Wiatraki Polenergii będą się kręcić bez emisji

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-03-12 00:00

Energetyczna firma Jana Kulczyka dostosowała inwestycje do nowej ustawy o OZE. Nie potrzebuje pieniędzy z emisji.

Nie będzie emisji akcji Polenergii na 400 mln zł. Giełdowa grupa energetyczna kontrolowana przez Jana Kulczyka zarzuciła ten pomysł, a to i dobrze, i źle.

TP

— To korzystne dla akcjonariuszy Polenergii, którzy mogli się obawiać rozwodnienia [czyli zmniejszenia ich udziału w ogólnej liczbie głosów — red.], ale niekorzystne z punktu widzenia płynności handlu akcjami spółki. Polenergia ma sporą kapitalizację,ok. 1,4 mld zł, tymczasem obroty sięgające 1 tys. papierów dziennie to już sukces. Emisja dawała nadzieję na poprawę — mówi Bartłomiej Kubicki, analityk Societe Generale.

Pieniędzy wystarczy

W powodzenie emisji akcji w jej maksymalnym wymiarze rynek powątpiewał już kilka miesięcy temu, bo koniunktura giełdowa nie sprzyjała. Firmie, opierającej dziś działalność głównie na energetyce odnawialnej, sprzyja natomiast otoczenie biznesowe, co widać w wynikach. W 2014 r. EBITDA grupy wyniosła 169 mln zł (+22,8 proc.), a zysk netto 54,4 mln zł (+67 proc.).

— Widać poprawę marż, zwłaszcza dzięki zwiększeniu przychodów w segmencie wiatrowym, dystrybucyjnym i biomasowym — zauważa Bartłomiej Kubicki.

Dobre wyniki Polenergii w połączeniu z dobrymi prognozami (204 mln zł EBITDA i 72,4 mln zł zysku netto w 2015 r.) i uchwaloną niedawno, po latach prac, ustawą o odnawialnych źródłach energii, oznaczają, że spółka na razie nie będzie potrzebowała pieniędzy z emisji. Bo w 2016 r. i tak nie odda do użytku żadnej nowej farmy wiatrowej.

— Nasz plan inwestycyjny dostosowaliśmy do nowej ustawy. Część farm oddamy do końca 2015 r., korzystając jeszcze z zielonych certyfikatów, a kolejne do końca 2017 r. Najbliższe inwestycje sfinansujemygotówką oraz obligacjami — mówi Zbigniew Prokopowicz, prezes Polenergii.

To nie oznacza, że 2016 r. będzie spokojny. Ministerstwo Gospodarki ruszy wtedy z aukcjami dla OZE, w których inwestorzy będą rywalizowali o wsparcie. Pierwsza ma zostać przeprowadzona w połowie 2016 r. Będzie poligonem doświadczalnym, ale Polenergia się nie boi.

— Zamierzamy wystartować w pierwszej aukcji z portfelem około 285 MW i zakładamy, że uda nam się wygrać wsparcie dla projektów o łącznej mocy 170 MW.

Komplet, ale bez węgla

Strategia Polenergii (czyli dawnego Polish Energy Partners, do którego w zeszłym roku Jan Kulczyk wniósł wszystkie swoje aktywa energetyczne) zakłada budowę prywatnej grupy energetycznej z silną ekspozycją na energię odnawialną. Do końca 2015 r. zamierza dysponować łącznie 300 MW zielonej mocy, czyli będzie większym graczem niż PGE czy Energa.

Poza tym ma elektrownię gazową w Nowej Sarzynie i rozwija projekty elektrowni wiatrowych na Bałtyku oraz węglowej w Pelplinie. Z raportu rocznego wynika, że ostatni spółka może sprzedać, prawdopodobnie w 2018 r. Zainwestowała w niego ok. 80 mln zł.

— Po pierwsze, nowoczesne grupy energetyczne nie opierają się dziś na węglu. Po drugie, przy dzisiejszych cenach energii rentowność tego projektu nie jest zachęcająca — wyjaśnia Zbigniew Prokopowicz.

Polenergia chce też inwestować w infrastrukturę do przesyłu gazu, a flagowym projektem jest Bernau — Szczecin, gazociąg łaczący Niemcy z Polską. Pod koniec tego roku lub na początku 2016 r. spółka zamierza zebrać z rynku wiążące oferty od klientów zainteresowanych przesyłem gazu. Jeśli dadzą pewność zwrotu z inwestycji, projekt będzie realizowany.

— Zainteresowani mogą być gracze polscy, ale również regionalni — z Ukrainy, Czech, Słowacji czy Litwy — przewiduje Zbigniew Prokopowicz.