem i wchodzeniem w skręt – pomagają nauczyć się pływania na deskach kierunkowych. Lubię też narciarstwo biegowe, bo jak żadne inne daje mi możliwość zmęczenia się i poczucia każdego mięśnia w ciele. To ciekawe sporty uzupełniające, ale dla mnie zdecydowanie najbliższy sercu jest kitesurfing. Staram się dzielić z innymi swoją pasją i propagować ją na wiele sposobów. Mówię więc o tym na spotkaniach z rodziną, przyjaciółmi a nawet z partnerami biznesowymi i namawiam ich, by dołączyli do mnie. Myślę, że wielką zaletą kitesurfingu jest to, że można się go szybko nauczyć i, jeśli nie chce się zostać mistrzem, nie trzeba mieć szczególnych zdolności motorycznych: siły, wytrzymałości czy gibkości. To sport, który wiele wybacza, więc osoby bez pasji do aktywności fizycznej również znajdują w nim miejsce dla siebie i zadowolenie. Jest z pewnością łatwiejszy do opanowania pod względem technicznym niż inne sporty wodne. Tu nie mają znaczenia wskaźniki antropometryczne, np. masa ciała, albo wcześniejsze doświadczenia sportowe lub ich brak. Ważne jest, że chce się pływać i to w wielu wypadkach – wraz z właściwym instruktażem i dopasowaniem sprzętu – wystarcza – uważa przedsiębiorca.

Pierwsza styczność ze sprzętem pozwala na wyczucie siły i działania latawca. Po dwóch–trzech godzinach można z nim już pływać, ale jeszcze bez deski. Popłynięcie w ślizgu wymaga kilku do kilkunastu godzin szkolenia.
– To już jest wielka frajda, gdy zaczyna się płynąć w ślizgu i panuje nad sprzętem. Dużo szybciej robi się też zwroty i skoki niż w wypadku windsurfingu. Dla mnie metrowe uniesienie się nad fale na desce z żaglem już rodziło duże emocje, ale dopiero kilkumetrowe skoki z latawcem budzą te uzależniające i niezapomniane. Pływanie na fali też jest ekscytujące i obecnie pochłania mnie najbardziej. Lubię pływać na Bałtyku także w zimie, bo wtedy są najlepsze warunki. Wymaga to odpowiedniego przygotowania, ale technologia pianek i akcesoriów do pływania jest już na tyle rozwinięta, że temperatura nie stanowi żadnego problemu. Poza tym jestem goofie (pływam z prawą nogą z przodu), a temu sprzyjają kierunki wiatru na Wybrzeżu – opowiada były współwłaściciel Blirtu i Mercoru.
Marzenia do spełnienia

Ruch jest dla niego fundamentalny w życiu. Daje mu wolność i dodaje optymizmu.
– Jazda na kicie jest jak jazda na nartach, ale w puchu. Zlodzone stoki są ekscytujące, ale nie tak jak świeży śnieg. Tak samo jest z kitesurfingiem, gdy zjeżdża się z dużych, łamiących się fal. To uczucie jest niemożliwe do opisania słowami, dlatego zawsze zachęcam do spróbowania tego sportu. Urok tej dyscypliny polega również na tym, że za każdym razem jest inaczej. Nigdy nie powtórzy się taka sama fala, wiatr, a to budzi emocje i jest bardzo pasjonujące – mówi Marian Popinigis.
Jedynym minusem kite’a jest specyfika sprzętu, który może być niebezpieczny.
– Kluczem jest poznanie budowy i działania kite’a. Warto na początku poczytać o nim, zapisać się do sprawdzonej, renomowanej szkółki, w której podczas szkolenia można się dowiedzieć wielu ważnych niuansów i pilnować, by nie zlekceważyć reguł związanych z bezpieczeństwem. Istnieje ryzyko zrobienia sobie i innym krzywdy, np. linkami. Ale to jest ten sam przykład co z samochodami. Jeśli ktoś trzyma się zasad i jeździ odpowiednio, to ryzyko wypadku jest małe – dodaje Marian Popinigis.
W kitesurfingu chciałby jeszcze poprawić technikę pływania i spróbować swoich sił na falach w Indonezji, które wymieniane są tuż obok tych na Mauritiusie i na Hawajach jako najlepsze na świecie. I marzy, żeby choć raz popłynąć w tubie załamującej się fali. Ale nawet i bez tego już czuje się spełniony.

