Więcej lokali nie oznacza niższych cen

MCH
opublikowano: 2012-05-15 00:00

Mieszkania

Warszawska dzielnica Białołęka i wrocławskie Krzyki mają więcej dostępnych mieszkań w stanie deweloperskim niż niejedno całe polskie miasto. Jednak ci, którzy spodziewają się, że właśnie tam będą mogli kupić mieszkanie najtaniej, mogą się rozczarować.

W końcu marca w Katowicach deweloperzy oferowali 1,1 tys., a w Łodzi 2,5 tys. mieszkań. W tym samym czasie osoby szukające nowego M na Białołęce mogły wybrać wspośród 2,8 tys. lokali. Większą ofertę miały tylko wrocławskie Krzyki — 4,5 tys. lokali.

Teoretycznie duża oferta powinna skłaniać deweloperów do większej rywalizacji i oferowania atrakcyjniejszych warunków zakupu, a przede wszystkim niższych cen.

— Osoby, które chcą kupić mieszkanie od dewelopera, powinny skoncentrować poszukiwania właśnie na rejonach, gdzie jest największy wybór lokali. Nie jest jednak regułą, że tam, gdzie konkurencja duża, ceny są niższe. Bowiem we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu ceny w takich dzielnicach są zbliżone do średniej dla całego miasta – zaznacza Jarosław Skoczeń z agencji Emmerson.

Wyjątkiem jest Warszawa, tu rzeczywiście nabywcy mogą liczyć na peryferiach na najkorzystniejsze ceny w mieście.

— Białołęka to zdecydowanie najtańsza stołeczna dzielnica. Przeciętna cena mkw. w tym rejonie jest niższa aż o około 2,1 tys. zł od średniej stawki dla całego miasta. Taka sytuacja jest przede wszystkim rezultatem sporej odległości od centrum, która sprawia, że deweloperzy realizują tam głównie tanie budynki z segmentu popularnego – dodaje Jarosław Skoczeń.