Nowa komisarz ds. handlu Cecilia Malmstroem rozpoznała już trudny temat i oznajmiła, że chce „świeżego startu negocjacji”. Chodzi przede wszystkim o ich zdecydowanie większą przejrzystość. Na początku przyszłego roku KE skonsultuje z Parlamentem Europejskim (PE), a także ministrami państw członkowskich kroki dotyczące procedury rozwiązywania sporów inwestor — państwo. Rozdział odnoszący się do tej drażliwej klauzuli został na razie zamrożony.
Na tym sektorowym przykładzie doskonale widać trudność wypracowania TTIP. To największe porozumienie gospodarcze w dziejach świata napotyka na bardzo wiele przeszkód szczegółowych, dlatego termin podpisania umowy na razie pozostaje całkowitą abstrakcją. Naciskający na negocjatorów prezydent Barack Obama chciałby w końcu 2016 r. efektownie zwieńczyć swoją drugą kadencję, ale bardzo wątpliwe, czy zdąży. Prędzej już doczeka… Donald Tusk, nowy przewodniczący Rady Europejskiej, ale raczej w swojej drugiej 2,5-letniej kadencji.
Idealistycznym celem TTIP jest likwidacja ceł oraz stworzenie równych warunków dla amerykańskich i europejskich firm. Umowa powinna przynieść korzyści zwłaszcza sektorowi małych i średnich przedsiębiorstw. Ale zarazem ma podnieść poziom standardów dotyczących różnych produktów, jakie obowiązują teraz w UE. Wiele unijnych organizacji pozarządowych uznaje jednak TTIP za kolejne narzędzie służące głównie transatlantyckim korporacjom. Dlatego polityczną zapowiedź zdecydowanego zwiększenia przejrzystości negocjacji UE z USA wypada przyjąć z zadowoleniem i monitorować realizację tej obietnicy.